poniedziałek, 22 stycznia 2018

Na pokuszenie - Thomas Cullinan


Osiem kobiet i jeden facet? To nie mogło się dobrze skończyć. Do czego zdolne są kobiety, pozbawione od dłuższego czasu męskiej adoracji? ;) Co spotyka mężczyznę, który chce się bawić uczuciami kobiet? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w thrillerze psychologicznym Thomasa Cullinana ” Na pokuszenie”

„Wirginia, wojna secesyjna. John Mc Burney, ciężko ranny kapral wojsk Unii, trafia przypadkowo do szkoły dla panien. Dzięki ich opiece dochodzi do siebie, a wtedy zaczyna manipulować przebywającymi tam kobietami i dziewczętami: obnaża ich lęki i rozpala w nich namiętność, kusi i zwodzi, w jednych wywołuje litość, w innych pożądanie. One same zaczynają budzić się z letargu, w ich ponury świat wsącza się życie. A wraz z nim – zawiść i zazdrość. Kiedy jednak kapral ujawnia swoje prawdziwe oblicze i spadają jego kolejne maski, on sam musi zmierzyć się z pytaniem: kto tu kogo wodzi na pokuszenie? I czy zdoła wyjść cało z burzy, którą rozpętał?
Historia opowiedziana jest z perspektywy ośmiu kobiet zamieszkujących w szkole. Wraz ze zmianą perspektywy okazuje się, że każda z bohaterek ma swoje powody, które przyciągają ją do Mc Burney’a; ale też każda z nich inaczej interpretuje fakty i nie umie przyjąć prawdy.
Odcięcie szkoły od świata na skutek wojny, duszna atmosfera namiętności i uczuć – wszystko to tworzy niepokojący klimat i eksponuje samotność bohaterek. Aż do momentu, gdy w końcu przyjdzie im się zjednoczyć, by spróbować wrócić do normalności. Tylko czy to w ogóle jest możliwe?

Korzystając z konwencji amerykańskiej powieści gotyckiej, Thomas Cullinan tworzy przejmujący thriller psychologiczny o pożądaniu, rywalizacji, zazdrości, a wreszcie – zemście.”

Po raz pierwszy powieść Thomasa Cullinana „Na pokuszenie” została zekranizowana w 1969 roku, ze znakomitą rolą Clinta Eastwooda. Okładka najnowszego wydania książki przedstawia kadr z ubiegłorocznej ekranizacji w reżyserii Sofii Copolii.


Akcja powieści rozgrywa się na południu Ameryki podczas wojny secesyjnej. I choć tło powieści to bardzo atrakcyjny i wielokrotnie opisany temat, w tej książce wojna jest tylko tak naprawdę niewiele znaczącą otoczką. O wiele ważniejszym miejscem, gdzie rozgrywa się akcja książki, jest pensja dla młodych dziewcząt. Pojawienie się w niej młodego mężczyzny, jankeskiego żołnierza, sprawia niemałe poruszenie wśród jej mieszkanek. Zaczyna się cicha rywalizacja między kobietami o względy mężczyzny.

Historia opowiadana jest z perspektywy ośmiu kobiet, co na początku przysporzyło mi nie lada trudności w zorientowaniu się kto, jest kim. Bohaterowie powieści, a właściwie bohaterki to postaci zarysowane dosyć wyraziście, choć przy bliższym poznaniu niektóre z nich okazały się po prostu głupie i naiwne. Akcja rozwija się raczej mało dynamicznie, co nie zmienia faktu, że książka od początku napisana jest w taki sposób, aby zaciekawić i zaintrygować czytelnika. Autor doskonale poradził dobie z budowaniem napięcia i ze skonstruowaniem całej intrygi. Momentami niektóre z opisów bardzo mi „ciążyły” i zastanawiałam się, czy powieść nie jest przypadkiem trochę przegadana. Mimo to podobał mi się mroczny, niepokojący, tajemniczy i gęsty od intryg klimat książki. Zakończenie, choć dosyć przewidywalne, to jednak na swój sposób bardzo ciekawe.

Teraz nie pozostało mi nic innego jak obejrzeć film i z opinii jakie wyczytałam, poszukam chyba jednak tej starszej wersji, wydaję się bliższa książce.
„Na pokuszenie” Thomasa Cullinana to książka, po której nie należy się spodziewać fajerwerków, jednak mimo wszystko to lektura na wysokim poziomie i warto się z nią zapoznać. Polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję księgarni Tania Książka.

niedziela, 21 stycznia 2018

Góry umarłych - Tomasz Hildebrandt

Twórczość Tomasza Hildebrandta nie jest mi obca, gdyż jakiś czas temu przeczytałam jego powieść „Dotyk”, która niesamowicie mnie wciągnęła w głąb fabuły. Więc gdy w propozycjach recenzyjnych znalazłam jego najnowszą książkę, wiedziałam, że muszę ją przeczytać? Czy było to dobry wybór? Zapraszam na recenzję „Gór umarłych”.

„Strach, zmowa zmilczenia, ponure echa mrożących krew w żyłach wydarzeń z przeszłości. W okolicach Cisnej w tajemniczych okolicznościach znika 10-letni chłopiec. Zadanie rozwiązania zagadki spoczywa na barkach nadkomisarza Andrzeja Bondara. Grono podejrzanych szybko się rozszerza: należą do niego także miejscowi notable i ukraińscy przedsiębiorcy, powszechnie kojarzeni z mafią. Okazuje się też, że to już kolejny przypadek zaginięcia dziecka w tej okolicy. Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, a Bondar, chcąc nie chcąc, daje się wciągnąć w bagno podejrzeń, pomówień i niechęci, w której miejscowa społeczność żyła od lat. Intruz z zewnątrz burzy układy i rozbija skorupę milczenia, skupiając na sobie nienawiść „tutejszych”. Do głosu dochodzi także jego własna, pogmatwana przeszłość. Obudzone upiory są żądne krwi, a czasu na rozwiązanie zagadki jest coraz mniej… „

„Góry umarłych” to powieść, która niestety mnie rozczarowała. Spodziewałam się świetnego kryminału, a dostałam tylko jego namiastkę. Wyszło to autorowi dwojako, bo niestety tak świetny temat zawarty w książce nie został całkiem wykorzystany. Przyznam szczerze, że początek książki miałam okropny, za długo wszystko się rozkręcało i niestety było po prostu nudno, za to środek był świetny, wreszcie zaczęło się coś dziać, akcja nabrała tempa i naprawdę czytałam z ogromną przyjemnością. Niestety po przyjemności kolejny raz przyszło rozczarowanie, bo zakończenie okazało się bardzo rozczarowujące. Wątpię, by był to celowy zabieg autora, myślę, że po prostu po drodze poszło coś nie tak.

Nie mogę napisać, że ta powieść jest dobra, bo jest tylko przeciętna. Zabrakło i w niej napięcia, wartkiej akcji, a opisy momentami niemiłosiernie mnie nudziły, były zbyt długie i spowalniały i tak dość wątłą akcję. Uważam, że były one tylko niepotrzebnymi zapychaczami, by zwiększyć objętość książki. Zabrakło mi także dialogów, które według mnie i myślę, że według wielu innych osób są nieodzowną częścią każdej powieści.

Na okładce jest napisane, że… Jeszcze żaden Polski autor nie pisał jak Jo Nesbo i myślę, że przez długi czas się to nie zmieni. Autor może chciał dobrze, ale niestety coś poszło nie tak. Nawet ciekawy środek nie jest w stanie obronić tej powieści. Oczywiście nie zapominajcie, że to moja subiektywna opinia i to, co nie przypadło do gustu mnie, dla Was może być ideałem. Mnie ta powieść pokonała, znużyła i chcę o niej zapomnieć. Nie zarzekam się jednak, że nie sięgnę po inne książki autora, bo "Dotyk" bardzo mi się podobał, więc może „Góry umarłych” to tylko wypadek przy pracy? 
Wy jednak swoją opinię musicie wyrobić sobie sami.

Data wydania: 22.11.2017


sobota, 20 stycznia 2018

Rozalia - Magdalena Wala

Uwielbiam książki Magdaleny Wali, potrafi ona pisać świetne komedie, ale chyba najbardziej odnajduje się w powieściach, w których może przekazać czytelnikowi historyczne ciekawostki.
Dziś zapraszam Was na recenzję drugiego tomu cyklu Damy i buntowniczki pt. „Rozalia”.

„Zakazane lektury, niebezpieczne tajemnice i grupy konspiratorów to niemalże codzienność dla młodziutkiej Rozalii.

Dziewczyna w tajemnicy przed ojcem wyjeżdża do majątku w Czarnowcu. We dworze dzieją się rzeczy dziwne. Rozalia widzi niepokojące światła, kogoś chodzącego w nocy po ogrodzie, a położone nieopodal ruin po zmroku podjeżdżają powozy. 

Jednak legendy pozostawić należy tym, którzy pragną w nie wierzyć. To co czeka Rozalię jest dużo bardziej przerażające, choć prawdziwe. Nie sposób w takiej atmosferze poświęcić się błogim rozmyślaniom o miłości.

XIX wiek jeszcze nigdy nie był tak pociągający! Zanurz się w dworskie intrygi, powstańcze rebelie i miłosne manipulacje.”

Rozalia to siostra Marianny, która była główną bohaterką w pierwszym tomie tego cyklu. Jeżeli czytaliście tamtą powieść, to wiecie, że Mariannie udało się opuścić Litwę. A jaki los czeka Rozalię? Ojciec ma wedle niej swoje plany i postanawia wydać córkę za mąż za obleśnego Wrońskiego. Jednak dziewczynie udaje się uciec i trafia do dobrego domu, gdzie zostaje damą do towarzystwa. Ale czy to koniec problemów dziewczyny z niedoszłym mężem? Czy ktoś inny zawita w jej sercu? Przekonajcie się sami.

Bardzo lubię twórczość Magdaleny Wali, a na mojej półce stoją prawie wszystkie jej książki. Nie wszystkie już przeczytałam, gdyż jeszcze jedna czeka na swoją kolej. Jeszcze żadna z jej powieści mnie nie zawiodła i mam nadzieję, że nigdy się to nie stanie.

„Rozalia” to powieść, która ujęła mnie swoim stylem, świetnie nakreślonymi postaciami oraz ciekawą i wciągającą fabułą. Nie zawsze odnajduję się w książkach historycznych, bo nie każdy autor potrafi mnie zaciekawić. Magdalenie Wali zawsze się to udaje i jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Książka w niezwykły sposób oddaje klimat XIX wieku i widać ile autorka włożyła w nią pracy. Wszystko jest dopieszczone, dopracowane i zapięte na ostatni guzik.

To świetna powieść historyczna, w którą subtelnie został wpleciony wątek romansowy. Dla mnie to świetne połączenie, które niesamowicie mnie pochłonęło. Akcja książki toczy się niespiesznie, ale nie ma w niej nudy. Wszystko jest przemyślane i takie jak powinno być, by zaciekawić czytelnika.

Polecam Wam tę powieść, jak i inne książki autorki. To idealna lektura na szare zimowe wieczory. Jestem przekonana, że się nie zawiedziecie.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

czwartek, 18 stycznia 2018

Niczemu winne - Anna Krzyczkowska

„Szczęście nie zawsze można urodzić. Bywa, że trzeba je pochować.” 

Laura od lat jest mężatką. Jej życie na pozór wydaje się szczęśliwe, ale niestety z dnia na dzień kobieta coraz bardziej odczuwa emocjonalną pustkę, bo tak naprawdę Laura umarła pięć lat temu, w dniu. kiedy w piątym miesiącu ciąży straciła synka. Mimo to na co dzień Laura uśmiecha się, prowadzi normalne życie, a zawodowo doradza innym ludziom, jak podnieść się po tragedii. Jednak gdy jest sama, rozsypuje się na kawałki i tęskni za swoim małym skarbem.

„Nie chciałam żadnej pomocy. Nie zasługiwałam na nią. Ja mojemu dziecku nie pomogłam. Nie zrobiłam nic. Nie umiałam nawet wybłagać, by zostało przy mnie dłużej niż jeden dzień.”

Anna Krzyczkowska urodziła się dziewiątego lutego w Jarosławiu. To pasjonatka psychologii, która uwielbia zgłębiać najciemniejsze zakamarki ludzkiego umysłu. Miłośniczka zwierząt, która od 2012 roku jest związana z Fundacją SOS Bokserom. Sporą niespodzianką jest dla mnie to, że to także blogerka, a jej blog znajdziecie tutaj Wypisz - Wymaluj

Uwielbiam debiuty naszych rodzimych autorów, choć nie zawsze nadają się one do czytania. Ja jednak zawsze podchodzę do nich z nadzieję, że się nie zawiodę. Gdy w moje ręce wpadła debiutancka powieść Anny Krzyczkowskiej, długi czas nie mogłam się za nią zabrać, ponieważ temat, jaki poruszyła w niej autorka nie należy do lekkich i przyjemnych. Jednak moja ciekawość zwyciężyła i musiałam na własnej skórze przekonać się, jak sobie z nim poradziła. Podejrzewałam, że książka będzie dobra, bo zebrała wiele pozytywnych recenzji, ale nie byłam przygotowana na to, co w niej dostałam. A dostałam naprawdę dużo, bo aż 320 stron przepełnionych emocjami. W moim odczuciu to debiut doskonały i wiem, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod pióra Anny Krzyczkowskiej.

„Niczemu winne” to powieść, którą powinna przeczytać każda kobieta. To historia na pozór prosta, a jednak niosąca przesłanie i skłaniająca do refleksji. Autorka uświadamia nam czytelnikom, że cały czas trzeba cieszyć się życiem i łapać z niego garściami, bo nigdy nie wiemy, co nas spotka za dzień, tydzień, czy miesiąc.

To wspaniała opowieść o miłości, o macierzyństwie, o stracie dziecka i o traumie, która wtedy zostaje oraz o różnych odcieniach kobiecości. Ta książka to prawdziwe życie, które nie zawsze usłane jest różami. Każdego z nas spotykają mniejsze lub większe tragedie, a niejedna z nas została kiedyś zdradzona. Autorka pokazuje wiele barw miłości, nie zawsze tych kolorowych, ale tak to właśnie wygląda w rzeczywistości. To historia do bólu prawdziwa, która wycisnęła ze mnie niejedną łzę.

„Niczemu winne” to naprawdę przepiękna historia, która wzrusza, doprowadza do łez, ale daje także nadzieję. Ja w tej opowieści przepadłam i myślę, że z Wami będzie podobnie. Polecam, bo to debiut na najwyższym poziomie.

PS. Kupując książkę, przekazujecie 1 zł na rzecz Fundacji SOS Bokserom.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina.

Zakazane przyjemności - Elizabeth Hoyt

Jak wiecie, lubię od czasu do czasu przeczytać dobry romans historyczny, więc gdy dostrzegłam, że jest już drugi tom cyklu Tajemnice Maiden Lane Elizabet Hoyt, wiedziałam, że muszę go przeczytać. Pierwsza część tego cyklu okazała się niezwykle ciekawa. A jak było teraz? Zapraszam na recenzję „Zakazanych przyjemności”.

Lady Hero Batten poznaliśmy już we wcześniejszym tomie. To piękna siostra księcia, która ma wszystko, czego może pragnąć młoda kobieta. Dzięki bratu ma nawet narzeczonego, którego nie kocha, ale w niczym jej to nie przeszkadza, bo małżeństwo to przecież najzwyklejszy kontrakt, a miłość może przyjdzie z czasem. Gdy poznaje brata swojego narzeczonego, Griffina, na samym początku czuje do niego antypatię, która z czasem przeradza się w sympatię. Zaprzyjaźniają się i spędzają dużo czasu ze sobą. To wszystko doprowadza do tego, że oboje czują względem siebie ogromne pożądanie, a namiętność między nimi staje się wręcz namacalna. Co zrobi Hero? Czy serce wygra z rozumem? Czy kobieta będzie w stanie sprzeciwić się woli brata? O tym wszystkim przekonajcie się sami.

Tak jak napisałam wyżej bardzo, ale to bardzo lubię czasami przeczytać fajny romans historyczny, który jest dla mnie zawsze niewątpliwą odskocznią od rzeczywistości. Te książki mają w sobie coś takiego, co mnie do nich przyciąga, bo lubię zatracać się w świecie książąt, markizów, pełnych przepychu bali i miłości, która często jest zakazana. Elizabeth Hoyt kupiła mnie pierwszym tomem tego cyku, a drugi okazał się tak samo fajny. Autorka mimo tego, że pisze romanse historyczne, których fabuła rozgrywa się wiele lat temu, przemyca do swoich książek wątki zaczerpnięte z teraźniejszych czasów. Bardzo mi się to podoba, bo to taki powiew literackiej świeżości i dzięki temu autorka zdobywa coraz więcej fanów.

„Zakazane przyjemności” to romans zawierający nutkę erotyki, w którym pojawia się także wątek kryminalny, który bardzo fajnie został wpleciony w fabułę. Akcja książki jest dynamiczna i cały czas coś się dzieje. Czyta się ją bardzo szybko, a przede wszystkim ciężko się z nią rozstać. Sama poświęciłam jej dzień, ale jak zaczęłam czytać, to już nie mogłam przestać, bo strasznie byłam ciekawa zakończenia. W powieści znajdziecie również kilka scen seksu, które na pewno są mniej ostre niż w części pierwszej, ale zapewniam Was, że tak samo pobudzają wyobraźnie.

Bardzo spodobała mi się kreacja głównych bohaterów. Są oni niesamowicie wyraziści i ludzcy. Hero, to kobieta zadziorna, pyskata, a do tego dobrze wychowana. Za to Griffin to taki bad boy naszych czasów. Rozpustny uwodziciel i namiętny kochanek. Wszyscy uważają go za tego złego, ale taki jest w rzeczywistości?

Jeżeli lubicie romanse historyczne, to cykl  Tajemnice Maiden Lane jest dla Was idealny. Ja teraz czekam za kolejną częścią i jestem przekonana, że kolejny raz się nie zawiodę .

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bis.

wtorek, 16 stycznia 2018

Murder Park. Park morderców - Jonas Winner

Ostatnio na mojej czytelniczej drodze pojawia się dużo thrillerów psychologicznych, które za każdym razem okazują się wspaniałą czytelniczą ucztą. Gdy w zapowiedziach recenzyjnych dojrzałam „Murder Park. Park morderców” Jonasa Winnera, wiedziałam, że nie przejdę obok tej książki obojętnie, bo choć nie czytałam nic tego autora, to opis książki niesamowicie mnie zaintrygował. Czy to powieść, która dostarczyła mi wielu emocji i odczułam dreszczyk grozy? Zapraszam na recenzję.

„Zodiac Island − samotna wyspa u wybrzeży USA, smagana wiatrem i falami wzburzonego morza. A na niej park rozrywki: dwanaście tematycznych sektorów poświęconych znakom zodiaku. Cukrowa wata, rozbawione rodziny, diabelski młyn, kolejka górska, strzelnice. I maniakalny morderca, który szczególnie upodobał sobie młode kobiety.

Mija dwadzieścia lat. Park, zamknięty po serii brutalnych morderstw, ma zostać ponownie otwarty. Wesołe miasteczko ze znakami zodiaku zmienia się w upiorny skansen słynnych zabójców i zbrodni, które wstrząsnęły światem. Manager parku zaprasza na długi weekend starannie wyselekcjonowaną grupę: ludzi mediów i tych, którzy pamiętają to miejsce sprzed dwóch dekad. Dwunastka wybrańców przybywa na wyspę, na której straszą jeszcze zardzewiałe karuzele. Ostatni prom odpływa. Nadciąga sztorm. Urywa się łączność. Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. A do tego te upiorne pogłoski, że prawdziwy morderca nie został skazany, że wciąż jest na wolności…”

Gdy zabrałam się za lekturę „Murder Park. Park morderców”, byłam przekonana, że mam deja vu i że w dłoniach trzymam książkę, którą już wcześniej czytałam. Wyspa, zaproszeni na nią ludzie, tajemnicze morderstwa… prawda, że z czymś się to kojarzy? Tak macie rację, to samo dawno temu napisała Agatha Christie w swojej powieści „I nie było już nikogo”. Przyznam się Wam szczerze, że to podobieństwo dość mocno zniechęciło mnie do tej książki, ale, jako że jestem typem czytelnika, który nie porzuca zaczętych książek, czytałam ją dalej. Zdecydowanie był to dobry wybór, bo w pewnym momencie zostałam niespodziewanie wciągnięta w wir wydarzeń i po prostu przepadłam z kretesem. To podobieństwo do Agathy Christie wyszło autorowi na plus, bo przecież jak czerpać inspirację, to tylko od najlepszych. Poza tym autor wprowadził od siebie kilka ciekawych elementów, które były dla mnie sporym zaskoczeniem i sprawiły mi niemałą niespodziankę.

„Murder Park. Park morderców” to powieść bardzo klimatyczna, momentami dość pogmatwana (może nawet za bardzo), a także przerażająca. Osobiście lubię takie książki, a Jonas Winner naprawdę zaserwował mi niezłą jazdę bez trzymanki. Autor umiejętnie manipulował moimi odczuciami, podejrzeniami i perfekcyjnie wodził mnie za nos. Do samego końca nie byłam pewna, jakie będzie zakończenie i na pewno nie byłam przygotowana na to, co autor zaserwował mi na sam koniec. Może ten koniec był trochę naciągany, ale to drobny szczegół, który w ogóle nie wpłynął na moją ocenę tej książki.

To, co najbardziej spodobało mi się w tej powiesci, to rozmowy lekarza psychiatry z uczestnikami weekendu, które perfekcyjnie zostały wplecione w fabułę. Każdy z tych wywiadów doprowadzał moje serce do galopu i wprowadzał w moim umyśle zamęt. Było to świetne i zapewne celowe posunięcie autora, który wprowadził nim do fabuły ogromny chaos i dezorientację .

Jonas Winner napisał dobrą i ciekawą powieść pełną napięcia, strachu i przerażenia. Myślę, że osoby, które lubią dreszczyk grozy i mocne wrażenia będą tą historią usatysfakcjonowane.

Misja Wywiad z Katarzyną Mak



Zapraszamy na Misję Wywiad z Katarzyną Mak. Nagrodę za najciekawsze pytanie otrzymuje Joanna Wiewióra. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp.

Kinga Salamon
1.Co Pani by zrobiła dla siebie, gdyby byłaby Pani pewna, że zostało Pani 20 minut życia?

Zrobiłabym porządny makijaż, fryzurę. Ubrałabym super kieckę i szpilki... A tak poważnie? Napisałabym list do najbliższych...

Agnieszka Ewelina Rowka
1. Najbardziej szalona rzecz w Pani życiu to...?

Zakup konia na siedemnastą rocznicę ślubu. W tajemnicy przed mężem... Taka maaała niespodzianka :)

2. Walczyłaby Pani do końca o szczęście czy nie widząc rezultatów odpuściłaby Pani?

Ja całe życie o coś walczę, więc na pewno nie odpuściłabym własnemu szczęściu.

Elcia Bieniek
1. Czy w Michalinie , jest coś z Pani?

W zasadzie chyba tak, choć jak tworzyłam tę postać, to raczej tego nie dostrzegałam. Wydaje mi się, że w Michalinie są cechy niejednej czytelniczki, która miała już ją okazję poznać. Michalina to przecież typowa kobieta 😊

2. Czy Michalina, to osoba fikcyjna , czy może jest w Pani otoczeniu , bądź rodzinie taka Michalina?

Michalina to postać fikcyjna. Jedynie pewne jej cechy charakteru mogą być podobne do moich własnych.

Alicja Dudek
1.Czy kreując powieściowych bohaterów opiera się Pani na obserwacjach otoczenia?

Jak zaczęłam pisać, wydawało mi się, że moi bohaterowie są zupełnie fikcyjni, stworzeni dla mojego kaprysu, dla własnej, czasem niezrozumiałej dla wielu potrzeby. Jednak opinie blogerów na temat ich cech zaczęły mi uświadamiać, że moi bohaterowie mają wiele wspólnego z ludźmi, którzy mnie otaczają, jak i ze mną samą.

Joanna Wiewióra
1. Czy myśli Pani, że do szczęścia brakuje właśnie 20 minut?

Myślę, że tak, choć może nie tyle brakuje, co wystarczy. Dwadzieścia minut zapewne wystarczy, by je poszukać, przygarnąć, przytulić i już nigdy nie wypuszczać z rąk...

2. Jakie jest (jeżeli jest takie) Pani życiowe hobby, bez którego nie wyobraża sobie Pani życia?

Moje hobby to pisanie, bo zawodowo zajmuję sie czymś zupełnie innym. Odnalazłam tę pasję kilka lat temu i nie wyobrażam sobie życia bez tych wszystkich emocji, które mi towarzyszą podczas pisania.

Lucyna W-l
1. Czy lubi Pani Boże Narodzenie? Jeżeli tak, to za co najbardziej?

Uwielbiam Boże Narodzenie za magię, jaka roztacza się podczas tych niezwykłych dni w roku.

2. Czy ma Pani jakieś postanowienia noworoczne , czy może unika ich?

Och, chyba każdy je ma. Tylko czy udaje nam się je zrealizować, bądź w nich wytrwać?

Kinga Grabowska
1.Czy jest jakiś temat, którego nigdy Pani nie poruszy o którym nie napisze ? Jeśli tak to czego dotyczy?

Trudne pytanie. W zasadzie to powinnam powiedzieć, co napiszę, bo to wiem na pewno. Piszę o miłości, pełnej perypetii, zakrętów, ale czystej i najprawdziwszej. Nienawidzę uśmiercać swych bohaterów, choć zdarzyło mi się już w innych książkach, które jeszcze nie ukazały się na rynku poświęcić jakiegoś drugoplanowego bohatera dla dobra ogółu. A czego nie napiszę? Sama jeszcze nie wiem…

2. Co szalonego w życiu chciałaby Pani zrobić?

Nie wiem. Może przelecieć się balonem? Może udałoby mi się wyściubić nos z kosza na zewnątrz, by podziwiać krajobraz z lotu ptaka…

Ewelina Łukawska
1. Bez jakiego uczucia, emocji nie wyobraża sobie Pani życia?

Nie wyobrażam sobie życia bez miłości. Tam gdzie jest to fantastyczne uczucie, nie brakuje już niczego. Wszystkie inne uczucia, czy emocje, to moim zdaniem tylko jego pochodne.

2. Co lub kto daje Pani szczęście?

Miłość, a co za tym idzie moja rodzina. Kocham ich, a oni chyba mnie. Metoda krzyżowa :) Szczęście to tylko kolejna pochodna.
No i pisanie. Przecież ja piszę właśnie o miłości...

Justyna Glinka
1. Skąd pomysł na taki tytuł???

Pomysł na tytuł zrodził się niespodziewanie,  podczas pisania jednego z wątków, z resztą tytuł zrodził się w mojej głowie tak nagle, jak sama decyzja o pisaniu " Dwudziestu minut do szczęścia".

2. Czyżby osobiste doznania???

Trochę tak. Tę książkę napisałam w dwa tygodnie i te dwa... dzieścia, ta magiczna liczba chyba całkiem nieźle się wkomponowała ;)

Monika Katarzyna Weronika Kosmalska
1.Przepis na sukces?

Nie jestem kobietą sukcesu, więc nie mam pojęcia 😉

2.Pani największe marzenie z dzieciństwa?

Posiadanie własnego psa, na którego mama nigdy nie chciała się zgodzić☹

Monika Szklarzewska
1.Czy będąc małą dziewczynką marzyła Pani o pisaniu książek?

Och, nie aż tak małą. Miałam wtedy jakieś dwa…naście lat ;) Już wtedy podejmowałam pierwsze próby, a potem długo, długo nic :)

Marlena Łukasz Grochowiak
1. Co zainspirowało Panią do napisania książki?

Właściwie pytanie raczej powinno brzmieć: kto? Mój mąż, a może raczej przekora z jego i mojej strony. Mój ukochany zajrzał kiedyś, jak nanosiłam poprawki do mojej pierwszej książki i omylnie przeczytał słowo FIRMA. Zobaczyłam ten błysk w jego oczach, kiedy pomyślał wówczas, że pisałam o FARMIE. - Chcesz książkę o farmie? - zapytałam wtedy, a on się ze mną droczył, drań jeden ;) I tak powstało „ Dwadzieścia minut do szczęścia”…



poniedziałek, 15 stycznia 2018

Nie mój jedyny - Melissa Pimentel

Bardzo długi czas zabierałam się za lekturę powieści Melissy Pimentel „Nie mój jedyny”. Nie wiem, czemu tak wyszło, ale zawsze z tą książką było mi nie po drodze i ciągle wybierałam do czytania coś innego. Teraz żałuję, że tak zwlekałam, bo to bardzo fajne czytadło, które zapewniło mi kilka godzin świetnej rozrywki. Zapraszam na recenzję.

Ruby prowadzi życie singielki i od lat poświęca się swojej pracy, więc po prostu nie ma czasu na miłość. Jest tak zajęta, że nawet ciężko jej wygospodarować czas, by polecieć na do Anglii na ślub młodszej siostry. Poza tym na tym ślubie ma być obecny także, były chłopak Ruby, z którym kobieta rozstała się bez słowa wyjaśnienia. Podczas pierwszego spotkania oboje czują się niezręcznie, ale Ruby odkrywa, że cały czas czuje coś do swojego byłego chłopaka. Ethan teraz jest poważnym biznesmenem, dorobił się milionów i cały czas pozostał singlem. Czy i on czuje coś jeszcze do swojej byłej dziewczyny? Czy to spotkanie odmieni ich życie? Przekonajcie się sami.

„Melissa Pimentel dorastała w małym miasteczku w stanie Masachussets. Większość dzieciństwa spędziła na oglądaniu brytyjskich komedii z lat 70. w telewizji publicznej. W wieku dwudziestu dwóch lat przeprowadziła się do Londynu. Zanim poznała swojego męża, szukała partnera na portalach randkowych, co opisała na blogu, który stał się inspiracją dla jej pierwszej książki Jak znaleźć faceta w wielkim mieście. Pracuje w wydawnictwie.”

„Nie mój jedyny” to lekka komedia romantyczna, napisana według utartych schematów, w której bardzo łatwo przewidzieć zakończenie. Jednak nie jest to żadnym minusem, gdyż autorka tak poprowadziła fabułę, że mimo tego, iż wiemy co będzie dalej, to z i tak z dużym zainteresowaniem czytamy dalej. Ja przeczytałam tę powieść w kilka godzin, tak pochłonęła mi historia Ruby i Ethana.

Powieść napisana jest na dwóch płaszczyznach czasowych, więc poznajemy teraźniejszość, w której obserwujemy spotkanie po latach Ruby i Ethana oraz mamy wgląd w przeszłość bohaterów i widzimy jak stopniowo rodziła się pomiędzy nimi miłość oraz poznajemy prawdę o decyzji Ruby, która postanowiła zakończyć związek z Ethanem. Jeżeli mam być szczera, to dla mnie retrospekcje były dużo ciekawsze, dużo się  nich działo i dzięki nim mogłam dokładnie poznać bohaterów.

Jak głosi napis na okładce „Nie mój jedyny” to interpretacja „Perswazji” Jane Austen, niestety książki nie czytałam, więc na ten temat nie mogę się wypowiedzieć. 

Książkę oceniam dobrze i naprawdę fajnie spędziłam czas. Z chęcią zobaczyłabym ekranizację tej historii, bo w moim odczuciu idealnie nadaje się na duży ekran. 
Jeżeli lubicie komedie romantyczne, to ta powieść jest dla Was idealna.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

Oddech Wschodu - Adelina Tulińska (PATRONAT MEDIALNY)

Każdy z nas ma swoje ulubione książki i każdy z nas czeka niecierpliwie na kontynuacje swoich ulubionych cykli bądź serii. Ja przez ostatnich osiem miesięcy, wyczekiwałam kolejnego tomu serii Dotyk północy Adeliny Tulińskiej. Jeżeli czytaliście moją recenzję pierwszego tomu, to wiecie, że zakochałam się w tej historii (a może w Gabrielu?), któż to wie ;). Dziś zapraszam Was na recenzję części drugiej pt. „Oddech Wschodu”, którą mój blog objął patronatem medialnym. 

Po pełnej wrażeń wyprawie na wyspę Frisørd Laura wraca na chwilę do Łodzi. Wie, że jej życie zmieniło się na zawsze i z każdym dniem dopadają ją coraz większe wątpliwości dotyczące jej przyszłości. Poza tym kontakt z ukochanym jest niezwykle utrudniony i dziewczyna do końca nie jest pewna, na czym stoi. Laura nie zdaje sobie sprawy, że grozi jej niebezpieczeństwo i nie jest bezpieczna we własnym domu. Gdy robi się gorąco z opresji ratuje ją Zagiel, który po krótkim czasie znika z tajemniczy sposób. Opiekę nad dziewczyną przejmuje dwójka nieznajomych, którzy zabierają ją do górskiego domku i tam uczą samoobrony. Czas, jaki dziewczyna spędza z tajemniczymi mężczyznami zbliża ich do siebie. Tylko, czy to na pewno są jej sprzymierzeńcy? Dymitr i Anatolij skrywają wiele sekretów, a prawda może okazać się dla Laury bardzo bolesna. Poza tym nad wyspą Frisørd zbierają się czarne chmury, a jej mieszkańcom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Kto stoi za spiskiem przeciw jej mieszkańcom? Czy Laura ma szansę wrócić do Gabriela i czy w ogóle będzie tego chciała? O tym wszystkim musicie przekonać się sami.

Adelina Tulińska jest absolwentką historii sztuki i informatyki. Zwyciężczyni turniejów szachowych, miłośniczka malarstwa, legend i sztuk wizualnych. Jako dziecko odbyła z rodzicami wielomiesięczną podróż po Norwegii. Zainteresowania, uzdolnienia i podróże stworzyły w wyobraźni autorki oryginalne światy. Pomysł na debiutancką powieść "Dotyk północy" zrodził się ze snu autorki. Ta specyficzna umiejętność obcowania ze snami i przywoływania ich do świata jawy jest cechą przewodnią całej twórczości Adeliny Tulińskiej. 

W recenzji poprzedniego tomu napisałam, że Adelinie Tulińskiej udała się rzecz prawie niemożliwa, bo jej książka mnie zaskoczyła nie jeden raz, zadziwiła i zaintrygowała. Teraz mogę napisać to samo, bo nic w tej kwestii się nie zmieniło. Naprawdę mam wiele książek za sobą, bo czytam od najmłodszych lat i trudno napisać coś tak zaskakującego, coś tak innego, coś tak pochłaniającego i intrygującego. Uwielbiam ten stan, kiedy nie mogę odłożyć książki na półkę i co chwila powtarzam sobie, że to już naprawdę ostatni rozdział i choć na chwilę zostawię ją, by zrobić cokolwiek w domu. Przy lekturze książek Adeliny musicie zapomnieć, że macie jakieś inne obowiązki, bo te książki są jak narkotyk i cały czas chce się więcej. Tak więc, jak się domyślacie, odłożyłam ją na półkę dopiero po dotarciu do samego końca i teraz niecierpliwie czekam na koleją część, bo tylko Adelina potrafi tak napisać zakończenie, żeby czytelnika trafiał najjaśniejszy szlag ;).

„Oddech Wschodu” to powieść niesamowicie tajemnicza, magiczna i niewątpliwie zaskakująca, bo nigdy nie wiadomo co znajdzie się na kolejnej stronie. W tej części dzieje się naprawdę wiele i akcja cały czas nabiera tempa, a nieoczekiwane zwroty akcji mącą w głowach. Pojawiają się także nowi bohaterowie, którzy sporo namieszają w życiu głównej bohaterki, a nasi starzy przyjaciele zadziwią Was niejeden raz.

Kreacja bohaterów wyszła autorce wręcz perfekcyjnie. Laura bardzo dojrzała, teraz to całkiem inna dziewczyna, która w ogóle nie przypomina siebie z poprzedniej części. Wszystkie złe doświadczenia ukształtowały ją na silną młodą dziewczynę, która wie, czego pragnie. Choć w sferze uczuć ma straszny mętlik w głowie, a to za sprawą Dymitra, do którego czuje ogromne przyciąganie. Na uwagę zasługuje także kreacja Dymitra i Anatolija, którzy szturmem wkroczyli do życia Laury i choć dziewczyna nie wie, czy w pełni może im ufać, to czas, jaki spędzają ze sobą, zbliża ich do siebie. W tej części niestety postać Gabriela pojawia się sporadycznie (zła autorka, zła), ale mam nadzieję, że w kolejnej części zostanie mi to zrekompensowane. 

"Oddech Wschodu" to powieść dzięki, której przeżyjecie niesamowitą przygodę pełną magii, tajemnic oraz wszechobecnego niebezpieczeństwa. Ta historia dostarczy Wam niezapomnianych wrażeń i na pewno pochłonie bez reszty. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

Premiera: 12.01.2018