czwartek, 20 lipca 2017

Światło, które utraciliśmy - Jill Santopolo

Są takie książki, o których się nie zapomina, ona zostają z człowiekiem już na zawsze. Często wraca się do nich myślami, bo nie sposób zapomnieć treści. Taką właśnie powieścią jest „Światło, które utraciliśmy” Jill Santopolo. Zapraszam na recenzję.

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku, w dniu, który połączył wiele osób. Spędzają ze sobą tylko jeden dzień, ale oboje czują, że coś ich do siebie przyciąga. Po latach przypadkowo wpadają na siebie i postanawiają być razem. Ich związek kwitnie, są ze sobą szczęśliwi i rozwijają swoje pasje. Gabe jest początkującym fotografem, a Lucky pomaga przy produkcji serialu dla dzieci. Jednak jak to często bywa, wszystko dobre kiedyś się kończy. Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie, a Lucy dowiaduje się o tym w dniu, kiedy jej program telewizyjny zdobywa nagrodę Grammy. Dzień, który powinien być dla niej szczęśliwy, okazuje się pełen smutku i żalu. Czy tysiące kilometrów pozwolą im o sobie zapomnieć? Czy pierwsza miłość okaże się tą ostatnią. Przekonajcie się sami?

„Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.”

Jill Santopolo jest dyrektorem wydawniczym, wykładowcą akademickim i autorką książek, które zdobywają tytuł bestsellera. Mieszka w Nowym Jorku i całe swoje życie poświęciła książkom i pisaniu.

„Światło, które utraciliśmy” to jedna z tych powieści, po której zakończeniu ciężko zebrać myśli i ubrać je w słowa. Skończyłam ją czytać już jakiś czas temu i dopiero dziś zebrałam się w sobie i usiadłam do pisania recenzji. Nie pisałam jej wcześniej, bo nie chciałam, żeby była byle jaka, musiałam wszystko poukładać sobie w głowie, by przekazać Wam to, co było w niej najważniejsze.

Powieść ta jest piękna, a zarazem niesamowicie smutna i wzruszająca. To przejmująca historia prawdziwej miłości, która nigdy nie da o sobie zapomnieć, tego możecie być pewni. Historia niezwykle prawdziwa, która mogłaby się przydarzyć każdemu z nas. Bezsprzecznie jest to, powieść bardzo dojrzała, która nie opowiada tylko o miłości, ale także o bólu, rozpaczy, niepowetowanej stracie, życiowych rozterkach, straconych szansach i pogoni za marzeniami.

Narratorką w książce jest Lucy, która opowiada o swoim związku, swojej miłości do Gabe'a, o swoich marzeniach i wyborach. Jednak ani jedno z jej słów nie jest przeznaczone dla nas czytelników, bo ona to wszystko opowiada swojej miłości. Przypomina to trochę list, trochę pamiętnik i muszę Wam powiedzieć, że bardzo przypadł mi do gustu taki sposób narracji. Poza tym książkę czyta się bardzo szybko, ja spędziłam przy niej tylko kilka godzin, podczas których niejednokrotnie płakałam, bo wzruszenie ściskało moje gardło. Jeszcze raz podkreślę, że jest to historia niesamowicie piękna, chwytająca za serce, a zakończenie... no cóż, jego Wam nie zdradzę.

To, co bardzo mnie urzekło w tej historii, to to, jak autorka w piękny sposób porównała dwa rodzaje miłości. Pierwsza to taka, która wybucha nagle i intensywnie, ale potrafi bardzo szybko przeminąć oraz druga, która rodzi się powoli, jest spokojna, przemyślana, ma solidne fundamenty, ale niestety i ją można utracić.




„Światło, które utraciliśmy” to historia o miłości, tej jedynej, tej prawdziwej, takiej na całe życie, która nigdy nie przemija. To także historia o marzeniach, o poświęceniu, pełna emocja, która w sercu czytelnika zostawia ślad już na wielki.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.



wtorek, 18 lipca 2017

Małżeńska fuzja - Jennifer Probst

Jennifer Probst, to autorka, której książki biorę w ciemno, choć muszę przyznać, że pisze dość schematycznie. Jej powieści zawsze mnie rozczulają, wzruszają i niesamowicie rozbawiają, jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Jak było tym razem? Czy „Małżeńska fuzja” mnie usatysfakcjonowała? Zapraszam na recenzję czwartego tomu serii Mariage to a Billionaire.

„Biznes wart miliony jest na wyciągnięcie ręki. Ale czy w interesach jest miejsce na miłość?”

Julietta Conte to piękna i chłodna kobieta sukcesu, prezes doskonale prosperującej rodzinny firmy La Dolce Famiglia. Najważniejsza jest dla niej praca, nie marzy o randkach i upojnych nocach z mężczyznami. Z kolei Sawyer Wells to bogaty biznesmen, który nie wierzy w miłość, interesują go tylko przelotne romanse. Jego priorytetem jest firma i pragnie zrealizować projekt, który nazywa „IDEAŁEM”. W związku z tym proponuje Juliette kontrakt, który ciężko jej odrzucić, gdyż jest ogromną szansą dla jej firmy. Już podczas pierwszego spotkania czują do siebie ogromne przyciąganie, jednak Juliette wie, że nie może sobie na nic pozwolić. I może tak zakończyłaby się ich przygoda, gdyby nie pewna osoba, która podstępem doprowadza do małżeństwa tej dwójki. Tylko, czy małżeństwo z rozsądku jest tym, czego pragnie Juliette? Czy w takim związku jest miejsce na miłość? Przekonajcie się sami.

„Jennifer Probst napisała swoją pierwszą książkę mając dwanaście lat. Później zrobiła krótką przerwę, aby wziąć ślub, zajść w ciążę, kupić dom, ponownie zajść w ciążę, zrobić magistra z literatury angielskiej. Teraz pisze ponownie. Probst jest dzsiaj autorką bestsellerów, publikuje romanse zarówno erotyczne i seksowne jak i współczesny romans. Pisze także książki dla dzieci.”

Jennifer Probst kolejny raz mnie nie zawiodła. Znów dostałam świetny romans pełen emocji, miłości i ogromnej dawki wzruszeń. Autorka ma talent do pisania dialogów, które momentami wyglądają jak słowna szermierka między bohaterami. Z uśmiechem na ustach obserwowałam poczynania bohaterów, którzy swoje zaaranżowane małżeństwo, na wszelkie możliwe sposoby próbowali zamienić na kontrakt handlowy. Naprawdę śmiechu w tej książce jest co niemiara. Prócz humoru pojawia się także wiele wzruszeń, a wszystko za sprawą przeszłości Wellsa, która jest naprawdę okropna. Ciężko mi się czytało o jego dzieciństwie, które jest jego tajemnicą, i którą skrzętnie ukrywa przed światem. Przez koszmar, który przeżył ma problem, by komukolwiek zaufać.

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze. Nie sposób ich nie polubić i obdarzyć sympatią. Moim ulubieńcem oczywiście został Wells ze swoją poranioną duszą i demonami przeszłości. Juliette też ma swoje tajemnice, przez które boi się otworzyć i zbliżyć do Wellsa. Na początku nie mogłam zrozumieć jej postępowania, ale później wszystko stało się jasne. Na uwagę zasługuje także pewna starsza pani, czyli mama Conte. Kobieta wspaniała, cudowna o wielkim sercu. Polubiłam ją już w jednej ze wcześniejszych części, ale teraz moja sympatia do niej jeszcze się pogłębiła.

Książka napisana jest niezwykle lekko i co najważniejsze nie zawiera zbędnych opisów. Wszystko napisane jest zwięźle i na temat, pojawia się wiele dialogów, które ja osobiście uwielbiam. Dzięki temu wszystkiemu przez książkę wręcz się płynie i momentalnie dobija się do zakończenia.

„Małżeńska fuzja” to bardzo fajny romans, w którym pojawia się sporo scen seksu. Są one napisane ze smakiem, bez zbędnej wulgarności. Humor, namiętność, pożądanie i chwile wzruszeń, to wszystko znajdziecie w tej powieści. Więc jeżeli lubicie takie książki, to jest ona dla Was idealna. Osobiście uwielbiam twórczość Jannifer Probst i przeczytam wszystko, co napisze.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akapit Press.


Przemysław Borkowski - Zakładnik

Dzisiaj mam dla Was kryminał, ale to nie byle jaki kryminał, bo powieść autora znanego (mam taką nadzieję) wszystkim osobom, które posiadają telewizor bądź internet. Mówię tutaj o Przemysławie Borkowskim, który najbardziej znany jest z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Oczywiście parał się nie tylko tym, bo pisał również dla portali i miesięczników. Zaskoczeniem dla mnie było to, że Pan Przemysław napisał powieść kryminalną "Zakładnik", która znalazła się w moim zestawieniu "zapowiedzi majowych". Zastanawiacie się co, o niej myślę? Zapraszam zatem do recenzji :)

"Podczas porannego programu na żywo do studia telewizyjnego wkracza uzbrojony mężczyzna. Bierze zakładników, zabija jednego z nich, a następnie odczytuje bezsensowne oświadczenie i popełnia samobójstwo.

Był zwyczajnym człowiekiem – mężem, ojcem i dobrze prosperującym przedsiębiorcą. Co popchnęło go do tego czynu? Czy był zwykłym szaleńcem, czy też człowiekiem realizującym precyzyjny plan?

Psycholog Zygmunt Rozłucki i dziennikarka Karolina Janczewska – świadkowie tego wydarzenia postanawiają odpowiedzieć na te pytania kręcąc reportaż. Ich podróż śladami zamachowca niespodziewanie zamieni się w śledztwo dotyczące tajemniczej śmierci sprzed lat. Czy zdołają rozwiązać zagadkę z przeszłości? Czas goni, a od wyniku ich poszukiwań zależeć może życie kilku całkiem niewinnych młodych ludzi."

"... Był jak dziecko, które dostało zabawkę, ale nie umie się nią bawić, bo nikt wcześniej mu nic podobnego nie dał. Więc ją niszczy, bo tylko to potrafi..."


Zacznijmy od tego, że jestem pod wielkim wrażeniem warsztatu Pana Borkowskiego. Tak naprawdę nie znałam jego twórczości, dopóki nie przeczytałam na skrzydełku, że pisze opowiadania oraz wiersze, co bardzo mnie zaskoczyło. I to bardzo pozytywnie, ale i takim zaskoczeniem był też kryminał, który ukazał się w maju.

"Zakładnik" jest bardzo dobrze napisaną książką, pozostawiającą czytelnika w niewiedzy do ostatniej kartki, powoli potęgując całą gamę sprzecznych emocji, które nawarstwiają się z każdą stroną, aby w końcu przejść w lawinę, która uderza w czytelnika z pełną siłą. Cała fabuła została nakreślona moim zdaniem po mistrzowsku. Pełno zagadek, masa ślepych uliczek, które muszą przejść bohaterowie, aby dostać się do tego celu, który widnieje gdzieś już na horyzoncie, a jednocześnie jest nieuchwytny. Do tego masa szczegółowych opisów, które bardzo dobrze wpasowały się w tę powieść kryminalną. Do tego bardzo przejrzysty wątek psychologiczny, który mnie bardzo ujął. Tam, gdzie wątki psychologiczne-tam i ja! I ja to kupuję za każdym razem :)

Bohaterem tego kryminału jest psycholog Zygmunt Rozłucki, który od pierwszych stron podkreśla, że nie jest ideałem, popełnia błędy i może się mylić, dzięki takiemu opisowi ta postać stała się bardziej prawdziwa i wiarygodna. Jest bardzo inteligentny i bystry, jednak w wyniku problemów osobistych, posiada bardzo zaniżoną samoocenę. Gdy on się wahał-ja wahałam się z nim. Po prostu przejęłam w pełni jego uczucia i myśli. Mamy też niezwykle rezolutną panią dziennikarz, która próbuje się wybić i zrobić materiał "życia" - Karolinę Janczewską. Osobę bardzo spostrzegawczą, a jednocześnie posiadającą w sobie taką ciekawość, można by rzec dziecka. Nie poddaje się szybko i to właśnie dzięki niej Rozłucki podbudowuje swoją samoocenę. Razem jako postacie stworzyli duet idealny-takie yin i yang, dzięki któremu nie mogłam odejść od książki i przewracałam strony mimo tego, że gdzieś tam czaiły się obowiązki.

Jeśli chcecie przeżyć krwawą i pełną zagadek "przygodę życia”,o której nie zapomnicie szybko, to "Zakładnik" Przemysława Borkowskiego, będzie książką, po którą musicie sięgnąć koniecznie!

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Czwarta Strona!

poniedziałek, 17 lipca 2017

Chłopak, który o mnie walczył - Kirsty Moseley

Chyba wiecie, jak to jest, gdy musicie czekać na kontynuację swojej ulubionej książki. Ja tak właśnie czekałam na „Chłopaka, który o mnie walczył” Kirsty Moseley. Nie mogłam się doczekać tej powieści, gdyż zakończenie poprzedniego tomu zdruzgotało mnie doszczętnie, ale tak to już jest z seriami, że trzeba czekać na kolejne części, a autorzy lubią się znęcać nad czytelnikami i piszą zakończenia, które rozrywają serca. Jednak się doczekałam i mogę Wam napisać, że było warto, bo to kolejna książki Kirsty, która ogromnie mi się spodobała. Zapraszam na recenzję kontynuacji losów Jamiego i Ellie, bohaterów „Chłopaka, który chciał zacząć od nowa”.

Trzy lata od rozstania z Jamiem, Ellie musi wrócić do Nowego Jorku. Powrót jest ciężki i bolesny, gdyż w rodzinie dziewczyny wydarzyła się ogromna tragedia, z którą musi się zmierzyć. Z bolącym sercem musi zostawić za sobą swoje nowe życie, narzeczonego i wspólne plany, by pomóc rodzinie. Jest przekonana, że już dawno wyleczyła się z miłości do Jamiego, jednak jedno krótkie spotkanie z miłością życia, uświadamia jej, że tak naprawdę nigdy nie przestała go kochać i że żaden mężczyzna nigdy nie obudzi w niej takiej namiętności jak Jamie. Tylko, gdzie w tym wszystkim miejsce dla Toby'ego, narzeczonego Ellie? Po porzuceniu Ellie i po odbyciu kary w więzieniu Jamie postanowił się nie zmieniać, bez Ellie jego życie okazało się tylko pustą i bolesną egzystencją. Gdy dziewczyna wraca do domu, Młody Cole postanawia walczyć, by ją odzyskać. Tylko, czy ma jeszcze szansę? Czy jego nowe życie nie przerazi dziewczyny? Czy wrogowie skorzystają z okazji, by odebrać mu to, co kocha? Tego wszystkiego musicie dowiedzieć się sami.

Naprawdę bardzo, ale to bardzo czekałam na tę książkę. Byłam niezmiernie ciekawa, jaki los zgotowała autorka bohaterom, ale chyba nawet w najgorszych koszmarach nie spodziewałam się tego, co dostanę, z jakimi przeciwnościami losu i z jakimi tragediami będą musieli się zmierzyć. Już pierwsze strony nie napawają optymizmem, a im dalej, tym gorzej. Kirsty porusza bardzo trudne tematy, które w rzeczywistości dotykają każdego z nas. Nie będę o nich pisać, bo zbyt dużo bym zdradziła, a nie taki jest mój zamiar. Książka jest mało przewidywalna i naprawdę ciężko się domyślić, co będzie dalej i czy można liczyć na szczęśliwy happy end. W moim odczuciu wszystko zostało bardzo dobrze dopracowane i stworzyło świetną, wciągającą całość. Mam tylko jedno małe „ale” odnośnie momentu, w którym bohaterowie pierwszy raz spotykają się po latach. Nie wiem, czy w takim momencie swojego życia, Ellie znalazłaby się tam, gdzie się znalazła. Może się czepiam, może dla Was nie będzie to problem, ale mi coś tam zazgrzytało i stawiając się na jej miejscu, na pewno bym tak nie postąpiła. Kolejny raz nie napiszę, o co chodzi, ale jeżeli przeczytacie książkę, to będziecie wiedzieć o czym piszę. To tylko mały szczegół, poza którym wszystko mi się podobało i żałuję, że to już koniec mojej przygody z tymi bohaterami, bo historia zawarta w książce, jest naprawdę świetna.

Bohaterowie zostali wykreowani przez autorkę bardzo dobrze, zmienili się, stali bardziej wyraziści i charakterystyczni. Może znów ciut zostali przez autorkę wyidealizowani, ale w niczym mi to nie przeszkadzało. Jamie to nadal mój ulubieniec, który po odtrąceniu Ellie przestał tak naprawdę żyć i choć przebywał wśród wielu ludzi, cały czas czuł się samotny. Najbardziej ujęła mnie w nim ta jego niepewność i brak akceptacji swojej osoby. Ellie to jego przeznaczenie, z którego kolejny raz postanowił nie rezygnować. Ogromna zmiana zaszła w Ellie, bolesna przeszłość zmieniła ją. Stała się osobą silną, ale także bardzo kruchą i wrażliwą. Kocha Jamiego, ale przeraża ją to, czym się zajmuje. Czy da mu szansę?

Książka napisana jest lekko i momentalnie przepada się w głąb fabuły. Ostatnio miałam straszny okres, nie mogłam czytać książek, nic na maksa mnie nie wciągało, a ta książka to zmieniła i znów poczułam ogromną radość z czytania. Uwielbiam twórczość Kirsty, zdarzają się jej książki lepsze, trochę gorsze, ale ta jest po prostu idealna.

Narracja prowadzona jest naprzemiennie, czyli tak jak lubię. Mogę nawet stwierdzić, że bohaterowie podzielili się książką po połowie, więc perspektywy Jamiego, jest naprawdę sporo. Osobiście lubię zagłębić się w męskim umyśle, więc jestem z tego bardzo zadowolona.

„Chłopak, który o mnie walczył” to przepiękna historia o miłość, która wiele razy będzie musiała pokonywać przeciwności losu. Autorka nic nie ułatwia swoim bohaterom i rzuca im pod nogi kolejne kłody, które nieraz ciężko będzie ominąć. Czy miłość zwycięży? Czy rozgoni mroki? Przekonajcie się sami. Ja Wam tę powieść gorąco polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

Misja Wywiad z Anną Judge


Kolejna ciekawa Misja Wywiad za nami. Tym razem na Wasze pytania odpowiadała Anna Judge, autorka powieści "Puzzle", i to właśnie tą książkę p. Anna ofiaruje Marioli  Zofii Laurze Marszałek, gdyż to jej pytanie uznała za najciekawsze! Gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fb w ciągu 3 dni.

Iza Wyszomirska
1. Jaka bariera zniechęciłaby Panią do wyjazdu za granicę?

Nie ma takiej bariery. Rodzina, miłość, śmierć…nic nie jest w stanie zatrzymać koła czasu. Technologia nam w tym pomaga. Dziś mamy tak pięknie i sprawnie działająca komunikację, że nic nie jest w stanie przeszkodzić nam w podejmowaniu decyzji o zmianach. O zmianie miejsca zamieszkania również.

2. Ludzie decydują się na emigrację najczęściej w nadziei na lepsze, szczęśliwsze życie. Tak było w przypadku Marii - bohaterki "Puzzli". Ale czy zawsze warto zaryzykować i zostawić całe swoje dotychczasowe życie, niejednokrotnie kosztem tęsknoty za rodziną, przyjaciółmi i samotnością?

To pytanie jest ściśle związane z pierwszym. Decyzja o emigracji powinna być przemyślana . Fakt. Jednak czy nazwałabym ten krok ryzykiem? Pewnie tak. Bo czymże sa zmiany w naszym zyciu jak nie ryzykiem? Ryzykujemy każdego dnia. Wychodząc rano do pracy – ryzykujemy. Godząc się na związek- ryzykujemy. Zmieniając prace – ryzykujemy. Nikt z nas nie wie, co czeka  za rogiem? Ryzyko jest wpisane w nasze życie. W każda jego sferę. Siedząc w ciepełku wygodnego życia bez oczekiwań na zmiany, przestajemy się rozwijać.

Paulina Wisnicka
1. Układa Pani rozsypane puzzle...obrazek, który z nich powstanie zobrazuje Pani życie...Co przedstawia?

W zależności od okresu w życiu obrazek ten jest różny. Obecnie przedstawia hiszpańskie klimaty i krajobrazy. Już tak wiele puzzli ułożyłam, różnych puzzli ale wciąż stara, się dążyć do tego aby moja twarz na tym obrazku uśmiechała się naprawdę radośnie.

2. Gdyby mogła Pani zacząć swoje życie na nowo- z czystą kartą-to zmieniłaby coś Pani w swoim życiu? może miejsce zamieszkania?

Hmmm…z nową kartą? Nie, dziękuję :)) Gdybym nie mogła korzystać z doświadczeń, jakie zdobyłam dotychczas , nie chciałabym zaczynać od nowa. Pewne elementy może i chciałabym zmienić ale wówczas zmieniłabym kierunek mojego i innych osób życia, a tego nie chcę. Czuję się spełnioną kobietą. Mieszkam w ciekawym miejscu. Daleko od rodziny ale przecież samoloty teraz latają/ jeżdżą jak tramwaje :)))

Nela Radon
1. Czy doświadczyła Pani podobnie jak Maria emigracji, czy Wasze losy są do siebie podobne?

Tak doświadczyłam emigracji. Jednak Maria – bohaterka Puzzli nie przeżywa wszystkiego co osobiście przeżyłam. Jest to postać jedynie w kilkunastu procentach podobna do mnie. Ja ją wszak stworzyłam :)) Jednak to co przeżywa Maria na kartach powieści nie jest moja biografią. Wiele zdarzeń opiera się na przeżyciach innych osób ale postać jest autentyczna.

2. Co sprawiło, że zaczęła Pani pisać i skąd tak dobre pomysły na tytuły swoich książek? ;)

Pisać zaczęłam wiele lat temu. Jako nastolatka. Pisałam wiersze, krótkie opowiadania i nawet zdarzała się proza poetycka! Zaproszono mnie do wstąpienia do klubu literackiego „Na Wyspie” , którego przewodnicząca była Anna Beata Chodorowska, członkini Związku Literatów Polskich. Pisałam i dorastałam literacko w cudnej atmosferze spotkań z uznanymi krytykami i literatami, licznych  dyskusji .Jak większość, walczyłam z tytułami  dla każdego powstałego wiersza i chyba nauczyłam się wysupływać kwintesencję, nie podając całkowicie puenty. A w tytułach przecież o to chodzi))

Mariola Zofia Laura Marszałek
1. Kto jest dla Pani autorytetem w życiu prywatnym, a kto w życiu artystycznym / literackim - czyją twórczość ceni sobie Pani wyżej niż innych autorów książek / poezji / obrazów / rzeźb? A może nie ma takich ludzi, w Pani życiu?

Ciekawe i mądre pytanie. Osobiście uważam ,że bez autorytetów nie jesteśmy w stanie się rozwijać, uczyć. Tak się składa ,że nie mogę rozdzielić życia osobistego od zawodowego, ponieważ moją życiową pasją  i miłością jest to co robię. Otaczałam się sztuką , zawsze pragnęłam żyć w otoczeniu sztuki i tak się złożyło, tak się stało. Autorytetów wobec tego miała i mam wiele. Dziewczynkę zachwycały przygody Aleksandra Dumas, nastolatkę Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, Tuwim, później nadszedł czas na Różewicza, Hłaskę, Jorge Luisa Borges, Halinę Poświatowską, Zbigniewa Herberta, Wisławę Szymborską, Alice Munro, Jonathana Carrolla, Paulo Coelho, E.Maria Remarque….Ethel Lilian Voynic, angielska pisarka. Odnalazłam ją na półce z książkami przypadkowo. Nieznana, zapomniana…Jej książka „Szerszeń” wywarła na mnie ogromny wpływ…Nie mogę tu zapomnieć o Jeremim Przyborze! „Kabaret Starszych Panów” mnie „wychował” :)))
 To samo dzieje się z obrazami. Ulubionych mam  wiele. Takich ,że mogłabym na nie patrzeć godzinami i wciąż coś nowego zachwyca i przyciąga wzrok. Jednak największy  wpływ  maja na mnie impresjoniści :))) Jeśli chodzi o rzeźbę, to generalnie sztuka renesansu przyciąga. Ludzie…? Leonardo da Vinci nie przestaje zachwycać umysłem.
Powiem tak, zadała Pani bardzo intrygujące pytanie, nad którym posiedziałoby się znacznie dłużej i podyskutowało. Wszak sztuka otacza nas każdego dnia :)))

2. Co Pani czuje czytając recenzje swojej książki - zarówno te pozytywne jak i negatywne - oraz co Pani z nich wynosi dla samej siebie i swojej przyszłej działalności literackiej?

Kolejne doskonałe pytanie :) Jak wielu jest ludzi tak wiele mamy opinii. Jeszcze się taki nie urodził …itd. :))) Szanuję opinie ludzi , które nie są zgodne z moimi. Wysłucha, przemyślę, najpierw wewnętrznie się ustosunkuję… Później postaram się odpowiedzieć. Nauczyłam się szacunku do konstruktywnej krytyki podczas spotkań w klubie literackim i wspaniałych dyskusji podczas lekcji języka polskiego jeszcze w liceum. Pozytywne opinie łechcą naszą próżność, łaskoczą „podniebienie” :)) Negatywne , jeśli nie zawierają  jadu, a taki można wyczuć od razu, pomagają spojrzeć na siebie z innej strony. Jest to potrzebne do zachowania balansu. Kiedyś moja babcia mawiała : w lustro spoglądaj zawsze dwa razy!
Krytyka jest nam potrzebna do rozwoju. Jest mi osobiście potrzebna do rozwoju i podejmowania kolejnych kroków artystycznych z podwójnym przejrzeniem się w lustrze :)))

Agnieszka E. Rowka
1. Mając ile lat zapragnęła Pani zostać pisarką?

Pragnienia pisania odkryłam w sobie jako nastoletnia dziewczynka, może miała 12 lat?  Nie pamiętam dokładnie. Podążając na tym pragnieniem znalazłam się na tej  a nie innej drodze :)))

2. Czy zostając pisarką spełniła Pani swoje marzenie czy może ma Pani jeszcze jakieś i dąży do jego realizacji?

Marzeń mam cały worek :))) Systematycznie i powoli z rozmysłem i spontanicznie , spełniam je z radością. Przychodzą do mnie jak dobrzy przyjaciele. Rozsiadają się wygodnie i czekają na mój ruch :)) Ja im się przyglądam i działam :)))

3. Gdyby mogła Pani wynaleźć tylko 1 lekarstwo, którego jeszcze nie ma, to na jaką chorobę byłoby? A może byłby to zastrzyk nieśmiertelności?

Z pewnością nie byłby to zastrzyk nieśmiertelności. Choroby cywilizacyjne dziesiątkują nas, ludzi na tej planecie. Chciałabym wynaleźć lek na raka, który zabiera wszystkich,  niewinne dzieci  i dorosłych. Lek na Alzheimera, aby ludzie mieli świadomość do końca swoich dni , kto jest przy nich. Lek na chorobę jaką jest władza. Ludzie którzy dostają się do władzy , chcą jej więcej i więcej… bez opamiętania wywołują wojny.

Joanna Wiewióra
1. Wymarzone miejsce do którego by chciała Pani pojechać i napisać kolejną wspaniałą książkę i co by ze sobą Pani zabrała?

Wymarzone miejsce to wciąż ciepełko, woda…czyli Malediwy, Dominikana…zabrałabym z sobą tylko najbliższych, ludzi których kocham…rzeczy nie mają znaczenia. Choć musiałby się znaleźć w walizce dobry laptop, aby pisać :))))

2. Jak wygląda dzień Pani pracy nad pisaniem książki. Czy zamyka się Pani w samotności i nie jest dostępna dla nikogo czy spędza Pani czas z przyjaciółmi bądź rodziną i tworzy wtedy pomysły na książkę?

Dzień rozpoczynam dobrą herbata i lekkim śniadaniem, rozmową z mężem. Choćby krótkim : Dzień dobry kochanie! Piszę w ciszy, jedynie muzyka może mi towarzyszyć. Piszę rano godzinę, dwie.. Dalej, toczy się normalne życie. Do pisania siadam ponownie wieczorami. I znów w ciszy ludzkiej ale z muzyką. Ludzie są mi potrzebni do życia.  Ludzie których kocham, przyjaciele, znajomi…spędzamy sporo czasu razem. Podczas rozmów, wspólnych wypadów pojawiają się pomysły na wiersz czy opowiadanie. Inspiracją do opowiadania, książki może być iskierka w kominku czy lawina w Alpach :))) Wszystko co nas otacza jeśli patrzymy i słuchamy.

Edyta Synyszyn
1. Jaka jesteś Aniu w życiu prywatnym? (bo znamy się tylko jeszcze z fb) ale ciekawi mnie jaka jest Anna Judge na co dzień?

Jaka jest dzis Anna Judge? Inna niż Ania Partyka, nastolatka , która nieśmiało jako nastolatka, zaczynała pisać wiersze. Wzięłam udział w konkursie epistolograficznym organizowanym przez Klub Literacki „Na Wyspie” w Świnoujściu i zostałam zaproszona do wstąpienia do klubu! To był niesamowity zaszczyt! Czułam się niezwykle wyróżniona.
W życiu prywatnym przeszłam , jak każda kobieta, wiele zdarzeń. Budujących i rujnujących. Podnosiłam się za każdym razem kiedy upadlam. Niezwykła siła pozwalał mi na to aby się podnieść. Nie mam pojęcia skąd ta siła się brała. Ale czułam ja w sobie i obok siebie :) Przez wszystkie lata uśmiechałam się do ludzi. Kocham ludzi, dzieci, zwierzęta, naturę. Jestem raczej osoba poszukująca , ciekawska, z nuta odwagi i determinacji w dążeniu do wyznaczonych celów. Kiedyś nie miałabym odwagi na powiedzenie, iż jestem odważna - hahahahaha. Dziś nie stoję w kacie. Nie czekam aż mnie ktoś w nim odnajdzie. Bajki się zdarzają ale jeśli sami do nich napiszemy scenariusz! :) Dzisiejsza Anna, dojrzała doświadczeniami kobieta jest  bardziej otwarta na zdarzenia i doświadczenia. Uśmiecham się do ludzi szczerze i daje im kredyt zaufania na dzień dobry. Niemniej jeśli zdradza ten kredyt, nie poświęcam im więcej uwagi. Szkoda energii i czasu. Co jeszcze mogę powiedzieć o sobie? Zawsze starałam się pomagać potrzebującym. Stad moje działania charytatywne. Niemniej staram się zachować zdrowy rozsadek i nutę egoizmu własnego.

Edyta Chmura
1. Czyta Pani najchętniej polskich współcześnie tworzących autorów, klasyków czy może pisarzy zagranicznych?
2.Kto w ostatnim czasie Panią zachwycił? Była może jakaś książka, do której podchodziła Pani dość sceptycznie, a okazała się istną perełką?

Sądzę , że na to pytanie pokrótce już odpowiedziałam wcześniej :))  Czytam dużo i różnych autorów. Zachwycam się ostatnio polską współczesną literaturą. Jest jej tak dużooo :))) Czasu brakuje na czytanie wszystkiego! Niemniej jednak Katarzyna Grochola wciąż mnie bawi poczuciem humoru, Manuela Gretkowska przemawia niedomówieniem, Olga Tokarczuk zachwyciła mnie Domem dziennym i domem nocnym… Tak zwana literatura kobieca ma obecnie tak wiele ciekawych pozycji! Nie sposób wymienić wszystkich. I dlatego czytam też z polecenia. Jest również wielu zagranicznych pisarzy, których czytuję.
Do książki Ethel Voynic pt. „Szerszeń” podchodziłam baaardzo sceptycznie. Jednak miałam wówczas może 17 lat? I to ta książka wywarła na mnie ogromny wpływ. Okazała się perełką. Czy obecnie mogę tak powiedzieć o jakiejś pozycji jaką przeczytałam? Na razie nie. Książki jakie czytam przynoszą oczekiwane zachwyty i przemyślenia.

Zuzanna Malinowska
1. Kim pani chciałaby być za 10 lat? Jak widzi pani przyszłość swojej kariery?

Pani Zuzanno, za dziesięć lat będę stateczną staruszką :))) Ale wciąż otwartą na ludzi i zdarzenia! Z odrobiną szaleństwa w oczach))) Za dziesięć lat chciałabym mieć na koncie duuuużo wydanych książek i całą rzeszę czytelników z którymi zdrowie pozwoliłoby mi spotykać się i dyskutować. Jeśli Alzheimer nie popsuje szyków :))) Powiem cichutko , że życzyłabym sobie aby choć dwie książki znalazły swą ekranizację.

Krzysia Bezubik
1.  Aniu, jakiej muzyki słuchasz w trakcie pisania?
Dziękuję Krzysiu za to pytanie :))) Ponieważ jestem z wykształcenia muzykiem, dźwięki towarzyszą  mi zawsze i wszędzie.  Podczas pisania również. Lubię mieć wolną przestrzeń podczas pisania. Nikogo wokół , kto chciałby rozmowy. Muszę się skupić . Otwieram jednak umysł i serce dla muzyki. Przeważnie słucham klasyki. Uwertury, koncerty, opera … ale również jazz, soul. Instrumentalne wersje klasyki Davida Garretta są jednym z ostatnich  moich odkryć. Ciężko powiedzieć czego dokładnie słucham , ponieważ jest to uzależnione od nastroju. Niemniej, jak powiedziałam wyżej jest to przeważnie muzyka klasyczna.

Ewa Badeńska
1.  Anno ...Czy kochasz ? Czy jesteś kochana?

Wow!  Czy kocham? Oczywiście! Kocham pasjami. Zauważyłam u siebie pewną zależność. Jestem przepełniona chęcią, potrzebą kochania! Nigdy dość. I tak, jestem kochana. Ta świadomość dodaje mi skrzydeł.

Kasia Godefroy
1. Jak Ty to robisz? Jak masz czas na wszytko, pisanie, zżycie, promocje, spotkania


Podpowiem co się u mnie dzieje….spontaniczne planowanie :))))

sobota, 15 lipca 2017

Miłość. Wydanie drugie poprawione (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

„Zakochanie – gwałtowna, lecz jakże przyjemna przemiana wnętrza człowieka. Znacie to?”

Alicja to roztargniona niepoprawna romantyczka, która marzy o poznaniu wspaniałego mężczyzny, który zmieniłby jej cały świat. Pewnego razu poznaje Januarego, który od razu wpada jej w oko. Tylko, czy to ten jedyny? Ignacy to trzydziestoletni mężczyzna z nadwagą, miłośnik szachów i znawca kobiecych dusz po sześćdziesiątce. Cały czas mieszka z despotyczną matką, która nie pozwala mu dorosnąć. Od dłuższego czasu podkochuje się w Alicji, lecz nieśmiałość nie pozwala mu nic z tym zrobić. Czy znajdzie odwagę, by wreszcie wyznać swe uczucia? Za to Antoni to pewny siebie pan pulmonolog, który wygląda jak Adonis i ogląda się za nim niejedna kobieta. Jest jeszcze Marcelina, która mimo zbliżającej się daty ślubu, nie ma ochoty wyjawiać narzeczonemu szczegółów ze swojej przeszłości. Koniecznie musicie poznać ich losy.

„Anna Gratkowska to absolwentka Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jest laureatką kilku konkursów literackich. Jej pasją są podróże i czytanie książek. W przyszłości chciałaby wyruszyć w podróż po Europie kamperem. W 2012 roku ukazała się jej debiutancka powieść „Stokrotki w deszczu.”

„Miłość. Wydanie drugie poprawione” to powieść, której sam tytuł sugeruje, że będzie ona oczywiście o miłości. O miłości prawdziwej, dalekiej od ideału. Miłość jest uczuciem, którego pragnie każdy z nas. Chcemy mieć u swego boku osobę, która zawsze będzie blisko i z nami będzie dzielić radości i smutki. Niestety nie zawsze dostrzegamy osoby, które obdarzają lub mogą nas obdarzyć takim uczuciem i gonimy za wyimaginowanym ideałem, który de facto chyba nie istnieje. Czasami warto się rozejrzeć wokół siebie i dostrzec, kto zawsze jest obok nas.

Pierwsza miłość podobno jest tą niezapomnianą, ale może czasami warto poczekać na wydanie drugie? Poprawione?

Autorka stworzyła plejadę bardzo ciekawych i wyrazistych bohaterów. Oprócz Alicji, Ignacego, Antoniego oraz Marceliny pojawiają się jeszcze dwie interesujące postacie. Cecylia znana pisarka i stała pacjentka szpitala, której historia jest bardzo wzruszająca oraz Danusia, barwna pielęgniarka, którą kochają wszyscy pacjenci. Na samym początku wydaje się, że wszystkie te postacie nie mają ze sobą nic wspólnego, jednak czytając dalej, dostrzegamy, jak ich losy się splatają, tworząc świetną spójną całość.

Książka napisana jest lekko, bardzo prostym językiem i choć akcja toczy się nieśpiesznie swoim własnym torem, to perypetie bohaterów tak niesamowicie wciągają, że czyta się ją póki się nie skończy. Tak było w moim przypadku.

„Miłość. Wydanie drugie poprawione” to powieść niezwykle ciepła, wzruszająca momentami zabawna. Autorka w dosadny sposób uświadamia czytelnikowi, że piękna i cudowna miłość, jaką dostajemy w niejednej książce i niejednym filmie nie przypomina w ogóle rzeczywistości. Jednak bezapelacyjnie warto kochać i być kochanym. Każdy z bohaterów tej powieści szuka miłości, ale czy ją znajdzie? A jeśli ją znajdzie, to czy odnajdzie w niej to, co najważniejsze, czyli szczęście? O tym już musicie przekonać się sami.

„Bo prawdziwa nieidealna miłość może być tylko jedna. I za nic w świecie nie zamieniłbyś jej na żadną inną.”

„Miłość. Wydanie drugie poprawione” to powieść, która zaskakuje, bawi i wzrusza. To powieść o poszukiwaniu miłości, poszukiwaniu szczęścia i bliskości drugiej osoby. Jest to książka bardzo prawdziwa, którą polecam Wam z całego serca.

Okładka mnie zauroczyła, jest piękna, lekka, delikatna i ma w sobie to coś, co przykuwa wzrok.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.

piątek, 14 lipca 2017

K.C.Hiddenstorm - Po złej stronie lustra

"Nie bój się, będę delikatny." 
Właśnie jestem świeżo po lekturze książki K.C.Hiddenstorm - Po złej stronie lustra. Dopiero przed trzema minutami skończyłam  i po prostu nie mogę czekać z opowiedzeniem Wam o tej książce.  Powieść wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, jestem w szoku i chyba przeżywam w tym momencie swój własny "obłęd". Ale więcej szczegółów dostaniecie zaraz. Właśnie tym oto optymistycznym początkiem zapraszam Was na recenzję książki K.C. Hiddenstorm - Po złej stronie lustra.

"Lisa Johnson ma wszystko, o czym marzą przeciętni ludzie: urodę, sławę, bogactwo. Sielanka jednak kończy się w dniu, w którym ulega tajemniczemu wypadkowi na planie swojego najnowszego filmu. Po wyjściu ze szpitala doświadcza coraz częstszych omdleń oraz szeregu innych dolegliwości... jak choćby wizyt w alternatywnej rzeczywistości. Jawa i sen zaczynają zacierać się coraz bardziej, a ona z przerażeniem uświadamia sobie, że zaczyna balansować na krawędzi obłędu. Podczas jednej z wizyt w równoległej rzeczywistości Lisa poznaje demoniczną Kobietę w Bieli, która składa jej propozycję nie do odrzucenia..."

"Czym więc jest szaleństwo, jeżeli rozsądek nie istnieje? Czy szaleńcem jest ten, kto zobaczył, jak wygląda świat po drugiej stronie lustra i nie bał się o tym głośno mówić czy raczej ten, kto go za tę wiarę zamknął?"
 
 Powieść napisana jest łatwym językiem, autorka potrafi  rozbawić czytelnika, ale i napędzić niezłego stracha, przez co często czytelnik nie wie kiedy się spodziewać, tego jak mocno się wystraszy, albo nagle w "kryzysowej" sytuacji - wybuchnie śmiechem. Fabuła na początku jest bardziej nastawiona na humorystyczne żarciki i poznaniu głównej bohaterki - Lisy. Szczerze mówiąc po takim początku nie spodziewałam się za wiele po książce. W sumie mogę powiedzieć szczerze, że nie wiedziałam czego do końca się spodziewać. Zaczęło się niewinnie, a jak runęło, to tak, że ja sama się pogubiłam i zdziwiłam, że można przejść tak szybko od totalnej sielanki do najgorszego scenariusza głównego bohatera. Rewelacją w tej książce była postać seksownego Toma, który z tego co widziałam kupił wiele czytelniczek, ale moje serce należy jednak do innej postaci. Jednak nie dajcie się zwieść pozorom bo wszystko co dobre, kiedyś się kończy, a my wpadamy nagle ni z tego ni z owego w niesamowicie poplątaną historię (która wyszła mistrzowsko autorce. Bo naprawdę ciężko doprowadzić mnie do "obłędu" i poczucia zagubienia i osaczenia). 

Świat, który wykreowała K.C.Hiddenstorm, jest niezwykle rozległy i bardzo plastyczny (naprawdę wiele można stworzyć przy takim świecie - nieee ja tutaj nic nie proponuje :>). Mogłabym go porównać trochę do dość sławnego filmu z 2012 roku w którym grał Bruce Willis, ale myślę, że byłby to za duży spoiler i zniszczyłabym Wam największy moment zaskoczenia, po którym ja przetarłam oczy ze zdumienia.

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów, oraz ich nieustanna przemiana. Oprócz Lisy, która o dziwo mnie nie wkurzała (co często się u mnie zdarza z głównymi bohaterkami) a zyskała moją sympatie swoją otwartością, humorem i spojrzeniem dość "kpiarsko" na świat. Muszę też pochwalić kreacje postaci Sandresa (który też Was mocno zadziwi, obiecuje Wam to!), który całkiem zdobył moje serce i mogę od razu powiedzieć, że Sanders zostanie moim mężem w jednym ze światów. Poważny, lekarz psychiatrii, który odegrał bardzo dużą rolę w książce, jednocześnie zdobywając mój szacunek po jednej z dość ciekawych akcji. Ah no i nie mogę zapomnieć o Normanie, który był według mnie najlepszą postacią drugoplanową i zasługuje na swoją oddzielną powieść, albo chociaż opowiadanie ). Dużo osób może go nie polubić, ale ja lubię dziwne i wyróżniające się osobistości.

"Miłość to doprawdy potężna, ale równocześnie zgubna siła - często bywa tak, iż okazuje się ona być nie darem niebios, lecz długiem zaciągniętym u nieboskiej istoty obdarzonej sadystycznymi skłonnościami"

I teraz pytanie: Czy polecam? TAK. Polecam Wam serdecznie. Bawiłam się przy książce wspaniale, a koniec książki nie dość, że wbija w fotel, to jeszcze funduje nam otwarte zakończenie (które powoli zaczynają zanikać z książek - a szkoda bo to wzmaga tylko ciekawość). Mam nadzieje, że powstanie druga powieść, w której wyjaśni się co dalej z Lisą.

Dziękuję za przeczytanie Autorce, zyskałaś nowego fana swoich powieści :)