reklama

wtorek, 31 maja 2016

Moje serce należy do ciebie - Allesio Puleo

„Moje serce należy do ciebie. Na zawsze!

Ylenia wraz z rodzicami przeprowadza się do Włoch. Nie jest to jednak taka zwyczajna przeprowadzka, to wyścig ze śmiertelną chorobą, i poszukiwanie dawcy do przeszczepu. Ylenia trafia do klasy, do której chodzi osiemnastoletni Alex, który natychmiast zwraca uwagę na dziewczynę. Jednak Ylenia próbuje trzymać Alexa na dystans, ale czy można przeciwstawić się uczuciu? Chłopak jest przekonany, że Ylenia to ta jedyna i nic nigdy ich nie rozdzieli. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że ukochana choruje na śmiertelną chorobę, i tylko przeszczep serca może uratować jej życie. Czy ta historia może mieć happy end? O tym przekonajcie się sami.

„Moje serce należy do ciebie” to powieść skierowana do młodzieży, ale może spodobać się również starszym czytelnikom, gdyż autor w swojej książce porusza bardzo ważne kwestie, które mogą dotyczyć każdego z nas. Śmiertelna choroba nie wybiera, nie interesuje jej narodowość, wiek czy płeć. I z taką właśnie chorobą zmaga się nasza nastoletnia bohaterka, dla której życie dopiero się zaczyna. Autor pokazuje jak ulotne jest szczęście, a naszym życiem niezaprzeczalnie rządzi przeznaczenie. Ta dwójka bohaterów musiała się spotkać, by jedno mogło ocalić drugie.

„Moje serce należy do ciebie” to piękna, wzruszająca powieść o rodzącym się uczuciu między nastolatkami, o przyjaźni, o niepewności dnia jutrzejszego, o bólu, o stracie, i niestety o śmierci.
Ta książka jest naprawdę niesamowicie pochłaniająca, i czyta się ją w zastraszającym tempie. Autor ma niezwykle lekkie pióro i zaciekawia czytelnika już od pierwszych stron.
Jedynym minusem, który strasznie mnie irytował podczas czytania, to nagminne przeskakiwanie z wątku na wątek, przez które nie raz musiałam się cofać, by połapać się w tym o czym w danej chwili czytam.
Prócz tego nie mam żadnych zastrzeżeń, a opisana przez autora historia jest po prostu piękna i wycisnęła ze mnie nie jedną łzę.

Tak na marginesie dodam, że warto przemyśleć sprawę, by zostać dawcą organów, by po naszej śmierci dać szansę na życie komuś innemu.

Jeżeli lubicie książki o miłości, niezmiernie wzruszające, to ta powieść jest dla Was idealna.

Polecam!!!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 11.05.2016



Misja wywiad z Kasią Gašparik



Dziś zapraszamy Was na kolejną odsłonę naszej Misji wywiad, której podjęła się autorka powieści Światło we mgle - Kasia Gašparik. Osobą, która według autorki zadała najciekawsze pytanie jest Iza Wyszomirska, i to do niej powędruje egzemplarz  książki. Prosimy o kontakt na naszym fan page w ciągu 5 dni! :)

Serdecznie gratulujemy!

Iza Wyszomirska

1. Zauważyłam z recenzji, że "Światło we mgle" to książka bardzo pozytywna, optymistyczna, gdzie humor aż kipi. Czy Pani również jest taką wesołą, pozytywną, z humorem podchodzącą do życia osobą?

    Pisząc „Światło we mgle” myślałam o tym, jakie książki lubię sama czytać. I to są właśnie książki optymistyczne i zabawne.
    Ja sama zawsze próbuję też znaleźć coś pozytywnego w każdym człowieku i każdej sytuacji. Życie się z nami nie cacka, więc trzeba się śmiać z czego tylko się da.  

2. Bohaterowie "Światła we mgle" idą na koncert IRY. Uwielbiam ten zespół chyba od samych początków jego istnienia. Ciekawi mnie, dlaczego akurat zdecydowała się Pani na umieszczenie tego zespołu, a nie innego? Czy było to nawiązanie do tytułu piosenki IRY?

    Ach Ira! Nic ich nie pobije! Dla mnie są najlepsi! Książkę napisałam tak naprawdę wieki temu, kiedy jeszcze większość członków zespołu zarzucała długimi włosami i nosiła glany. Czasy się zmieniły i zespół też, jednak moja miłość do nich pozostała taka sama. Ten zespół, ich teksty i muzyka zawsze dawały mi powera, dobijały baterie. Kiedy mam chandrę, wystarczy, że pofałszuję i powyję sobie (śpiewaniem tego nazwać niestety się nie da) do piosenek Iry i od razu jest mi lepiej. Musiałam wyrazić swoją miłość do chłopaków na papierze
    Tytuł powstał aż po zakończeniu prac nad książką i był jedną z trzech opcji zaproponowanych przez wydawnictwo. Widząc propozycję  „Światło we mgle” od razu skojarzyłam to z Irą i pomyślałam, że to przeznaczenie.

3. W swojej książce opisuje Pani problem alkoholizmu. Co było dla Pani najtrudniejsze w przedstawieniu tego tematu?

    Hmmm, tak naprawdę to nie pisało mi się o tym ciężko, ponieważ tematu alkoholizmu samego w sobie specjalnie nie rozwijałam. Skupiłam się raczej na pozytywnym przesłaniu i myśli, że nawet jak jest źle, nasze podejście do życia jest bardzo ważne i wiele może zmienić. Jeśli wybierzemy optymizm będzie nam na pewno lepiej. Każdy ma w życiu coś na co może narzekać, chodzi o to, żeby tego nie robić, bo czym bardziej skupiamy się na negatywnych stronach życia, tym większy dołek sami pod sobą kopiemy.

Edyta Chmura

1. Miłość między bohaterami "Światła we mgle" pojawia się z czasem. Ma mocny fundament w postaci długoletniej przyjaźni. Czy tak rodząca się miłość jest podstawą trwałego związku czy ta "od pierwszego wejrzenia" ma równe szanse na przetrwanie?

    Oj bardzo ciężkie pytanie, sama bym chciała znać odpowiedź J Moim zdaniem jeżeli ludzi łączy prawdziwa miłość i chcą być razem to muszą tą miłość pielęgnować i nad nią pracować. Tak naprawdę nie ma chyba  znaczenia jak długo przed „zakochaniem” się znali.

2. Trzeba odwagi, aby wygrzebać z dna szuflady swoje teksty i pokazać je światu. Co było bezpośrednim impulsem, który sprawił, że wysłała Pani "Światło we mgle" do wydawcy?

    Jednego dnia po prostu sobie pomyślałam, że wysyłając swoją propozycję do wydawnictw niczego (oprócz złudzeń ) nie tracę, wręcz przeciwnie, mogę coś zyskać. Kto nic nie robi, ten nic nie ma, więc ja zaczęłam działać i rozsyłać tekst.

3. Światło we mgle to coś co daje wskazówkę, gdzie iść, rozprasza niewidoczną część rzeczywistości, dodaje otuchy. Co jest dla Pani takim "światłem we mgle"?

    Na tym etapie życia moim światłem we mgle jest moja cudowna córeczka i mąż. Muzyka Iry też ma na mnie zbawienny efekt.

Monika Hetz

1. Skąd wziął się Pani pomysł na napisanie tak zabawnej książki?

    Bohaterowie mojej książki podczas pisania zaczęli żyć swoim własnym życiem, mówić to co im ślina na język przyniesie i pakować się w durne sytuacje… ja im niczego nie zabraniałam i tak jakoś śmiesznie to wszystko wyszło.

2. Czy zespół IRA, który występuje w książce jest Pani ulubionym zespołem muzycznym?

    Absolutnie! Uwielbiam Irę. Ich teksty, szczególnie te stare, zawsze motywowały mnie do działania, napajały optymizmem i dawały ogromnego kopniaka w…pupkę. Lepsze niż kawa czy psychoterapia (nie, żebym ostatnio wspomnianej potrzebowała ) <śmiech>.

3. W książce poruszony został problem alkoholizmu, który często spotyka się u młodych ludzi. Dlatego chciałam zapytać, do kogo kieruje Pani swoją książkę? Do młodzieży, czy też osób nieco starszych?

    Książkę pisałam dla młodzieży, ale myślę, że i rodzice mogli by się z niej dowiedzieć paru przydatnych rzeczy. Jako dorośli zapominamy jak ciężko jest być nastolatkiem. Dla rodziców ta książka mogłaby być małym przypomnieniem a przesłanie książki dla młodzieży jest takie, że w życiu każdego człowieka na jakimś etapie będzie ciężko. Z odpowiednim podejściem jednak damy radę! J

Patrycja Fornal

1.Czy podjęłaby Pani wyzwania, napisania książki z losowo wybranymi przez czytelników wątkami? 

Już wyjaśniam o co chodzi:

Powiedzmy, że autorka Przeglądu Czytelniczego spisałaby wybrane wątki podane przez uczestników konkursu i nadała im numery. Pani losowo wybrałaby np. pięć z nich. Dajmy na to (czysto teoretycznie) wybrałaby Pani: "dom w mieście", "zdradę", "żyrafę", "wiosenna podróż" i "przygodę życia". Bardzo mnie to ciekawi, bo pisanie kojarzy mi się z rzemiosłem, a przecież każdy rzemieślnik dostaje jakieś tworzywo, z którego bez względu na jego jakość chce wykonać coś dobrego i doskonałego.

    Z takim wyzwaniem byłoby ciężko, ponieważ ja piszę dla przyjemności i o tym, co mnie interesuje. Przeważnie pisząc mam tylko ogólny zarys powieści w głowie, a potem stworzeni bohaterowie przejmują inicjatywę i często zaskakują nawet mnie swoimi pomysłami. Więc zgadzam się tu z Panią; pisanie może być rzemiosłem, jeżeli pisze się „na siłę” albo dla zarobków. W Polsce niestety z samego pisania przeważnie nie da się wyżyć, więc ja zawsze będę pisała tylko dla przyjemności. Myślę, że potrafiłabym pisać na różne tematy, ale nie było by to już przyjemnością, tylko pracą, i to chyba dość ciężką. Podziwiam ludzi, którzy tym się trudnią.

2 Gdyby Pani mogła spędzić jeden dzień z bohaterką swojej książki "Światło we mgle" to jak by on wyglądał? Co by jej Pani powiedziała, poradziła? Czy byście się zaprzyjaźniły?

     Myślę, że ten dzień chciałabym spędzić z Ewką. Ta postać jest szalona, prześmieszna i niezdarna- dla mnie idealna mieszanka. A co byśmy robiły? No bez wątpienia poszły byśmy na piwo i koncert Iry ;) Znając jej talent pakowania się w śmieszne sytuacje, na pewno byłoby ciekawie.
    Co mogłabym poradzić młodej dziewczynie? Chyba powiedziałabym jej, że wszystko co się dzieje, dzieje się z jakiegoś powodu, którego podczas samego „dziania się” możemy nie rozumieć i wylewać łzy za niesprawiedliwość świata. Po latach jednak zrozumiemy, że gdyby dana rzecz/człowiek/sytuacja się nie wydarzyła, my nie bylibyśmy tym, kim teraz jesteśmy.
    Czy byśmy się zaprzyjaźniły? Ewka jest bardzo lojalna, szczera, śmieszna i z sercem wyciągniętym na dłoni, byłaby najwspanialszym przyjacielem na świecie!

3. Czy widziałaby Pani swoja powieść na wielkim ekranie? Jeśli tak, to kto grałby główne role?

    Oj, widziałabym, widziała, ale tylko w snach J No a jak już marzę na jawie to w głównych rolach graliby: Zac Efron, Chris Hemsworth, Keanu Reeves, Winona Ryder, Meg Ryan i reszta moich ulubionych aktorów (specjalnie na wymogi filmu cudownie by odmłodnieli). Nie wiem kto by był kim, ale wiem, że na film z taką obsadą zdecydowanie bym poszła chacha. Jak już marzyć to na całego! ;) No i nie można zapomnieć o Irze w roli Iry!

Karolina Klekowska

1. Jak opisałaby Pani swoją twórczość w pięciu słowach?

Optymistyczna. Pozytywna. Anty-stresowa. Anty-chandrowa.  Z humorem.

2. Często jesteśmy narażeni na krytykę. Nie słyszałam negatywnych słów o Pani twórczości, ale jak wg Pani należy postępować z taką oceną?

    Bez negatywnych słów u mnie niestety też się nie obyło. Szanuję każdą opinię i rozumiem, że nie wszyscy muszą lubić mój styl pisania czy moje poczucie humoru. Dopóki recenzja krytykuje moją książkę, to to zrozumiem, poboli i przestanie. W jednej recenzji zdarzyło się jednak, że pani blogerka skrytykowała mnie jako osobę przekraczając tym granice. To było nieprofesjonalne i niepotrzebne. Moja reakcja? Powiedziałam sobie, że będę tą mądrzejszą, zapomnę i wybaczę (niestety aż taka mądra nie jestem i ani nie zapomniałam ani nie wybaczyłam… na razie J )

3. Nie czytałam jeszcze Pani książki "Światło we mgle", ale skąd ten tytuł? Przecież światło we mgle jest rozproszone. Niezbyt pomocne. Nawet wielu kierowców nie lubi takiej pogody, bo nie wygodnie im się prowadzi.

    Tytuł książki był jedną z trzech możliwości zaproponowanych przez wydawnictwo. „Światło we mgle” skojarzyło mi się ze „Światełkiem w tunelu” i pomyślałam, że ten tytuł jak ulał pasuje do książki, ponieważ kojarzy się z nadzieją na lepsze jutro. Dodatkowym bonusem jest to, że jest to także tytuł piosenki Iry (nie wiem czy już wiecie, ale jestem ogromną fanką chacha).  


Ania Lebioda

1. Pani książka drogowskaz?

Czy moja książka jest drogowskazem? Dobrze rozumiem pytanie Pani Aniu? Nie czuję się na tyle roztropnym i doświadczonym człowiekiem, żeby dawać wskazówki innym. Sama jak wchodzę do sklepu jednymi drzwiami a wyjdę drugimi to już nie wiem gdzie jestem. Wskazówek, więc w książce jako takich nie ma, ale książka ma przesłanie; nawet jak myślimy, że jest bardzo źle, to i w tym całym źle można doszukać się i czegoś dobrego.

2. Skąd czerpie Pani inspiracje do swoich książek ?

Inspiruje mnie wiele rzeczy. Ludzie, wydarzenia, dialogi, śmieszne komentarze rzucone tu i ówdzie, muzyka…Z każdego po trochę i zbiera się materiał na książkę.

3. Czy zespół IRA który wspomniany jest w książce jest Pani bliski ?

Dziękuję za to, że daje mi Pani okazję jeszcze raz wyrazić moją miłość do Iry. Ich twórczość jest baaaaaardzo bliska mojemu sercu.


Natalia Tabaka

1.Skąd pomysł na tytuł? Czy najpierw wymyśla Pani fabułę książki czy raczej zaczyna Pani od tytułu?

Chyba jedno szło w parze z drugim, ale oryginalny tytuł książki był inny i został zmieniony po zakończeniu prac.

2.Jak wyobrażała sobie Pani odzew czytelników dla tej książki i czy rzeczywistość sprostała Pani wyobrażenia?

    Przede wszystkim chciałam, żeby moja książka bawiła i poprawiała humor. Z większości komentarzy, jakie odnośnie książki otrzymałam, wygląda na to, że mój cel został osiągnięty, z czego niezmiernie się cieszę!


Marta Eluszkiewicz

1. Ile czasu zajęło Ci napisanie książki?

    Książkę napisałam w kilka miesięcy, ale w szufladzie przeleżała…naście lat.

2. Czy inspiracją do napisania książki były prawdziwe wydarzenia?

    Opisana historia była chyba raczej zainspirowana mieszanka książek i filmów, które wywarły na mnie większe wrażenia. Uwielbiam Martę Fox i jej książki oraz seriale dla młodzieży.

3. Czy powstaną kolejne części książki?
    Pomysły na książki są już wyraźnie zarysowane w mojej wyobraźni. Jednak, żeby przelać je na papier i dopracować potrzeba jest czasu, którego teraz niestety mam niedostatek.

Kasia Parzątka-Lipińska

Czy podczas pisania "Światła we mgle" miała Pani chwilę zwątpienia, zarówno w siebie jak i w historię, którą Pani tworzyła? Czy pojawiły się myśli "nie, nie dam rady, nie skończę tego, nie podoba mi się to, nikt nie zainteresuje się tą książką"?

    Nigdy nie miałam chwili zwątpienia. Ale to nie dlatego, że tak bardzo wierzę w siebie, tylko dlatego, że książka była pisana do przysłowiowej szuflady. Dlatego podczas pisania nie dopadały mnie żadne wątpliwości ani żadne czarne myśli. To jednak zmieniło się w dniu wydania książki.


Dziękujemy Kasi za poświęcony czas, a Wam za ciekawe pytania do wywiadu.
 


poniedziałek, 30 maja 2016

Kamień i sól - Victoria Scott

„Jak daleko się posuniesz, by przeżyć i wygrać?”

Piekielny wyścig trwa dalej. Tella i reszta zawodników, która zdołała przeżyć w dżungli oraz na pustyni jest już na półmetku. Przed nimi dwa ostatnie etapy – ocean oraz góry. Niestety każdy z nich okazuje się o wiele trudniejszy, a każdy z zawodników zaczyna mieć własne sekrety i tajemnice. Tella już sama nie wie komu w pełni może zaufać. Tym bardziej, że do jej grupy dołączyło kilku nowych zawodników, a każdy z nich chce zdobyć lekarstwo dla bliskiej mu osoby. Tella dla brata, Guy dla kuzyna... Czy mogą połączyć siły, gdy cały czas  rywalami, a wygrany może być tylko jeden? Okazuje się, że mogą. Zawodników prócz wygranej połączy jeszcze jeden cel... chęć zniszczenia Piekielnego Wyścigu od środka...

Victoria Scott to amerykańska autorka młodzieżowych powieści fantastycznych. Urodziła się w New Braunfels, a obecnie wraz z mężem i córką mieszka w Dallas w Teksasie.

"Kamień i sól" to druga część cyklu "Ogień i woda". Po przeczytaniu części pierwszej postawiłam autorce wysoką poprzeczkę, i chyba bym nie przeżyła, gdyby okazało się, że tom drugi nie dorównał swojej poprzedniczce. Na całe szczęście Victoria Scott nie zawiodła mnie, gdyż "Kamień i sól" to naprawdę oszałamiający thriller, który przypadnie do gustu zarówno młodym jak i starszym czytelnikom.

W tej części akcja powieści płynie w bardzo szybkim tempie, nie pozwalając nam się nawet przez chwilę zatrzymać. Niebezpieczeństwo oraz strach towarzyszą bohaterom na każdym kroku, i gdy chwilami wydaje się, że gorzej już być nie może, autorka zwala na ich barki kolejne dramaty oraz przeszkody.

„Tak to już w życiu jest, że kiedy znajdziesz się w beznadziejnej sytuacji, myślisz sobie: Przynajmniej nie może już być gorzej. I wtedy życie wali cię prosto w głowę za głupią naiwność.”

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze, Tella jak i jej „przyjaciele” z grupy, są bardzo wyraziści, i każdy z nich jest inny na swój własny indywidualny sposób. A trzeba wspomnieć, że bohaterów w tej książę jest sporo, oprócz zawodników są przecież także ich pandory, które tak samo jak ludzie posiadają wiele cech oraz umiejętności.

Wracając do zawodników  widać, że zachodzą w nich duże zmiany, i te fizyczne, ale i psychiczne, które najbardziej widoczne są u Telli oraz Guy'a. Tella dojrzewa emocjonalnie i staje się o wiele pewniejsza siebie niż na początku wyścigu, a Guy...? A Guy wreszcie w minimalny sposób pokazuje Telli co do niej czuje, pomału pęka pancerz, którym się otoczył.

Każdego z bohaterów otacza aura tajemniczości, każdy skrywa swe własne sekrety oraz demony, ale to nic dziwnego, przecież ten wyścig jest jak gra, w której bardzo łatwo można stracić życie. 

Victoria Scott zgotowała swoim bohaterom drogę przez piekło. Będą musieli zmierzyć się z niebezpiecznym oceanem, mroźnymi górami, głodem, pragnieniem, śmiercią i bólem po stracie towarzyszy niedoli. A my to wszystko będziemy przeżywać wraz nimi.

Czy w takiej grze zawodnicy nie zatracą reszty człowieczeństwa? Na pewno nie będzie to łatwe.

"Tak oto zginę, z nożem drżącym w dłoni, ale może to dobrze. Może to znaczy, że po tym wszystkim, co przeszłam, moja niechęć do uśmiercania tych, którzy się dla mnie liczą, dowodzi, że wciąż jestem człowiekiem."

Musze również wspomnieć o zakończeniu, które jest bardzo wzruszające i po prostu piękne. A teraz milknę i zapraszam Was do lektury tej wciągającej, porywającej oraz niesamowitej opowieści.
Oczywiście niecierpliwie wyczekuję części trzeciej, która mam nadzieję niebawem się pojawi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI.





niedziela, 29 maja 2016

Dotyk północy - Adelina Tulińska (patronat medialny)

"Dotyk północy" to debiut literacki Adeliny Tulińskiej. Jak wiecie bardzo lubię czytać debiuty, raz są one bardzo dobre, czasami gorsze. A jak było tym razem? Zapraszam na recenzję.

Laura to dziewczyna jakich wiele. Właśnie kończy studia i pracuje w kawiarni jako barista. Pod wpływem impulsu zapisuje się na wolontariat i zostaje wysłana do Norwegii. I właśnie w tym momencie jej życie wywróci się do góry nogami... Z Oslo odbiera ją mężczyzna, którego wcześniej  już spotkała... w swoim śnie. Gabriel zabiera dziewczynę na tajemniczą wyspę, o której nikt wcześniej nie słyszał. Podczas pobytu na wyspie wydarzy się wiele niebezpiecznych sytuacji, a Laura nie raz będzie o krok od utraty życia. Tajemnice, kłamstwa oraz niedomówienia zaczną się piętrzyć w zastraszającym tempie, a nasza bohaterka spróbuje sama dojść prawdy. Kim jest Gabriel i jego rodzina? Co skrywają i jaki cel mieli sprowadzając Laurę na wyspę ? Po te odpowiedzi odsyłam Was do lektury „Dotyku północy”.

Adelina Tulińska jest absolwentką historii sztuki i informatyki. Zwyciężczyni turniejów szachowych, miłośniczka malarstwa, legend i sztuk wizualnych. Jako dziecko odbyła z rodzicami wielomiesięczną podróż po Norwegii. Zainteresowania, uzdolnienia i podróże stworzyły w wyobraźni autorki oryginalne światy. Pomysł na debiutancką powieść "Dotyk północy" zrodził się ze snu autorki. Ta specyficzna umiejętność obcowania ze snami i przywoływania ich do świata jawy jest cechą przewodnią całej twórczości Adeliny Tulińskiej. 
Autorka obecnie pracuje jako grafik kreatywny w jednej z firm IT w Warszawie. Projekt okładki oraz elementy graficzne w środku książki są jej autorstwa.

Na samym wstępie, muszę zaznaczyć, że Adelinie Tulińskiej udała się rzecz prawie niemożliwa. Napisała książkę, która bardzo mnie zadziwiła, zaskoczyła, zaintrygowała, bo z taką tematyką spotkałam się jedynie w legendach i bajkach. Oczywiście  już za to daję autorce ogromny plus, gdyż taka sytuacja, że jestem tak ogromnie zaskoczona, przydarzyła mi się wcześniej tylko raz, i to także przy okazji czytania debiutu (Augusta Docher, to o Tobie).

Po zakończeniu „Dotyku północy” długi czas zastanawiałam się jakie słowo najlepiej określiłoby tę powieść – magiczna, nieziemska, bajkowa, zachwycająca, intrygująca, wciągająca. Każe z tych słów pasuje idealnie. Ta książka to naprawdę coś innego i niezmiernie wciągającego. Nawet po zakończeniu lektury cały czas myślę o Gabrielu i Laurze, tym bardziej, że doznałam małego wstrząsu, gdy zrozumiałam, że to dopiero część pierwsza. Normalnie czuję się jakbym została wkręcona. ;) Ale cierpliwie poczekam na kolejną cześć, bo naprawdę warto.

„Dotyk północy” to książka w klimacie fantasty, oczywiście z wplecionym w nią wątkiem romantycznym. Uwielbiam takie powieści, a autorka naprawdę potrafi zaciekawić czytelnika. Jest ciągła akcja, tajemnice, niebezpieczeństwo, rodzące się uczucie, które nie powinno mieć miejsca. Czego chcieć więcej??? Mnie zaciekawiło dosłownie wszystko, a książkę przeczytałam na jednym wdechu i chcę więcej.

Nie będę opisywała Wam fabuły, bo chcę żebyście mieli taką samą frajdę podczas czytania jak ja. A powiem tylko, że ciężko odgadnąć kim, bądź czym jest rodzina Gabriela. Ja niestety nie wpadałam na to od razu. Dopiero Laura uświadomiła mnie co, kto i jak.

Kreacja bohaterów również jest bardzo dobra, choć nie ukrywam, że postać Gabriela na samym początku bardzo mnie irytowała, ale wiem, że jego zachowanie wynikało z tego, że chciał chronić tajemnicę swojego rodu. Mimo mojej irytacji, Gabriel stał się moim ulubieńcem, i po cichu cały czas do niego wzdychałam. Jeśli chodzi o Laurę to od samego początku bardzo ją polubiłam. To dziewczyna twardo stąpająca po ziemi. Taka zwykła w tej swojej niezwykłości. 
W całej historii troszkę zabrakło mi bohaterów drugoplanowych, ale wiem, że autorka przedstawi nam ich lepiej w kolejnej części tej zadziwiającej historii.

„Dotyk północy” to powieść pełna magii, nieziemskich postaci oraz uczucia, które może nigdy nie powinno się pojawić.

Polecam!!!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Biblioteka.

Wydawnictwo: Biblioteka 
Data wydania: 28.05.2016

Habbatum - Augusta Docher (patronat medialny)

Zapraszam na recenzję "Habbatum" Augusty Docher, drugiego tomu z cyklu "Wędrowcy". Powieść tę nasz blog objął patronatem medialnym.

Po porwaniu Anna budzi się w dziwnym, sterylnym miejscu. Nie wie dlaczego została uprowadzona, i jakie zamiary względem niej ma Dorothy. Anna wie tylko tyle, że jest ona z plemienia Habbatum, a to niestety nie może wróżyć niczego dobrego. Podczas długich samotnych dni i nocy, Ania ma wiele czasu na przemyślenia oraz na naukę latania, którą wykorzystuje by telepatycznie przesłać Leo prośbę, o ty by ją odnalazł. Tylko czy Leo usłyszy błagania Ani?
Leo szaleje z niemocy, nie wiedząc co stało się z jego ukochanym Wilczkiem. Wraz z Krisem porusza niebo i ziemię by odnaleźć ukochaną. Czy ją odnajdzie? O tym musicie przekonać się sami.

Augusta Docher (pseudonim) mówi o sobie:
„Mama, żona, córka i siostra.
Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka.
Ogrodnik, kura domowa i bizneswoman.
Polka, Ślązaczka.
Tradycjonalistka modyfikowana.
Ale przede wszystkim kobieta z krwi i kości.”

Czyżby kobieta o wielu twarzach? Na pewno!!!
A ja prywatnie dodam, że to wspaniała kobieta, po prostu z sercem na dłoni.

Od razu napiszę, że "Habbatum" to powieść, której premiery wyczekiwałam od dnia gdy skończyłam czytać "Eperu", czyli pierwszego tomu cyklu "Wędrowcy". Byłam niezmiernie ciekawa, co też autorka wymyśliła. Jaki cel przyświecał Dorothy w porwaniu Anny? Czy miłość Leo i Ani przetrwa te dramatyczne chwile? Teraz już wiem wszystko, ale oczywiście nic Wam nie zdradzę.

W "Habbatum" akcja nabiera tempa, a my zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń już od pierwszej strony. Autorka nie pozwala nudzić się ani przez chwilę. Niebezpieczeństwo i miłosne rozterki bohaterów hipnotyzują, nie pozwalając odłożyć lektury na później, mimo nieuchronnie zbliżającego się zakończenia.

W tej części pojawia się wielu nowych bohaterów – Alan, Rebecca, Thor, Dalila oraz oczywiście piękny Wędrowiec Brian. Brian, Brian, Brian!!! Wróg czy sprzymierzeniec??? Sami zdecydujecie, ja tylko powiem, że postać ta namiesza bardzo w związku Leo oraz Anny. Pojawi się zazdrość, nieufność i niestety wszystko będzie zmierzało ku katastrofie. Czy dwójka naszych ulubionych bohaterów to przezwycięży? Czy ich miłość jest tak silna, jak w części pierwszej? Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedź podczas wciągającej lektury "Habbatum".

Ta część jest również perfekcyjnie dopracowana w najmniejszych szczegółach, a bohaterowie nad wyraz charakterystyczni. Bardzo łatwo możemy ich sobie wyobrazić jako osoby z krwi i kości, a ich zalety oraz wady nie są dla nas żadną tajemnicą. Ułatwia nam to również naprzemienna narracja, która pozwala zajrzeć w najgłębszy zakamarek umysłu Anny oraz Leo.
Wiele powodów do radości będą mieć również drugoplanowi bohaterowie, gdyż autorka o nich nie zapomniała, i przygotowała dla nich szereg miłosnych niespodzianek.

Augusta Docher potrafi miejscami rozbawić czytelnika do łez – scena polskiej Wigilii bezcenna, nie raz wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. Jednakże prócz zabawnych scen "Habbatum" obfituje we wzruszające momenty, które potrafiły niejednokrotnie doprowadzić mnie do łez.

"Habbatum" to książka pełna niespodziewanych zwrotów akcji, ukazująca jak nieziemska potrafi być siła miłości i pokazująca, że naszym losem lubi rządzić przeznaczenie.

Niecierpliwie czekam na "Batawe", i jestem przekonana, że autorka kolejny raz miło mnie zaskoczy.

Polecam!!! Daj się uwieść pióru Augusty Docher!!!


PS. Sprawdziłam w google „pruski błękit”. Naprawdę nie wiedziałam jaki to kolor ;)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Bis.

Wydawnictwo: Bis
Data wydania: 18.05.2016
Liczba stron: 560