reklama

piątek, 30 września 2016

Bez winy - Mia Sheridan

Mia Sheridan to autorka, która cały czas mnie niesamowicie zaskakuje. Jej powieści są inne, niepowtarzalne oraz kipią emocjami. Historie, które przelewa na papier są przepiękne, urocze ale także bardzo wzruszające, pełne bólu oraz łez. To autorka, której twórczość naprawdę warto poznać. Osobiście po przeczytaniu „Bez słów” stałam się jej ogromną fanką, każda jej powieść od razu staje się moją ulubioną, a po dotarciu do ostatniej strony dopada mnie książkowy kac. Bohaterowie żyją w mojej głowie, a mi ciężko zabrać się za inną książkę. Tak także stało się po skończeniu „Bez winy”...
Zapraszam na recenzję.

„Prawdziwa miłość to największy skok na główkę, jaki istnieje.”

Kira po powrocie z Afryki jest bez grosza przy duszy, to czego jej nie brakuje to piętrzące się kłopoty. Młoda kobieta postanawia wypłacić wszystkie swoje oszczędności z konta i podczas pobytu w banku, przez przypadek podsłuchuje rozmowę pracownika z Grayson'em Hawthorn'em, któremu bank odmawia kredytu. Jak przez mgłę przypomina sobie to nazwisko i krzywdę jaką wyrządził temu człowiekowi jej ojciec. Niewątpliwie ten przystojny mężczyzna, tak jak ona potrzebuje pieniędzy, by zawrócić z życiowego zakrętu. Wtedy właśnie w jej głowie rodzi się plan...
Grayson pięć lat spędził w więzieniu za nieumyślne spowodowanie śmierci. Po wyjściu na wolność przejął w spadku po swoim ojcu doszczętnie zrujnowaną winnicę, którą postanowił doprowadzić do świetności. Jednak nie jest to łatwe, gdy brakuje pieniędzy, a bank odmawia udzielenia kredytu z powodu jego przeszłości. Gdy chce się poddać, nie widząc perspektyw na dalszą przyszłość, pojawia się Kira ze swoim szalonym planem. Kobieta proponuje mu biznesowe małżeństwo, on weźmie z nią ślub, a ona podzieli się z nim pieniędzmi, które otrzyma po zawarciu związku małżeńskiego. Grayson w akcie desperacji godzi się na tą nietypową propozycję. Jednak czy to dobry pomysł? Oboje od samego początku nie darzą się sympatią. Smok i wiedźma to ich przezwiska (oczywiście idealnie do nich pasują). Jednak z czasem zaczyna przyciągać ich nić pożądania, a namiętność staje się nie do opanowania. Co z tego wyniknie? Czy małżeństwo na „chwilę” ma szansę stać się prawdziwym fundamentem miłości? Przekonajcie się sami.

„Miłość nie zawsze jest łatwa i po płatkach róż.”

„Bez winy” to kolejna piękna i cudowna powieść w dorobku twórczym Mii Sheridan. Zawsze gdy piszę recenzję jej książki, to brakuje mi słów, by opisać emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury. To kolejna opowieść o cudownej sile miłości, ale także o odrzuceniu przez najbliższe osoby. Bohaterowie są bardzo podobni do Archera oraz Bree z „Bez słów”, książki, która cały czas kołacze mi się po głowie. Tym razem mamy Graysona oraz Kirę i znów to kobieta jest postacią silniejszą i twardszą, mimo tego, że sama zmaga się z bolesną przeszłością i wspomnieniami. Grayson, to bohater skrzywdzony przez los oraz osoby, które zawsze powinny okazywać mu bezgraniczną miłość. Nigdy nie doświadczył miłości ze strony ojca, macochy, a nawet matki. Te bolesne doświadczeniu ukształtowały go na osobę zimną, skrytą i niedostępną. Wszelkie niepowodzenia traktuje bardzo poważnie i przeważnie obwinia za nie tylko i wyłącznie siebie, otoczył się murem nie do przebicia, który jednak zacznie się kruszyć przy szalonej i pełnej werwy kobiecie jaką jest Kira. Ich droga do szczęścia będzie długa oraz bolesna, ale czasami warto trochę pocierpieć, by na koniec zaznać szczęścia i odnaleźć siebie.

Akcja książki jest bardzo dynamiczna, dużo się dzieje w życiu bohaterów, a my chłoniemy wszystko jak gąbka, która nie może się nasycić, ciągle łaknąc więcej i więcej.

Mia Sheridan kolejny raz udowodniła jak lekkie ma pióro, a jej styl jest po prostu magiczny, przyciąga, hipnotyzuje i wciąga w głąb fabuły. Genialna kreacja bohaterów, którzy są nad wyraz prawdziwi, bez zbędnego przerysowania i idealizowania. Dzięki temu, ta opowieść wydaje się nam bardzo realna. To taka „miłosna bajka”, która mogłaby wydarzyć się w prawdziwym życiu, które potrafi czasami być okrutne i nieraz sprawdza naszą psychiczną wytrzymałość.
Grayson to bohater, który rozbił moje serce na milion kawałków i uwiódł całym sobą. Swoim urokiem, szczerym sercem i poranioną duszą. Jestem przekonana, że z Wami, moje kochane będzie bardzo podobnie.

Mia Sheridan znów chwyciła mnie w swoje emocjonalne szpony, wywoływała szybsze bicie serca, rozśmieszała, wzruszała, ale przede wszystkim pokazała mi, że nie ma silniejszego uczucia niż miłość. Miłość, która rozgania mroki, leczy dusze oraz naprawia złamane serca.

Gorąco polecam! Historia Smoka i Małej Wiedźmy zapadnie Wam w pamięci na długo!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Książkę kupisz na  https://bitly.com/BezWiny

Freethy Barbara - Nie mów nic

Witajcie! Dzisiaj chcę Wam trochę opowiedzieć o książce, którą zauważyłam już jakiś dobry rok temu, ale dopiero teraz trafiła w moje ręce. Zapraszam zatem na recenzję "Nie mów nic" Barbary Freethy.

To moje pierwsze spotkanie z autorką i muszę powiedzieć, że było ono bardzo udane. Książka od razu zwróciła moją uwagę, nie tylko opisem, ale też historią związaną z Rosją (która bardzo mnie fascynuje) oraz bardzo ładną i przyjemną okładką. 


"Julia planuje właśnie ślub, gdy na wystawie słynnego fotografa dostrzega zdjęcie małej dziewczynki przed bramą rosyjskiego sierocińca, dziewczynki, w której rozpoznaje siebie. I choć wydaje jej się to niemożliwe, bo wychowywała się w pełnej rodzinie i nie była adoptowana, ma jednak taki jak tamta dziewczynka wisiorek z łabędziem i starą rosyjską laleczkę. Matka Julii niedawno zmarła, nie może więc nic wyjaśnić, nie żyje także autor zdjęcia. Jedyną osobą, która może pomóc dziewczynie, jest jego syn, Alex. On jednak także ma własną tajemnicę…"

Autorka ma bardzo przyjemny i prosty styl. Bardzo zgrabnie złączyła wątek poszukiwań z wątkiem miłosnym, i tutaj nic się nie gryzło. Bardzo podobało mi się również podkręcanie atmosfery przez autorkę, bo to wyszło jej po prostu mistrzowsko. 

"Nie mów nic" to lektura dobra, ale nie porwała mojego serca tak bardzo, że chciałabym kiedyś do niej wrócić. To idealna książka na jeden raz. Jest przyjemna, tajemnicza i nie była przesłodzona miłością. 

Bohaterzy zostali wykreowani ciekawie i każdy był zupełnie inny od drugiego. Chociaż sam Alex był postacią, która miała podobne cechy jak postacie męskie w tego typu książkach. Jednak nie przeszkadzało mi to w odbiorze tak bardzo, aby zepsuło mi radość z czytania, a tajemnice bohaterów z wielką przyjemnością odkrywałam, choć było ich dosyć spooroo :) 

"Nie mów nic" jest książką godną przeczytania i ja serdecznie ją polecam, a teraz, gdy nadeszły zimniejsze wieczory będzie to idealna lektura do takiej scenerii. 


Za przeczytanie dziękuję Wydawnictwu BiS.  

środa, 28 września 2016

Jeszcze się spotkamy - Abbi Glines

„Miłość silniejsza niż koszmary przeszłości”

Mase Manning to syn legendarnego rockmena. Nie fascynuje go życie w luksusie i zamiast zamieszkać w Rosemary Beach, wybrał skromne życie teksańskiego ranczera. Rzadko odwiedza elitarny świat ojca, najczęściej robi to wtedy, gdy chce odwiedzić swoją siostrę Harlow. Podczas jednych z takich odwiedzin poznaję Reese, dziewczynę, która zarabia na życie sprzątając domy. To nieoczekiwane spotkanie wywróci życie Mase'a do góry nogami i zacznie się zastanawiać jak to by było, gdyby i on się ustatkował i miał ukochaną kobietę u swego boku. Reese to młoda kobieta, która wreszcie w pewnym stopniu czuje się wolna. Uciekła od życia pełnego przemocy oraz okrucieństwa ze strony najbliższych jak i znajomych i kolegów ze szkolnej ławy. W Rosemary Beach zaczyna wszystko na nawo, a niespodziewane poznanie Mase'a rozpoczyna kolejny rozdział jej życia. Jest nim zauroczona jednak wie, że mężczyźni nie są godni zaufania. Czy młody ranczer zmieni jej światopogląd dotyczący mężczyzn? Czy okaże się inny niż jej ojczym? Czy jego uczucie pokona mrok, który zagnieździł się w jej duszy? Tego musicie dowiedzieć się sami.

„Jeszcze się spotkamy” to już dziesiąty tom niesamowitej i wciągającej serii „Rosemary Beach. Zapewne nie jest to ostatni tom, gdyż autorce zostało jeszcze kilku bohaterów, którym musi ułożyć życie. Osobiście jestem ogromną fanką tej serii, więc im więcej części, tym lepiej. Oczywiście niektóre wątki się powtarzają, lecz dzięki zawiłościom, które Abbi serwuje swoim bohaterom, są one wręcz niezauważalne, a każda historia chwyta za serce.

Ta część troszkę różni się od pozostałych, ilością scen seksu i ich intensywnością. Jednak nie pomyślcie przypadkiem, że Abbi Glines się wypala. Zdecydowanie tak nie jest. To wszystko dlatego, że Reese w przeszłości została skrzywdzona, a wszystkie jej demony bardzo często wypływają na powierzchnię i utrudniają jej relacje z mężczyznami. Boi się im zaufać, a ich dotyk ją przeraża. Jej jedynym przyjacielem jest gej – Jimmy, którego traktuje bardziej jak upragnioną przyjaciółkę. Dopiero poznając Mase'a zauważa, że nie każdy mężczyzna jest zły, powoli zaczyna się przed nim otwierać i obdarza go zaufaniem.

„Jeszcze się spotkamy” to kolejny, bardzo fajnie napisany romans. Abbi Glines posiada niesamowitą lekkość w przelewaniu myśli na papier. Potrafi zgrabnie połączyć piękną historię miłosną z dramatycznymi wydarzeniami, które zbierają swe żniwo po dzisiejszy dzień. Osobiście uwielbiam twórczość Abbi i podziwiam ją za to, jak umiejętnie potrafi zauroczyć czytelnika, wgryźć się w jego duszę i rozczulić serce. Jej powieści kipią emocjami, a my się w nich zatracamy bez reszty.

Polecam tę powieść wszystkim fanom twórczości Abbi Glines. "Rosemary Beach" to cudowna seria ze wspaniałymi bohaterami, którzy momentalnie zyskują moją sympatię i wkradają się w me serce.

„Jeszcze się spotkamy” to opowieść o przełamywaniu własnych lęków, o walce z bolesną przeszłością oraz o miłości, która potrafi odgonić najgorsze demony z przeszłości.

Serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.



poniedziałek, 26 września 2016

Uwaga dochodzę! W 80 orgazmów dookoła świata - Henriette Hell

Muszę Wam się do czegoś przyznać... Dałam się nabrać. Wzięłam tę książkę, bo zaciekawił mnie tytuł, ale niczego więcej o niej nie wiedziałam. Sami przyznacie, że jest on intrygujący, a ja jako nałogowa czytelniczka erotyków, romansów i literatury dla kobiet, spodziewałam się... Hmmm...? No właśnie. Czego ja się spodziewałam? Na pewno nie tego co otrzymałam, ale... Nie zawiodłam się. Ta książka jest świetna. To nie jest poradnik, bo autorka przedstawia nam wydarzenia w formie reportażu, ale wszystko po kolei.

Temat seksu jest nadal tematem tabu. Orgazm? O nie, o tym też się nie mówi. Dlaczego? Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie, gdyż ja nie mam z tym problemu. Co prawda w każdej popularnej teraz gazecie znajdziemy artykuły na ten temat, ale raczej nikt nie traktuje tego poważnie. Może właśnie dlatego ta książka tak bardzo mi się spodobała? Bohaterka (Niemka) rozczarowana swoimi dotychczasowymi kochankami, postanawia wyruszyć w podróż dookoła świata w poszukiwaniu erotycznych wrażeń. Nie owija w bawełnę, a w zabawny i prawdziwy sposób opisuje swoje doświadczenia, które chwilami są naprawdę zaskakujące.

Od Indii, Tajlandii, po Afrykę, Turcję i Francję - to tylko kilka przystanków, gdzie zatrzymała się i eksperymentowała nasza bohaterka - Henrietta Hell. I nie, tu nie chodzi tylko o seks. Autorka we wspaniały, lekki i ciekawy sposób przedstawia nam kulturę danych państw, opisuje ludzi, swoje doświadczenia. Niektóre z wydarzeń mogą wydawać się mało prawdopodobne, ale jakoś nie miałam czasu zastanawiać się nad tym, czy to wydarzyło się naprawdę (seks pod piramidą w Gizie? Czemu nie!). Mnogość sytuacji i ich różnorodność są naprawdę interesujące. 

I tak jak wspomniałam, tu nie chodzi tylko o seks i te tytułowe orgazmy. Swoją drogą autorka-bohaterka nie osiągnęła ich aż tylu, jak sugeruje tytuł, ale ja nie czuję się oszukana. To świetny chwyt marketingowy, który przykuwa uwagę, bo tak było na przykład w moim przypadku. 

Czego możecie spodziewać się po tej książce? Na pewno opisów sytuacji, przeżyć, miejsc, kultury. To było bardzo ciekawe, bo szczerze mówiąc niespecjalnie interesuję się np. Kamasutrą czy seksturystyką w Tajlandii. Wydaje mi się jednak, że autorka miała na celu pokazać nam, że warto jest robić to na co ma się ochotę. Że należy akceptować siebie, spełniać swoje marzenia, nie bać się pragnień. To jest fajne i ja w tej książce odnalazłam kilka cennych rad i uwag. Dla osób bardziej skrytych może być to jakiś malutki bodziec do tego, że warto rozmawiać o takich sprawach i nie krępować się tematu seksu, orgazmu i własnej przyjemności. No bo kiedy mamy czerpać z życia? Jak będziemy starzy i niedołężni? Mniej kompleksów, zastanawiania się "A co pomyślą inni" i życie od razu staje się piękniejsze.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca. 





Premiera: 20 lipca 2016

Barcelona na zawsze - Anna B. Kann

„Jak odnaleźć szczęście, szczególnie gdy uważasz, że na nic dobrego nie zasługujesz?”

„Barcelona na zawsze” to już trzecia część serii o losach Ewy. Kobieta wróciła do kraju ze słonecznej Barcelony, po tym jak dowiedziała się o nagłej śmierci męża. Mimo tego, że z mężem już od dawna nie łączyło jej żadne uczucie, kobieta od czasu jego śmierci coraz bardziej pogrąża się i popada w depresję. Na nieszczęście tydzień po pogrzebie, odchodzi także ukochany pies. Zostaje sama z córkami lecz pomocną dłoń wyciąga do niej Janusz, mężczyzna, który zawsze się w niej podkochiwał. Jednak Ewa nie czuje nic do Janusza, a jej myśli ciągle wracają do Paco, którego porzuciła w Barcelonie. Ewa ma wokół siebie wiele życzliwych osób, ale także wielu z nich nie potrafi zrozumieć jej żałoby. Czy kobieta poradzi sobie ze wszystkim i zacznie na nowo żyć?

„ […]
-I co? Tak ma teraz to wyglądać? - wyrzuciła z siebie pytanie gdzieś w przestrzeń. - Mam ciągle się zastanawiać, czym zasłużyłam na taki los? Za jakie grzechy ta kara? Przecież to bez sensu! - szeptała. - Tak samo jak inni zasługuję na normalność i szacunek, chociażby na szacunek, jeśli nie na miłość. I będę szczęśliwa! - postanowiła z mocą. - Na przekór wszystkiemu! Będę brała z życia to, co chcę, nie czekając, aż skapnie mi coś z pańskiego stołu. Koniec z tym!”


Przyznam się Wam szczerze, że wcześniejszych książek o losach Ewy nie czytałam i troszkę na początku miałam mętlik w głowie, jednakże autorka sugestywnie przybliża nam przeszłość kobiety i wszystko staje się jasne oraz klarowne.

„Barcelona na zawsze” to bardzo fajnie napisana powieść obyczajowa. Autorka nie skupia się tylko i wyłącznie na przeżyciach Ewy. Poznajemy dalsze losy Marii jej siostry oraz Gośki, która jest jej najlepszą przyjaciółką. Trzy kobiety z różnymi przeżyciami, tworzą wspaniałą esencję tej wciągającej powieści.

Ta historia jest jak z życia wzięta. Wiele osób zmaga się z problemami, które dotyczą tych wspaniałych i silnych kobiet. Książkę czyta się bardzo szybko, gdyż historia, która znajduje się na kartach tej powieści niesamowicie wciąga. Prawdziwe życie zawsze jest interesujące. Akcja książki nie jest zbyt dynamiczna, jednakże autorka potrafi niesamowicie zaciekawić i wciągnąć w głąb fabuły. Charakterystyczni bohaterowie są ogromnym atutem, zostali oni przedstawieni w bardzo realny sposób i nieraz można się z nimi utożsamiać i wraz z nimi przeżywać ich historię.

Styl jakim operuje Anna B. Kann jest bardzo lekki, a zarazem barwny. Nietrudno wyobrazić nam sobie wiele sytuacji, miejsc oraz osób, które zostały przedstawione niezwykle obrazowo.

„Barcelona na zawsze” to bardzo emocjonująca powieść o dokonywaniu wyborów, które nie zawsze są dobre oraz o tym, że na zmiany w życiu nigdy nie jest za późno. Potrzeba tylko odwagi, by zacząć działać.


Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.

sobota, 24 września 2016

Trylogia Driven - K. Bromberg




Dziś zapraszam na recenzję trylogii Driven. Na początku chciałam napisać o każdym tomie z osobna, jednak stwierdziłam, że łączna recenzja będzie lepsza, gdyż w każdej z moich opinii bym się tylko powtarzała. Nigdy wcześniej tak nie robiłam, więc mam cichą nadzieję, że mi się to uda.

Driven. Namiętność silniejsza niż ból

„Jesteś Rylee Thomas – kobietą sukcesu, przyzwyczajoną do kontrolowania własnego życia. W każdym jego aspekcie. Piękna i niezależna, absolutnie nie stanowisz potencjalnego trofeum dla pięknego, niegrzecznego chłopca. Nie pasujecie do siebie – Ty z silną potrzebą kontroli, a on – z ego rozdmuchanym do granic możliwości. Jednak połączy was pożądanie. Ty utracisz kontrolę, on pewność siebie. Zyskacie... niezwykłe doznania. Nie tylko seksualne.

W świecie chętnych kobiet jestem wyzwaniem dla łajdackiego i boleśnie przystojnego Coltona Donovana. Mężczyzny przyzwyczajonego, że we wszystkich aspektach życia dostaje to, czego chce. To lekkomyślny, zły chłopiec, który nieustannie balansuje na granicy kontroli i niebezpiecznych manowców. Nie mogę mu dać tego, czego chce, a on nie może dać mi tego, czego potrzebuję. Lecz czy będę w stanie odejść, gdy zajrzę pod jego pieczołowicie wypolerowaną zewnętrzną powłokę i zacznę odkrywać mroczne sekrety jego zranionej duszy?”
Fueled. Napędzani pożądaniem
„Spełnienie przyszło wraz z niezwykłą namiętnością, która wywróciła Twoje życie do góry nogami. Pożądanie jest tak palące, że zabiera Ci sen. Ciało mężczyzny, o jakim marzą tysiące kobiet... Nie chcesz niczego więcej. Jesteś jednak na tyle mądra, by wiedzieć, że ten związek nie tylko buduje, ale również rujnuje...
Mimo to idziesz dalej. Okazuje się, że tam, gdzie powinna być tylko żądza, pojawia się uczucie. Miłość, o którą chcesz walczyć. Wbrew jego mrocznej duszy. Choć wiesz, że tak naprawdę wcale do siebie nie pasujecie.
Colton sprawia, że brakuje mi tchu, a moje serce zamiera. Jednocześnie, w przedziwny sposób, przywraca mi pełnię życia. Jak jednak kochać mężczyznę, który zamyka przede mną swoje wnętrze? Który nieustannie mnie odtrąca, abym nie obaczyła jego brzemiennych w skutki sekretów z przeszłości? Oddałam mu swoje serce, ale nie mogę w nieskończoność czekać i przebaczać.
To jeszcze nie koniec...”
Crashed. W zderzeniu z miłością
„Wydaje Ci się, że zwyciężyłaś. Ze swoim rozsądkiem i morzem obaw, z jego oporem i mroczną naturą. Osiągnęłaś to, o czym kiedyś mogłaś tylko marzyć – miłość, namiętność, mężczyznę, jakiego nie spodziewałaś się spotkać na swojej drodze. Jest tak dobrze... Nie może być lepiej.
Lepiej – nie. Gorzej – niestety tak. Jak dacie sobie radę, gdy zawali się wasz mozolnie budowany domek z kart? Czy znajdziecie w sobie siłę, by walczyć o to, bez czego nie możecie żyć?
Colton mnie wyleczył i dopełnił, skradł moje serce i uświadomił mi, że nasza miłość nie jest ani przewidywalna, ani idealna, lecz pokręcona. Nie ma w tym nic złego. Ale gdy zostanie wystawiona na próbę, jak długą i trudną drogę będę musiała pokonać, żeby udowodnić mu, że warto o niego walczyć?”


Jak zauważyliście wkleiłam Wam opisy z okładek, nie mogłam zrobić inaczej, gdyż opisując każdą część, zbyt dużo bym zdradziła, a nie o to mi chodzi. Napiszę tylko troszkę o pierwszej części, by przybliżyć Wam jak zaczęła się przygoda Rylee i Coltona. Ich spotkanie było zupełnym przypadkiem, można by nawet rzec, że Rylee sama wpadła w jego ręce, podczas balu charytatywnego, gdzie ten seksowny kierowca wylicytował randkę z nią. Kobieta odrzuca wszelkie awanse ze strony Coltona, a on nieprzywykły do odmowy, obiera za cel uwiedzenie niedostępnej Rylee. Jak zapewne się domyślacie, uda mu się to, jednak nie jest ona kobietą do jakich przywykł Colton. Nie bawią jej przygody, a on nie potrafi stworzyć stałego związku. Z poprzednimi zdobyczami łączyły go tylko i wyłącznie umowy, a gdy zaczynało robić się poważnie, po prostu uciekał. Czy Rylee sprawi, że to mroczne serce rozświetli słońce? Na pewno spróbuje, ale z jakim skutkiem? Tego Wam nie zdradzę.
Trylogia Driven to książki z gatunku romansu erotycznego z ogromnym podłożem psychologicznym. Autorka nie skupia się tylko na cielesności bohaterów, ona rozkłada ich psychikę na czynniki pierwsze i strona za stroną odkrywamy ich poharatane dusze i mroczne cienie z przeszłości. Oboje mają wiele bolesnych tajemnic, którymi ciężko im się dzielić, ale chyba najgorszy los zgotowała autorka Coltonowi, który cały czas zmaga się z demonami z dzieciństwa, przez które uważa siebie za gorszego, skrzywionego i zepsutego człowieka. Rylee odegra ogromną rolę w życiu tego skrzywdzonego mężczyzny. Będzie jego „metą”, „ostatnim okrążeniem” i pieprzoną flagą w szachownicę”. Będzie jego powietrzem, choć upłynie dużo czasu nim Colton to sobie uświadomi. Wtedy jednak może być już za późno. Mówią, że po każdej burzy wychodzi słońce, czy będzie także w tym przypadku? Musicie dowiedzieć się sami.
Nie wiem czemu tak długo zwlekałam, by przeczytać tę serie? Wiele razy mi ją polecano, ale jakoś zawsze w ręce wpadało mi coś innego. Teraz już wiem, że był to ogromny błąd z mojej strony. K Bromberg zaserwowała mi emocjonalną jazdę rollercoasterem, nigdy nie mogłam przewidzieć czym zaskoczy mnie za chwilę, czy to będą wzloty, czy może upadki. Niejednokrotnie smagała mnie uczuciami, tymi dobrymi, ale także i złymi, które wręcz kipiały i wylewały się z kart powieści. Uwielbiam przeżywać książkę razem z jej bohaterami, a w przypadku trylogii Driven, było już tak od pierwszej strony. Ciszę się, że miałam pod ręką wszystkie tomy, bo inaczej bym po prostu zwariowała. Ta historia mną zawładnęła i trzyma mnie w potrzasku do tej pory. Nieustannie myślę o tej dwójce, o ich przeszłości oraz teraźniejszości. Oni nadal żyją w mojej głowie i pewnie pozostanie tak jeszcze przez długi czas.
Część pierwsza napisana jest z perspektywy Rylee, a w dwóch kolejnych pojawiają się rozdziały opisane z perspektywy Coltona. Według mnie to genialny zabieg, gdyż mamy możliwość zajrzeć do jego mrocznego umysłu i odkryć jakie przeżycia ukształtowały jego osobowość, czego tak naprawdę się boi i jakie demony zaprzątają jego głowę .
K. Bromberg nie ułatwia życia swoim bohaterom, co chwila rzuca im kłody pod nogi, sprawdza ich wytrwałość oraz wolę walki. Cała seria kipi namiętnością, jest pełna pasji, nieujarzmionego pożądania ale także pełna bólu, cierpienia oraz łez. Jednak wszystko jest wyważone, tworzy spójną i piękną całość. Zakochałam się w tej historii i w jej bohaterach, autorka pokazała mi czym tak naprawdę jest miłość. Miłość nieidealna, za to potrafiąca pokonać wszystkie potwory i demony. Miłość oczyszczająca, pokazująca sercu drogę do odrodzenia i nowego początku.
Polecam Wam tę serie z całego serca. Jestem przekonana, że się nie zawiedziecie, a niesamowicie przystojny kierowca rajdowy zawładnie Waszymi sercami. Zapewne tak jak ja, wylejecie niejedną łzę, nad losem tych wspaniałych bohaterów, a gorące sceny seksu doprowadzą Waszą krew do wrzenia. Cóż więcej mogę napisać? Chyba tylko... POLECAM, POLECAM, POLECAM!


poniedziałek, 19 września 2016

Żywopłot - Dorit Rabinyan

Dziś zapraszam Was na recenzję książki pt. „Żywopłot” Dorit Rabinyan. Autorki wcześniej nie znałam, ale już teraz mogę Was zapewnić, że gdy tylko nadarzy się możliwość przeczytam inne jej książki, to na pewno z niej skorzystam. „Żywopłot” to powieść, która w moim sercu wyryła swój ślad i pozostanie tam już na zawsze.

Liat Biniamini to niespełna trzydziestoletnia żydówka pochodząca z Izraela. Tłumaczka prac naukowych, która obecnie przebywa w Nowym Jorku na stypendium Fulbrighta. Niespodziewanie i zupełnie przypadkiem poznaje dwudziestosiedmioletniego Hilmi'ego Nasir'a - Palestyńczyka, uczącego języka arabskiego, którego wielką pasją jest malowanie obrazów. Halmi dla Liat powinien być wrogiem, bo jak wiadomo Izrael z Palestyną od lat toczy wojnę. Jednak wspólna kawa oraz noc pełna namiętności jest początkiem pięknej miłości. Miłości, która musi pozostać w ukryciu i która powinna się zakończyć w dniu, gdy Liat wróci do domu na Izraelską ziemię. Czy związek z „datą ważności” ma szanse na przetrwanie? Czy miłość okaże się silniejsza od narodowościowych podziałów? Przekonajcie się sami.


Dorit Rabinyan urodziła się w Izraelu w rodzinie perskich żydów. Za swe książki otrzymała wiele prestiżowych nagród literackich, między innymi Nagrodę premiera, the ACUM Award oraz Jewish Wintage Quarterly Award. W 2014 roku wydała swoją trzecią powieść pt. „Żywopłot, która bardzo szybko stała się bestsellerem w Izraelu, a w roku 2015 wpływowy magazyn Ha'aretz okrzyknął ją najlepszą książką roku. Książka otrzymała także prestiżową izraelską nagrodę literacką Bernstein Award. W 2016 roku „Żywopłot” stał się powodem skandalu politycznego. Minister edukacji usunął ją z listy licealnych lektur. Jednakże na skutek licznych protestów minister wycofał się ze swojego stanowiska.

"Żywopłot" to piękna i wciągająca opowieść o miłości między dwójką głównych bohaterów, którzy nigdy nie powinni się spotkać, a tym bardziej zakochać się w sobie. To historia zakazanej, aczkolwiek pięknej miłości z konfliktem międzypaństwowym w tle. Ich miłość nie miałby racji bytu w ich ojczyznach, jednak Nowy Jork daje im nowe perspektywy. Liat długi czas próbuje walczyć z uczuciem jakim obdarzyła Halmi'ego, jednak rozum nie ma szans by wygrać z sercem, które przepełnione jest miłością do tego przystojnego Araba. Swój związek skrzętnie ukrywa przed bliskimi, gdyż wie, że nie ma takiej siły, która zmusiłaby ich do zaakceptowania Halmi'ego. Możliwość, że mogą się o nim dowiedzieć, napawa ją ogromnym przerażeniem. Za to Halmi podchodzi do tego w całkiem inny sposób i czasami czuje się urażony, że stał się jej sekretem. Oboje żyją z dnia na dzień, coraz bardziej zatracając się w sobie i zdając sobie sprawę, że ich koniec nieuchronnie nadchodzi. Nie zdradzę Wam nic więcej, koniecznie sami musicie poznać tę historię.

Powieść ta napisana jest pięknym oraz barwnym językiem, który miejscami jest wręcz poetycki. "Żywopłot" nie jest książką, którą czyta się w jedno popołudnie, przy niej trzeba się wiele razy zatrzymać, pomyśleć. Po prostu skłania ona do wielu refleksji, nad życiem, nad tym kim jesteśmy oraz nad tym jaki wpływ mają na nas uprzedzenia innych (często naszych bliskich), a nawet nasze polityczne  czy religijne przekonania.

Miłość rządzi się swoimi prawami, nie mamy wpływu na serce, które według innych bije do niewłaściwej osoby. Najważniejsze to mieć otwarty umysł i potrafić samodzielnie podejmować decyzje, bo nikt życia nie przeżyje za nas. Tylko my możemy decydować za siebie i tylko my mamy wpływ na to jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Miłość nie zna granic, dla niej nie istnieją żadne bariery, ani kulturowe, ani językowe. Dla niej nieważny jest kolor skóry, ani narodowość. Miłość jest po prostu miłością, najpiękniejszym uczuciem, które może dopaść człowieka.

Polecam Wam tę powieść z całego serca! To mogłaby być współczesna opowieść o Romeo i Julii, którzy zamiast zwaśnionych rodzin, mają przeciw sobie skłócone państwa. Różni je od siebie tylko zakończenie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa.



środa, 14 września 2016

Następny świt - Sandra Brown

„Następny świt” to drugi tom sagi o rodzinie Colemanów. Akcja książki toczy się dwadzieścia lat później, a główni bohaterowie to, Banner Coleman, córka Lydii i Rossa oraz Jake Langston, którego już poznaliśmy w poprzedniej części. Wtedy miał szesnaście lat, a teraz to dorosły i przystojny kowboj. Czy to kolejna książka w dorobku twórczym Sandry Brown, która mnie pochłonęła bez reszty? Zapraszam na recenzję.

Dla Banner Coleman nadchodzi piękny dzień. Wymarzony ślub, przystojny narzeczony i długo wyczekiwana noc poślubna. Jednak piękny dzień nieoczekiwanie zmienia się w koszmar, gdy w kościele podczas nabożeństwa wychodzi na jaw, że narzeczony nie był zupełnie szczery względem Banner. Okazuje się, że inna kobieta nosi pod sercem jego dziecko, a on siłą zostaje zmuszony by pojąć ją za żonę. Banner jest zdruzgotana lecz postanawia choć przez chwilę poczuć się jak prawdziwa kobieta. Jej ciało jest spragnione męskiego dotyku i chce zobaczyć jak to jest być z mężczyzną, choć wie, że zostanie zhańbiona. Wybór pada na Jake'a Langston'a, w którym młoda kobieta zawsze się podkochiwała. Jake to stuprocentowy, lecz samotny mężczyzna, który ulegnie namowom zdesperowanej Banner i uczyni z niej kobietę. Czy jedna noc zniszczy prawdziwą przyjaźń? Czy połączy ich coś więcej niż seks? Przekonajcie się sami.

Jak już wyżej wspomniałam „Następny świt” to kontynuacja sagi o rodzinie Colemanów, a główną bohaterką jest córka Lydii oraz Rossa – osiemnastoletnia Banner. Oczywiście pojawia się wielu bohaterów z poprzedniej części i często będziemy wracać do wydarzeń, które miały miejsce dwadzieścia lat wcześniej, a które niestety cały czas zbierają swe żniwo. Dzięki temu zabiegowi przypomnimy sobie jeszcze raz przygody Lydii i Rossa, które również były bardzo fascynujące. Ta powieść to bardzo fajny romans historyczny połączony z wątkiem kryminalnym, który jest idealnie wpleciony w całą fabułę i dzięki niemu powieść ta nabiera całkiem innego wymiaru. Oprócz uczucia między dwójką głównych bohaterów, pojawi się wiele intryg, tajemnic, niedokończonych spraw oraz wszechobecnego kłamstwa.

Autorka bardzo wprawnie i ciekawie poprowadziła całą fabułę, która niesamowicie wciąga już od pierwszych stron. Co niektórym osobom spodoba się fakt, że „Następny świt” ma o wiele mniej opisów, które dominowały w pierwszej części tej sagi. Za sprawą stylu jakim operuje Sandra Brown powieść czyta się bardzo szybko. Jest on lekki oraz barwny, czyli taki jaki uwielbiam. Już na samym początku zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń i nie ma mowy, by odłożyć książkę choć na chwilę.

Ja, jako wierna fanka twórczości Sandry Brown, mogę Wam tę powieść tylko i wyłącznie polecić. Jestem przekonana, że przypadnie ona do gustu osobom, które zaczytują się w romansach, nie tylko tych historycznych.

Polecam!



I obiecuję ci miłość - Marta. W. Staniszewska (recenzja przedpremierowa) [patronat medialny]

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że bardzo lubię czytać książki "konkurencji". Muszę niestety zmartwić tych, którzy doszukują się w tym wszystkim złośliwości i ukrytych złych zamiarów, bo jako czytelnik, oceniam powieści z perspektywy własnych odczuć, a nie pobudek osobistych. Twórczość Marty poznałam przy okazji jej debiutanckiej serii Nigdy, która ogromnie mi się podobała. I obiecuję ci miłość to trzecia książka w dorobku autorskim Marty i jestem przekonana, że nie ostatnia. Jestem także ogromnie dumna, że w naszym kraju są autorki tak ambitne, zdolne i brną do przodu, jak petarda, a Marta W. Staniszewska zdecydowanie do nich należy.  

Czym urzekła mnie historia Belli i Winsa? Zapraszam na moją przedpremierową opinię.

Postanowiłam jednak, że tym razem nie będę streszczać Wam fabuły, gdyż uważam, że wystarczy przeczytać opis książki i to powinno być wystarczające, by zachęcić Was do sięgnięcia po tę powieść. 


Wincent stawiał wartość danego słowa ponad własne życie i szczęście, jednak los zmusił go do zweryfikowania priorytetów. Nauczył go ponadto, aby dwa razy przemyślał, komu i jaką obietnicę składa, bo może okazać się, że wszystkich nie będzie w stanie dotrzymać… Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi szczęście jedynej dziewczyny na świecie, na której mu naprawdę zależało.

Czy Bella kiedykolwiek zaufa Wincentowi ponownie, po tym jak porzucił ją bez słowa wyjaśnień? Czy przeznaczenie da im szansę naprawić błędy przeszłości? I co na to mąż Belli...

Delikatna, kobieca, erotyczna powieść o poszukiwaniu miłości i niespełnionych obietnicach.

Ta historia bardzo mnie zaskoczyła. Sięgając po tę powieść spodziewałam się zupełnie czegoś innego niż zafundowała mi autorka, ale jestem ogromnie wdzięczna Marcie, że stworzyła historię, która mnie poruszyła i wzbudziła we mnie ogrom emocji. 

Marta pisze naprawdę świetnie. Jej opisy są lekkie, nie dłużą się, a gdy trzeba, rozpalają zmysły. Postacie które wykreowała są prawdziwe, nieprzerysowane, a ja pokochałam Winsa i wzięłam go sobie za kolejnego książkowego męża. Bella również przypadła mi do gustu. Na pozór krucha i słaba, ale nie infantylna, nie naiwna i nie głupiutka. Ta dwójka podbiła moje serce, a ja do końca kibicowałam ich z całych sił. 

I obiecuję ci miłość nie jest słodką bajeczką dla dorosłych. To nie jest zwykły romans okraszony scenami erotycznymi. To powieść o miłości, zdradzie, bólu, złamanych obietnicach i nadziei. Marta porusza w nim wiele życiowych problemów, takich jak np. gorzka prawda o małżeństwach, które na pozór wyglądają idealnie, a w zaciszu domowym skrywają swoje koszmarne sekrety. Brak szacunku do drugiej osoby, przemoc fizyczna i psychiczna, kłamstwa. Niech to Was jednak nie zmyli, bo historia aż kipi od napięcia seksualnego, a to wszystko sprawia, że nie można się oderwać. Bądź co bądź to naprawdę kawał świetnego gorącego romansu. Jak to mówią... Stara miłość nie rdzewieje. 

Historia Belli i Winsa tak naprawdę zaczęła się dużo wcześniej niż wydarzenia opisane w książce, ale jak się skończy? Tego Wam nie zdradzę i  naprawdę zachęcam do zapoznania się z jedną z najlepszych książek jakie dane mi było w życiu przeczytać. 

Na okładce I obiecuję ci miłość znajduje się także moja rekomendacja, która powinna dodatkowo zachęcić Was do sięgnięcia po tę świetną powieść, a nasz blog objął ją patronatem medialnym: 

Piękna choć chwilami dramatyczna opowieść o tym, że miłość ma ogromną moc, a składane przez nas obietnice znaczą czasami więcej niż może nam się wydawać. 

Serdecznie polecam!

Premiera: 15 września 2016


poniedziałek, 12 września 2016

Małgorzata Łatka - Kamfora

Ostatnio przybyła do mnie świeżutka paczuszka, a w niej 3 tajemnicze koperty ("otwórz przed", "otwórz po" i "odpowiedzi") oraz książka "Kamfora" Małgorzaty Łatki. Zaintrygowała mnie swoją nazwą jak i okładką, a rekomendacja, autorki którą bardzo lubię, jeszcze bardziej podwyższyła stopień mojego zainteresowania.

"Nawet to, czego nie powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie.

W centrum Krakowa dochodzi do wstrząsającego odkrycia. Brutalnie okaleczone ciało kobiety zostaje odnalezione w parku. Przyczyna śmierci – liczne ciosy zadane ostrym narzędziem. W ciągu kilku miesięcy już trzy ofiary zamordowano w podobny sposób. Prowadzący sprawę komisarz Jakub Zagórski jest pewien, że ma do czynienia z seryjnym zabójcą.

Co łączy te kobiety? Przypadek czy misternie ułożony plan?

Komisarz Zagórski zwraca się o pomoc do Leny Zamojskiej – specjalistki od mowy ciała. Jej wiedza i doświadczenie mają pomóc w ujęciu przestępcy. Śledztwo nabiera tempa. Czy uda im się powstrzymać mordercę zanim zginie kolejna kobieta?"

Książka ma świetnie nakreśloną fabułę, pełną niedopowiedzeń i tajemnic. Małgorzata Łatka umie stworzyć niesamowicie napiętą atmosferę, przy której książki po prostu nie da się odłożyć na później. Ja sama czułam się tak jakbym uczestniczyła w śledztwie, ucząc się od samej Leny Zamojskiej mowy ciała, która swoją drogą okazała się zwodnicza. Myślałam, że wiedziałam jak rozpoznać kłamcę, ale jak widać byłam w błędzie :)

Bohaterzy bardzo wyróżniają się, są bardzo perfekcyjnie nakreśleni i można śmiało powiedzieć "ostrzy" jak żylety. Sama "Kamfora" to naprawdę dobrze wykreowany "zły charakter", który podkręcał cały czas atmosferę wyczekiwania i  grozy. 


Sam duet, który tworzą Zamojska i Zagórski, można nazwać idealnym. Z przyjemnością czytało się ich zmagania ze złapaniem zabójcy. 

Polecam książkę "Kamfora" Małgorzaty Łatki. Jeśli chcecie kryminał pełny napięcia, ciekawej fabuły oraz interesujących bohaterów, to musicie sięgnąć po tę książkę, koniecznie!

(Co do kopert, to były to 2 testy związane z książką. Jak widać książka nauczyła mnie czegoś nowego, a ja świetnie się przy tym bawiłam bo z wyniku 4/10 przeszłam na 8/10. Myślę, że to był ciekawy dodatek do książki :) )

Dziękuję za przeczytaniu, Wydawnictwu Czwarta Strona.


niedziela, 11 września 2016

Gorący związek - Alice Clayton

„Gorący związek” to już trzecia i ostatnia cześć wciągającej serii The Redhead Series. Jest mi smutno, że muszę pożegnać się z szaloną Grace oraz seksownym Brytyjczykiem, ale wiem, że czasami warto skończyć w odpowiednim momencie. Jestem przekonana, że Alice Clayton jeszcze nieraz pozytywnie mnie zaskoczy swoimi powieściami, więc nie pozostaje mi nic innego jak cierpliwie czekać. A dziś zapraszam Was na recenzję tej powieści.

Mogłoby się wydawać, że w życiu Grace wreszcie wszystko zaczyna się układać. Jej kariera kwitnie, a związek z Jack'iem, mimo ciągłego ukrywania nie traci mocy. Gorący seks, chwile intymności są tym, co ta dwójka uwielbia. Oboje kochają siebie na zabój i niecierpliwie wyczekują momentu kiedy wreszcie będą mogli się ujawnić. Niestety nie jest to takie proste. Dla Jack'a życie w świetle reflektorów okazuje się nie lada wyzwaniem. Sława, nachalne fanki oraz wścibscy paparazzi śledzą każdy jego krok. Młody mężczyzna odreagowuje stres, ciągłymi wyjściami z kolegami po fachu, pojawia się alkohol, coraz późniejsze powroty do domu. Grace nie wie jak pomóc Jack'owi, a ich związek i miłość może tego nie przetrwać.

Czy związek tej dwójki ma szanse na przetrwanie? Czy może w Hollywood prawdziwe związki nie mają racji bytu?

Alice Clayton we wspaniały sposób zakończyła serie o perypetiach rudej, szalonej aktorki. W moim odczuciu jest to najlepsza z części, życie naszych bohaterów będzie pełne zawirowań, wyrzeczeń, radości oraz łez. Kariera Grace wreszcie ruszy pełną parą, zaczną spełniać się jej marzenia o byciu pełnowartościową aktorką. Tabloidy nareszcie zainteresują się tym co robi i w czym jest dobra, a nie tylko tym, że prawdopodobnie spotyka się z najprzystojniejszym mężczyzną na świecie. Za to Jack pogubi się trochę w życiu. Przytłoczy go sława, ciągła kontrola menadżerki oraz bycie cały czas na celowniku u paparazzich, którzy śledzą go na każdym kroku. Uwierzcie mi na słowo, że wiele będzie się działo, nie będzie cukierkowo, a seks nie okaże się lekarstwem na całe zło, które małymi kroczkami zacznie się wkradać w życie naszych bohaterów. Oczywiście gorących scen seksu nie zabraknie, tego możecie być pewni, gdyż kolejny raz erotyczne igraszki Grace oraz seksownego Brytyjczyka będą doprowadzać Waszą krew do wrzenia. Będzie po prostu gorąco!

Autorka opisała także, bardzo dokładnie, jaki wpływ na życie ma sława. Jak łatwo może ona przytłoczyć i stłamsić osobę, która w małym stopniu jest na nią przygotowana. Jak łatwo człowiek się zmienia pod jej wpływem, jak staje się mało odporny na namowy i wreszcie, jak łatwo wtedy zatracić się w alkoholu i innych używkach, które potrafią odebrać nam to, co jest dla nas najważniejsze. Przysłowie mówi, że po każdym upadku wstajemy silniejsi. Ale czy na pewno?

Kreacja bohaterów jest bardzo dobra, ale nie ma co się dziwić, gdy autorką jest Alice Clayton, która swoim postaciom zawsze poświęca wiele uwagi. Żal mi żegnać się z Grace oraz Jack'iem, gdyż bardzo ich polubiłam, mimo tego, że czasami doprowadzali mnie do szewskiej pasji. Ta część obfituje w wiele zmian u bohaterów i to nie tylko tych pierwszoplanowych. Dużo życiowych zawirowań pojawi się także u Holly oraz Michaela. Jakich? Przekonajcie się sami.

Polecam Wam tę serię z całego serca. Każda z części jest świetna, wciągająca oraz obfitująca w gorące sceny seksu. Autorka łamie stereotypy i uzmysławia nam, że związek ze starszą kobietą także może być pełen pasji oraz nieokiełznanej namiętności. Jestem przekonana, że historia zwariowanej Grace Sheridan i bożyszcze kobiet Jack'a Hamiltona, pochłonie Was bez reszty.
Mam także cichą nadzieję, że Alice Clayton nie postawiła ostatniej kropki nad „I” i jeszcze kiedyś spotkam się z tymi wspaniałymi bohaterami.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.




sobota, 10 września 2016

Czego o Tobie nie wiem - Aneta Rzepka

Po raz kolejny zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona twórczością polskiej autorki. Chociaż, zaskoczona, to chyba jednak nieodpowiednie słowo, bo już od dawna rodzimi autorzy nie zaskakują mnie, oni są po prostu dobrzy. Anety Rzepki nie można  nazwać debiutantką, mimo to, ja spotykam się z jej dziełem po raz pierwszy. "Czego o Tobie nie wiem" to już, bodajże ósma z kolei powieść autorki i mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości znajdę odpowiednio dużo wolnego czasu, aby nadrobić zaległości.

"Miłością pokonasz wszystko!

Jak silna może być kobieca solidarność? Gdy los splata ze sobą losy czterech pozornie różnych kobiet, nikt nawet nie wyobraża sobie, co się wydarzy…

Weronika, Ola, Kornelia i Anna mają za sobą trudną przeszłość i wciąż muszą zmagać się z przeciwnościami losu. Weronika, choć spełnia się zawodowo, nie odnajduje się w roli matki. Ola wpada we własną intrygę, która prawie rujnuje jej życie. Kornelię nawiedzają demony sprzed lat, a Anna usiłuje uwolnić się spod władzy męża tyrana. Niedomówienia, spiski i ciągłe przeczuwanie najgorszego niemal zmieniają świat czterech bohaterek w koszmar. Okazuje się jednak, że moc kobiecej przyjaźni daje siłę, by walczyć o miłość i szczęście.

Zaskakująca i podnosząca na duchu opowieść o tym, że zawsze trzeba mieć nadzieję i nie wolno bać się marzeń."

Cztery młode kobiety, cztery różne charaktery i osobowości. Każda z nich naznaczona niełatwą przeszłością, każda mniej, czy więcej znajduje się na życiowym rozdrożu, w przededniu podjęcia ważnej decyzji, która może zaważyć na całym przyszłym życiu. W pewnym momencie ich losy zaczynają się splatać, choć one nie są świadome wzajemnych relacji.

"Czego o Tobie nie wiem"
to moim zdaniem bardzo dobra powieść obyczajowa. Autorka porusza w niej trudne, ale i ważne tematy jak  przemoc domowa czy alkoholizm. Z kart książki wylewa się wiele życiowych prawd jak ta, że kłamstwo ma krótkie nogi i nie warto budować związku opartego na braku szczerości i niedomówieniach. Kolejna maksyma to nie oceniać ludzi po pozorach, bo w taki sposób łatwo wyrządzić komuś krzywdę, co w przypadku jednej z bohaterek skończyło się tragicznie.

Autorka w nietuzinkowym i zarazem, bardzo przystępnym stylu, stworzyła wielowątkową historię o sile miłości, przyjaźni i kobiecej solidarności. Książka wciąga już od pierwszych stron, choć akcja nie toczy się może zbyt dynamicznie, ale dobrze wykreowani bohaterzy i ich portrety psychologiczne sprawiają, że łatwo nam utożsamiać się z nimi, współczuć i kibicować im. Powieść naszpikowana jest wieloma emocjami i nie zawsze są to tylko te pozytywne, niestety jak w prawdziwym życiu musimy  nieraz mierzyć się z sytuacjami , które wywołują takie odczucia.

Zachęcam Wam bardzo do przeczytania tej niepozbawionej wzruszeń, ale i niosącej nadzieję historii o losach zwykłych kobiet. Książki, która pozwoliła mi zatrzymać się na chwilę i skłoniła do refleksji.

Polecam szczerze!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona

WYNIKI KONKURSU Z KSIĄŻKĄ SABRINY JEFFRIES

Dzień Dobry, kochani!

Chciałybyśmy ogłosić, że książkę Sabriny Jeffries - Kochanek z piekła rodem, wygrywa...


Jagda G z numerem 36!





Gratulujemy wygranej i prosimy o kontakt z naszym FP w ciągu 3 dni :)



Radosław Lewandowski - Wikingowie. Wilcze dziedzictwo

Dzisiaj chcę Wam przedstawić książkę Radosława Lewandowskiego - Wikingowie. Wilcze dziedzictwo. Przed dostaniem książki poczytałam trochę o niej i nie byłam jakoś  podekscytowana tą powieścią, chyba przez to, że okres średniowiecza nigdy nie był moją ulubioną epoką. Mimo wszystko pomyślałam, że  dam książce szansę. Zobaczcie co z tego wyszło.

"Europa Północna, X wiek n.e. Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy od lat toczą między sobą krwawe wojny o ziemię, bogactwa i honor. Tłem dla pasjonującej, trzymającej w napięciu akcji są wielkie lądowe i morskie bitwy, wspaniałe zwycięstwa i dotkliwe klęski, tajemne groty wypełnione nieprzebranymi skarbami, gorąca miłość i młodzieńcze zauroczenia. Ambicje Wikingów sięgały daleko poza granice skutej lodem Skandynawii; w książce śledzimy także losy uczestników zuchwałych wypraw do Ameryki Północnej i na Półwysep Iberyjski, gdzie wojownicy z surowej Północy nie zawahali się rzucić wyzwania chrześcijańskiemu królestwu Leónu i muzułmańskiemu Emiratowi Kordoby. Szaleńcza odwaga i niewyczerpana żądza władzy, chciwość i bezwzględność, ciekawość świata i chęć podporządkowania go sobie – w tej książce jest wszystko, co składa się na legendę Wikingów, a także dużo więcej: opowiedziane ze swadą ludzkie losy, historie o miłości i nienawiści, dzieje wielkich przyjaźni i nikczemnych zdrad. „Wilcze dziedzictwo” to wartka akcja, kopalnia doskonale udokumentowanej wiedzy o dawnych czasach, galeria niezwykłych, zapadających w pamięć postaci i rewelacyjna rozrywka dla wszystkich miłośników pisanej z rozmachem i fantazją literatury przygodowej."


Muszę przyznać, że książka ma piękną szatę graficzną, okładka naprawdę przykuwa uwagę, ale to co się znajduje w książce już nie jest takie piękne (jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce :) ).

Autor pisze takim "językiem", że  książka momentami jest wulgarna, wręcz chamska. Przydługie opisy, które zamiast zaintrygować i zainteresować... nudzą.  Autor powrzucał wiele wątków nie kończąc ich, a sama książka była po prostu monotonna. Czasem trafiły się nawet ciekawe opisy walk, ale były one sporadyczną rzadkością.

Bohaterzy byli płascy, bez wyrazu. Jakoś do żadnego z nich nie zapałałam sympatią. Sami Wikingowie zostali opisani, w sposob bardzo przerysowany. Pokazano ich jako osoby, które są prawie niezniszczalne i prawie z super mocami (jedną dłonią niszczyć ławę? No tak troszkę nierealne). 


Cóż mogę powiedzieć więcej? Nie polecam tej książki, a jeśli już to na własne ryzyko. Ja zdecydowanie nie jestem nią zachwycona...

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Akurat.

czwartek, 8 września 2016

Karolina Wilczyńska - "Po nitce do szczęścia"

Na początku tego lata powróciliśmy do spokojnego Jagodna, by na nowo zatracić się w magicznej aurze, którą roztacza wokół siebie babcia Róża.

Po nitce do szczęścia” jest trzecią częścią serii "Stacja Jagodno" autorstwa Karoliny Wilczyńskiej, i od razu mogę wam powiedzieć że za niedługo, bo już 26 października ukaże się kolejny tom tego cyklu.

Wracamy do słonecznego i pełnego miłości Jagodna, gdzie usytuowany jest mały, biały domek Róży Marcisz, w którym każdy znajdzie ukojenie, w trudnych dla siebie chwilach. Kiedyś znalazła je tam Tamara, później Zofia, teraz kolejna kobieta potrzebująca odrobiny wsparcia i wiary w swoje możliwości odnajduje tam odrobinę siebie. Taką cząstkę, którą dawno już zagubiła chcąc sprostać oczekiwaniom wszystkich dookoła. Na szczęście przy pomocy osób, które ściąga do siebie ten prosty, a zarazem uroczy domek, udaje jej się uwierzyć w siebie i swoje możliwości, a to pierwszy krok do  sukcesu.

Nie zapominajmy o Tamarze, głównej bohaterce i osobie, która łączy wszystkie postacie w powieści. Jest ona również wsparciem dla każdego, kto potrzebuje pomocy. Nie bacząc na konsekwencje jakie może przez to ponieść.

Powracamy także do losów Marysi, która dorasta i co zrozumiałe oczekuje większej swobody, po perypetiach jakie miała w pierwszym tomie serii,  Tamarze ciężko jest jej na nowo w pełni zaufać. Jednak postanawia dać szanse córce i jej wakacyjnym planom na spełnienie się.

Pamiętacie jak w poprzedniej części Marysia postanowiła pomóc Hrabiankom Leszczyńskim? Jak odezwał się do niej członek ich rodziny? Mam nadzieje, że tak ponieważ do Hrabianek Leszczyńskich przyjeżdża z wizytą kuzyn Jan. Przysłany przez dziadka, by poznać ostatnich żyjących w Polsce krewnych, nie spodziewa się, że w małej podkieleckiej wsi spotka tyle życzliwych osób. Kobietę, która z lekka zawróci mu w głowie, oraz pozna historię, którą żaden szanowany reżyser nie powstydziłby się sfilmować. Bo tak naprawdę to kim właściwie są Hrabianki?

Do teraz pamiętam jak po raz pierwszy w ręku trzymałam poprzedni tom serii i myślałam, że to kompletnie nie dla mnie, że takie historie muszą być nudne, poza tym to chyba książka dla osób odrobinę starszych ode mnie. Za każdym razem gdy kątem oka spoglądam na którąś z książek Karoliny Wilczyńskiej stojącą na mojej półce śmieje się sama do siebie i zastanawiam jak mogłam 
być taka głupia! I co to w ogóle był za pomysł?

Każda chwila spędzona z tą książką, była swego rodzaju lekcją, tego jak powinni zachowywać  się ludzie. Niestety w dzisiejszych czasach coraz rzadziej spotyka się tak życzliwych ludzi jak w Jagodnie. Między innymi właśnie dlatego warto choć na chwilę się tam znaleźć. Autorka przenosi nas do pięknej krainy pokazując jak ważny dla człowieka jest drugi człowiek, miejsce w którym można choć odrobię odetchnąć od zgiełku codziennego życia.


Jeśli sami potrzebujecie przenieść się do takiego miejsca wystarczy sięgnąć po „Po nitce do szczęścia” i przenieść się do babci Róży. 

Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Czwarta Strona

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 02.06.2016r.

środa, 7 września 2016

Słodka zemsta - Nora Roberts

Nora Roberts, to jedna z wielu moich ulubionych autorek. Od lat zaczytuję się w jej powieściach i rzadko, która mnie zawodzi. Jak było tym razem? Zapraszam na recenzję „Słodkiej zemsty”.

Adrianne jest pierworodną córką szejka arabskiego i byłej gwiazdy Hollywood i wie, że ojciec nigdy jej nie kochał. Wszystko dlatego, że urodziła się jako dziewczynka, a nie upragniony chłopiec. Jej matka nie może się pogodzić, że ojciec nie okazuje córce żadnych uczuć, ona zresztą też jest karana, że nie dała mu syna. Gdy pewnej nocy wzburzony szejk gwałci kobietę, przerażona Adrianne chowa się pod łóżkiem. Po tym incydencie, by chronić siebie, a przede wszystkim córkę, Phoebe postanawia uciec, do Nowego Jorku.

Kilka lat później Adrianne staje się odważną i pewną siebie kobietą, jednak nie może pogodzić się z tym, że ojciec odebrał matce ślubny prezent, którym był najcenniejszy klejnot świata – Słońce i Księżyc. Dla Phoebe to cios, który doprowadza ją na skraj szaleństwa, a w późniejszym czasie kobieta popełnia samobójstwo. Wtedy właśnie Adrienne planuje zemstę na swoim ojcu, postanawia ukraść mu jego ukochany klejnot. To będzie zemsta za nią i jej matkę. Powinno jej się to udać, bo dziewczyna, by utrzymać siebie i swoją rodzicielkę stała się najlepszą złodziejką biżuterii na świecie. Tylko co się stanie, gdy na jej drodze pojawi się przystojny i czarujący były włamywacz, a obecnie niezastąpiony agent Interpolu? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Nora Roberts to znana i ceniona na całym świecie autorka. Napisała ponad dwieście powieści, która stały się bestsellerami New York Timesa. Jej książki przetłumaczono na kilkadziesiąt języków i sprzedano w nakładzie 400 milionów egzemplarzy na całym świecie.

„Słodka zemsta” to w moim odczuciu jedna z lepszych książek Nory Roberts. Autorka połączyła ze sobą romans z powieścią przygodową, w której pojawia się także wiele tajemnic oraz wątek sensacyjny. Mieszanka wybuchowa? Zdecydowanie tak, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Powieść podzielona jest na części, dzięki temu łatwo nam się we wszystkim odnaleźć, najpierw poznajemy losy małej dziewczynki, a później kobiety niezawodnej w swoim fachu, która na samym końcu spróbuje zemścić się na swoim ojcu.

Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę, który jest naprawdę bardzo ciekawy, wciągający i nietypowy. Kreacja bohaterów również wyszła autorce bardzo dobrze, nie tylko tych głównych, ale także drugoplanowych. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczny i godny zapamiętania. Główni bohaterowie są postaciami bardzo wyrazistymi, polubiłam ich już na samym początku, a im dalej czytałam, tym moja sympatia do nich rosła.

Styl jakim operuje Nora Roberts jest bardzo lekki, przez co książkę czyta się niezwykle szybko, tym bardziej, że historia Adrianne oraz Philipa jest bardzo wciągająca. Osobiście miałam problem, by odłożyć książkę na półkę, a czytałam ją już drugi raz. Więc myślę, że już to, samo w sobie jest zachęcają rekomendacją.

Akcja książki może nie pędzi na łeb, na szyję, ale na pewno przykuwa uwagę. Autorka bardzo dobrze potrafi zaciekawić czytelnika, a my wsiąkamy w głąb fabuły i obserwujemy poczynania pięknej Adrianne i przystojnego Philipa.

„Słodka zemsta” to kolejna bardzo dobra książka w dorobku twórczym Nory Roberts. Jest to piękna historia o miłości, wytrwałości, odwadze oraz o dążeniu za wszelką cenę do wyznaczonych sobie celów.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

wtorek, 6 września 2016

Dobrana para - Stephanie Laurens

Chyba nastał u mnie okres na romanse historyczne. To już trzecia recenzja w ciągu dwóch tygodni. No, ale jak mogłabym się oprzeć powieści Stephanie Laurens, która swego czasu, była jedną z moich ulubionych pisarek. Więc dziś zapraszam Was na recenzję „Dobranej pary”, książki, która jest kolejną częścią Sagi rodu Cynsterów.

Niniver Carrick, to na pozór krucha i delikatna kobieta. Po śmierci ojca oraz braci, klan wybiera ją na swoją przywódczynię. Niniver chce zapewnić ludziom ze swojego klanu bezpieczną przyszłość, więc postanawia nigdy nie wychodzić za mąż, gdyż wtedy najprawdopodobniej mąż przejąłby jej obowiązki. Niestety mężczyźni z klanu postanawiają zdobyć rękę Niniver, próbują wszelkich sztuczek, lecz kobieta na wszystkie zaloty jest odporna. Gdy zaczyna dochodzić do bójek, a atmosfera w klanie robi się nieznośna, Niniever postanawia poprosić o pomoc Marcusa Cynstera, który budzi w niej uśpione, niechciane uczucia. Przy nim staje się nerwowa i zakłopotanie maluje się na jej twarzy. Marcus także nie jest obojętny na wdzięki pięknej i odważnej Niniver, więc gdy kobieta odwiedza go i prosi o pomoc, nie wie co ma jej odpowiedzieć. Niniver podejrzewa, że Marcus chce jej odmówić i gdy wzburzona chce opuścić jego dom, przez przypadek strąca świecznik, który uderza mężczyznę w głowę. Nieprzytomny Marcus nie wie, że właśnie wtedy w pięknej główce Niniver powstaje niecny plan... Jesteście ciekawi co będzie dalej? Jeżeli tak, to koniecznie przeczytajcie „Dobraną parę”.

„Dobrana para” kolejny bardzo dobry romans historyczny, który pojawił się na mojej czytelniczej liście. Może kolejny raz się powtórzę, ale naprawdę lubię od czasu do czasu poczytać taką literaturę, która przenosi mnie w odległe czasy. Wtedy czuję się jak podglądacz, który z zapartym tchem obserwuje męskie zmagania, by rozkochać w sobie kobietę. Skradzione pocałunki, ukradkowe spojrzenia, czułe, niezauważalne gesty, to jest to, co lubię najbardziej właśnie w tych opowieściach.

Tym razem, Stephanie Laurens przenosi nas do osiemnastowiecznej Szkocji, gdzie poznajemy głowę klanu Niniver Carrick oraz Marcusa Cynstera. Niniver jest zagorzałą przeciwniczką związku małżeńskiego, sama chce opiekować się klanem, bez pomocy męskiego ramienia. Na pozór krucha kobieta, okazuje twarda jak stal, a jej serce jest szczerozłote. Czy komuś uda się skraść to serce? Marcus to mężczyzna, który zna Niniver od lat, uważa, że jest mu ona przeznaczona, ale nie wie jak ją do tego przekonać. Niefortunny wypadek i przebiegły plan Niniver ułatwią mu całą sprawę. Co będzie dalej? Przekonajcie się sami.

Styl Stephanie jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze, historia bardzo ciekawa, mimo tego, że nieco przewidywalna, lecz to normalne w takim rodzaju literatury. Czyta się bardzo szybko ponieważ ta historia niesamowicie wciąga.

„Dobrana para” to powieść dla kobiet, w szczególności dla fanek twórczości Stephanie Laurens. Osobiście uwielbiam tę autorkę i jej sagę o rodzinie Cynsterów.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.