reklama

sobota, 29 października 2016

Serce z popiołu - Kathrin Lange

„Serce z popiołu” Kathrin Lange, to już ostatni tom z cyklu "Serce ze szkła". Niecierpliwie wyczekiwałam tej części, gdyż autorka drugi tom zakończyła nieprawdopodobnym wydarzeniem. Czy kolejny raz zostałam wciągnięta w wir fabuły tej gotyckiej powieści? Zapraszam na recenzję.

"Na końcu pozostanie... klątwa."

Charlie, była narzeczona Dawida żyje. Nikt nie może zrozumieć jak to się stało, że przeżyła upadek z klifu. Każdy zadaje sobie też pytanie, co się z nią działo przez tyle miesięcy? Kto jej pomagał? Kto wiedział, że żyje i ma się dobrze? Powrót Charlie, wywraca na pozór ułożone relacje Juli z Dawidem do góry nogami, bo choć chłopak zarzeka się, że nic do byłej narzeczonej nie czuje, to ta zarzuca na niego coraz mocniejsze sidła i utwierdza chłopaka, że to ona jest dla niego tą jedyną. Męczące go wyrzuty sumienia zbliżają ich do siebie, a Dawid coraz bardziej wierzy w moc klątwy Bellów. Kolejny raz zaczynają dziać się dziwne rzeczy, Juli sama nie wie co jest prawdą, a co omamami, które próbują pchnąć ją ku szaleństwu. Czy miłość Juli i Dawida jest tak silna, by przetrwać wszystkie przeciwności losu? Czy klątwa jest prawdziwa? Koniecznie przeczytajcie ostatni tom tego cyklu, by poznać rozwiązania na wszystkie tajemnicze zagadki.

„Serce z popiołu” to genialnie skonstruowany romans młodzieżowy, który został połączony z thrillerem. Autorka bardzo dobrze wymieszała oba wątki ze sobą i żaden z nich nie przytłacza drugiego. Oczywiście kolejny raz dałam się ponieść fabule i czytałam ją z zapartych tchem, by jak najszybciej poznać zakończenie, które mnie usatysfakcjonowało. Kathrin Lange znów nie zawiodła moich oczekiwań. Uważam, że w tej części dzieje się najwięcej, tajemnica goni tajemnicę i mamy mnóstwo zwrotów akcji, które nas ogromnie zaskakują. Kolejny raz otrzymujemy bardzo dobrą powieść napisaną w gotyckim stylu. Jest niesamowicie mrocznie, ponuro oraz tajemniczo, a my wraz z bohaterami zatracamy się w szaleństwie związanym z klątwą Bellów. Autorka umiejętnie manewruje słowem i sami nieraz nie wiemy co jest prawdą, a co wizjami i snami, które nawiedzają Juli.

Styl autorki jest wyjątkowo lekki i przyjemny w odbiorze i mimo że książka nie jest słodkim romansem, to nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko zbliżamy się ku końcowi. Przerażające sny, tajemnicza klątwa i miłość bohaterów, jest genialną mieszanką, która zadowoli niejednego czytelnika. Mnie styl autorki oraz nietuzinkowa fabuła porwał w swe odmęty i nie żałuję ani jednej chwili, którą spędziłam z wszystkimi trzema częściami tego wciągającego cyklu.

Akcja książki od samego początku jest bardzo dynamiczna oraz tajemnicza. Ze strony na stronę robi się coraz ciekawiej, a klimat staje się mroczny i przerażający. Sen miesza się z jawą, a my wraz z bohaterami zatracamy się w szaleństwie. Co jest prawdą, a co fikcją? Komu można wierzyć? Kto jest wrogiem, a kto przyjacielem? Tego musicie przekonać się sami. Uważam, że niejednokrotnie zostaniecie zaskoczeni przez autorkę, która umiejętnie miesza w życiu bohaterów.

Jeżeli jestem już przy bohaterach, to muszę napomknąć, że zostali oni przedstawieni w bardzo realistyczny sposób. Każdy z nich przykuwa uwagę swoimi cechami charakteru, które są bardzo wyraziste. W tej części genialnie wyszła autorce postać Charlie, którą dopiero teraz możemy w pełni poznać. Wcześniej znaliśmy ją tylko z opowiadań, które nawet w połowie nie odzwierciedlały jej prawdziwiej twarzy. To dziewczyna, która pogubiła się w swoim szaleństwie, za wszelką cenę chce odzyskać Dawida i nie zdaje sobie sprawy, że stała się marionetką w rękach... Tego już Wam nie zdradzę, ale na pewno będzie to dla Was olbrzymim zaskoczeniem.

„Serce z popiołu” to powieść, którą mogę Wam polecić z czystym sumieniem. To fascynująca opowieść pełna mroku , grozy oraz tajemnic, a w tle piękna miłość pomiędzy nastolatkami, którzy w życiu przeszli o wiele więcej niż niejeden dorosły.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat.


czwartek, 27 października 2016

Wyniki konkursu z książką Anny Dąbrowskiej "Nakarmię Cię miłością"

Kochani mamy dla Was rozwiązanie konkursu w którym Waszym zadaniem było pokazać nam czym nakarmilibyście ukochaną osobę. Wszystkie Wasze pomysły były fajne, a nawet smakowite. Po burzliwych obradach zdecydowałyśmy się na dwa z Waszych pomysłów. Zwyciężczynie otrzymują egzemplarze książki Anny Dąbrowskiej "Nakarmię Cię miłością". Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Zysk i Ska.

      A oto laureatki i ich sposoby na nakarmienie ukochanej osoby:

Joanna Aft:

 Wargami wygarniesz z mej dłoni owoce
przepojone wonią mego ciała
I staną się słodkie maliny narzędziem namiętnej pieszczoty,
tej zdziwionej lekko zawstydzonej.
W potoku włosów moich przez kanion szyi po filigranowe piersi
popłynie strumieniem słodkie wino,
zapachem kuszące,
które ze mnie spragniony spijać będziesz.
I tak wraz z nim popłyniesz
niosąc miłość widoczną w źrenicach.
Usłyszę w Tobie gorące morze
- pełne owoców -
w muszli mego ciała szumiące. 



Jagoda G:

 Czym nakarmiłabym ukochaną osobę, czyli w tym wypadku, mojego chłopaka? Jak wiadomo droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek do serca. Jest to fakt powszechnie znany więc zaczęłabym od pysznej kolacji. Głównym punktem byłby deser - a w tym przypadku pyszne ciasto, które niby jest niepozorne ale na zmysły działa :) Tak więc nakarmiłabym chłopaka przepysznym ciastem, niepozornym ale cudownym.
Biszkopt:
5 jajka
5 łyżki cukru
5 łyżki mąki
Łyżeczka proszku do pieczenia
Masa budyniowa:
1 litr mleka
1 cukier waniliowy
3/4 szklanki cukru
2 waniliowe budynie
2 łyżki mąki pszennej
250 g. masła
Masa jabłkowa:
1 litr wody
3 galaretki agrestowe
6-8 dużych jabłek
Wierzch:
opakowanie wiórków kokosowych
5 łyżeczek cukru
margaryna

Wykonanie:
Jajka rozbijamy – osobno białka, osobno żółtka. Do białek dodajemy szczyptę soli i ubijamy. W trakcie ubijania dodajemy cukier. Następnie dodajemy żółtka i mąkę. Na końcu dodajemy proszek do pieczenia. Pieczemy na złoty kolor w temperaturze 180 st. C.
Na mleku z cukrem gotujemy budyń z mąką. Studzimy. Następnie ucieramy masło dodając po łyżce budyniu. Dzielimy masę na połowę i jedną część wykładamy na biszkopt.
Galaretki rozpuszczamy w 1 litrze wody. Jabłka obieramy i ścieramy na tarce o dużych oczkach. Gdy galaretka zacznie tężeć dodajemy starte jabłka. Wykładamy na blachę. Na to kładziemy drugą część masy budyniowej.
Na patelni rozpuszczamy masło, wrzucamy wiórki kokosowe i prażymy je z cukrem na złoty kolor.
Tak przygotowanymi wiórkami posypujemy ciasto.

Takie ciasto podałabym chłopakowi, aby rozbudzić jego zmysły. Połączenie jabłek, słodkiego kremu i wiórków kokosowych w niecodziennym wydaniu gwarantuje nieziemską przyjemność. A gdy już najadłby się ciasta to następnie nakarmiłabym go... sobą i moją miłością :D



Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt na naszym fp w ciągu trzech dni.

Dziecko wspomnień - Steena Holmes

„Niezwykła opowieść o miłości i stracie, jaką przynosi los.”

Kiedy po dwunastu latach małżeństwa Brain dowiaduje się, że jego żona jest w ciąży, jest w siódmym niebie. Z kolei Diana, choć bardzo pragnie dziecka, boi się macierzyństwa. Prześladują ja cały czas koszmary z przeszłości i obawia się, że historia zatoczy koło, a ona stanie się taka jak matka. Jednak dzięki wsparciu męża, coraz bardziej cieszy się, że już za kilka miesięcy zobaczy swoje dziecko. Niespodziewanie przed porodem Brian otrzymuje w firmie awans i musi wyjechać do Londynu...
Mija rok, a Diana jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nawet w marzeniach nie wyobrażała sobie, że macierzyństwo da jej tyle radości. Kobieta jest absolutnie zakochana w swojej małej córeczce. Jednak jedna rzecz spędza jej sen z powiek. Brian nadal nie wrócił, nie dzwoni, ani nie odpisuje na smsy. Kobieta z chęcią by do niego poleciała, ale obsesyjnie boi się zostawić Grace samą z nianią. W życiu Diany zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które sugerują, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Gdzie jest Brian? Z kim nieustannie kontaktuje się niania? Przekonajcie się sami.

„Czy można zaspokoić pragnienie szczęścia, które staje się niemal obsesją?”

Steena Holmes dorastała w małym kanadyjskim miasteczku. Ukończyła studia licencjackie z zakresu teologii. Jest bestsellerową autorką „USA Today”. Obecnie mieszka w Calgary z mężem i trzema nastoletnimi córkami. Uwielbia podróże, dobrą kawę oraz czekoladę.

„Dziecko wspomnień” to książka, która wywołała we mnie lawinę emocji, od wzruszenia poprzez niedowierzanie, aż do wielkiego szoku. Ta powieść to połączenie literatury obyczajowej z psychologiczną. Autorka pisząc ją postawiła sobie wysoko poprzeczkę i w moim odczuciu dała radę ją przeskoczyć. Wszystko co na początku wydaje nam się jasne oraz klarowne, z każdą kolejną stroną sieje w nas ziarnko niepewności, a my zaczynamy żyć dziwnym życiem Diany. To nie jest książka, którą łatwo się czyta i zapomina, autorka postarała się, by czytelnik po zakończeniu skłonił się do refleksji. Każda z kobiet inaczej radzi sobie z ciążą oraz macierzyństwem. Często przychodzi strach, czy podołam jako matka, czy będę potrafiła kochać swoje dziecko, czy nie zrobię mu krzywdy. W niektórych przypadkach dochodzi nawet do depresji, wtedy najważniejszą rzeczą jest miłość naszych bliskich, którzy pomogą nam przez to wszystko przejść. Ale co zrobić, gdy w tak ważnych momentach życia zostajemy same? Mąż wyjeżdża, długo nie wraca, a nam towarzyszy niania oraz siostra. Tak będzie wyglądał świat głównej bohaterki, której jednego dnia wszystko zawali się na głowę.

„Dziecko wspomnień” to powieść bardzo dobrze skonstruowana i dopracowana. Świetnym posunięciem przez autorkę było opisywanie teraźniejszości oraz przeszłości, w której bardzo dobrze poznaliśmy oboje bohaterów oraz ich podejście do ciąży, macierzyństwa oraz dalszego życia. I mimo, że czasami coś może wydawać się niezrozumiałe, to ze strony na stronę wszystko się rozjaśnia, a zakończenie szokuje i nie daje o sobie zapomnieć.

Osobiście mogę tę książkę tylko polecić. To bardzo emocjonująca, życiowa i poruszająca lektura, o której nie sposób zapomnieć. Ja skończyłam ją już jakiś czas temu, ale cały czas kołacze mi się po głowie. To bardzo realistyczna książka, którą koniecznie musicie przeczytać.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.








środa, 26 października 2016

Na szczycie. Gra o miłość - K.N. Haner (RECENZJA PREMIEROWA)



„Na szczycie. Gra o miłość” to książka na którą niecierpliwie czekałam prawie dwa lata, bo choć historię Seda i Reb znam prawie na pamięć, to wersja papierowa jest dla mnie niczym święty graal. Dzięki tej książce poznałam cudowną osobę, jaką jest Kasia, a Sed zajął honorowe miejsce w moim sercu. Zapraszam na recenzję.

„Kontynuacja historii szalonej i kontrowersyjnej miłości Rebeki i Sedricka.”

Cudowne wakacje Seda i Reb dobiegają końca. Oboje nie potrafią pogodzić się z faktem, że czeka ich długa rozłąka. Sedricka wraz z chłopakami czeka kolejna długa trasa koncertowa, a Reb zostanie w domu by opiekować się córką Simona. I choć mogłoby się wydawać, że ta dwójka jest z sobą tak blisko, jak tylko jest to możliwe, to niestety nie potrafią do końca sobie zaufać, pojawiają się tajemnice, półprawdy oraz niedopowiedzenia. Czy mają szansę stworzyć prawdziwy oraz szczęśliwy związek? Przekonajcie się sami.

„Uczucie, które połączyło tych dwoje, ponownie zostanie wystawione na próbę. Demony przeszłości powrócą, a wróg nigdy nie zapomina. Gra toczyć się będzie o najważniejszą stawkę. O miłość.”

„Na szczycie. Gra o miłość” to powieść, która już od pierwszych stron kipi namiętnością oraz pożądaniem. To powieść, która zachwyca, wciąga i hipnotyzuje swoją zmysłowością oraz kalejdoskopem emocji, których zdecydowanie tam nie brakuje. To także powieść pełna zawirowań, piętrzących się problemów i oczywiście MIŁOŚCI wśród gwiazd rocka. Czy może być nudno? Oczywiście, że NIE, autorka już się o to postarała, by miejscami poruszać nas do głębi, innym razem rozśmieszać do łez, a jeszcze kiedy indziej rozpalać do czerwoności. W mojej ocenie to mieszanka idealna.

K.N. Haner jest mistrzynią kreowania swoich bohaterów. Każdy z nich jest niezwykle barwny, temperamentny oraz wyrazisty. I choć oczywiście prym wiedzie Sed oraz Reb, to nie sposób, zapomnieć o postaciach drugoplanowych, które wgryzają się w naszą pamięć i nie ma możliwości, by o nich zapomnieć. Każdy z nich ma swoje problemy, rozterki miłosne, wzloty oraz upadki. Każdy kto zna twórczość Kasi, ten wie, że lubi ona tworzyć bohaterki, które miejscami potrafią doprowadzać do szewskiej pasji. Taka też oczywiście jest Rebeka – nierozważna, nie potrafiąca odmawiać i ciągle pakująca się w kłopoty. Sed też nie jest ideałem, ale jest niezwykle uroczy z tą swoją nadopiekuńczością oraz chorobliwą zazdrością. Kasia wie, że to bohater, którego uwielbiam i chyba żaden inny, nigdy nie zajmie jego miejsca.

„Na szczycie. Gra o miłość” to oczywiście erotyk, więc przygotujcie się na ogromną dawkę erotyki, dzięki której Wasza krew zawrze, a ciało zapłonie. Kasia nie boi pisać się o seksie, sceny, które opisuje są naprawdę gorące oraz niejednokrotnie ostre, ale jednocześnie napisane ze smakiem.

Ja ze swojej strony mogę Wam tylko polecić serię o nieziemsko przystojnym menadżerze zespołu rockowego i jestem przekonana, że niejednej z Was skradnie on serce. A może Waszym ulubieńcem okaże się ktoś inny? Koniecznie musicie poznać tę historię.

Moja rekomendacja pojawiła się na okładce książki, z czego jestem bardzo dumna.

K.N. Haner po raz kolejny funduje swoim czytelnikom emocjonalny rollercoaster. Fanki serii o Rebece i Sedricku będą zachwycone, bo ponownie dostaną bilet w pierwszym rzędzie, który przeniesie je do świata pełnego ognistego seksu, nieokiełznanej namiętności i nieziemsko przystojnych gwiazd rocka. "Na szczycie. Gra o miłość" – to najgorętsza premiera tej jesieni. Nie możecie tego przegapić.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.



piątek, 21 października 2016

Praca zbiorowa - Rewers

"Rewers" to książka na którą czekałam, odkąd zobaczyłam ją w wrześniowych zapowiedziach. Kilka opowiadań zainteresowało mnie szczególnie, zanim jeszcze zaczęłam czytać. Marcin Wroński i jego opowiadanie o moim rodzinnym mieście, Joanna Opiat - Bojarska, którą bardzo polubiłam po książce "Gra pozorów" i Remigiusz Mróz, o którym wiele pozytywnych opinii słyszałam.

"Jedenastu najlepszych polskich autorów kryminałów, jedenaście miejscowości, z których każda naznaczona jest zbrodnią.

Każde miasto ma swój rewers. Znajome nazwy, utarte ścieżki i oswojone miejsca kryją ciemną stronę schowaną pod osłoną nocy, w zapomnianych schowkach, starych piwnicach, a często – za oknami pozornie zwykłych mieszkań. Pamiętają i wiedzą o niej mury budynków, brukowane uliczki, ciemne zakamarki parków, miejskie stawy i rzeki.


Rewers to podróż po mrocznej stronie polskich ulic, zaułków i dzielnic, po kraju nierozwikłanych zabójstw, zdrad i tajemnic przeszłości."

"Rewers" jako całość była bardzo ciekawa. Książka ta, to  opowiadania o zróżnicowanej objętości, niektóre przerażające i mroczne, inne  napisane z odrobiną humoru i zabarwione nutką kryminału. 

Jeśli miałabym wymienić najfajniejsze moim zdaniem opowiadania, byłyby to zdecydowanie: 

  1. "Babcia Wiśniewska" Wojciecha Chmielarza, która była napisana z bardzo dużą dawką humoru, a sama Babcia Wiśniewska była bardzo przyjemną i dość tajemniczą postacią.
  2. "Czarcia Łapa" Marcina Wrońskiego, w którym miałam przyjemność poznać Lublin  z roku 1968. Do tego duża dawka tajemnicy podszyta najbardziej znaną legendą Lublina :)
  3. "Nie czytaj tego!" Joanny Jodełki, której opowiadanie najbardziej mnie zaskoczyło i zaszokowało. 
  4. "Niedzielne popołudnia" Gaji Grzegorzewskiej, opowiadanie było trochę przewidywalne, ale sam pomysł na powieść i poprowadzona narracja, ekstra!
  5. "Sąsiedzi" Małgorzaty Sobieszczańskiej, krótkie, ale fajnie poprowadzone z nutką humoru opowiadanie. Bardzo przyjemnie się je czytało.
 Niektóre z opowiadań mnie troszkę zawiodły, chyba miałam zbyt duże oczekiwania, chociaż  muszę przyznać, że były bardzo fanie napisane. Na wielkie "bum" zdecydowanie czekałam w opowiadaniu Remigiusza Mroza, czy właśnie Joanny Opiat - Bojarskiej przy, których dobrze się bawiłam, ale to nie były opowiadania, które uznałabym za najciekawsze. 

Polecam Wam "Rewers" i mam nadzieje, że każdy znajdzie "swoje" opowiadanie, które przypadnie  mu do gustu. Mi osobiście jako całość książka się podobała. Jest fajnie zrównoważona pod względem czasu i miejsca (znajdziemy tam historie osadzone w latach komuny jak i dotyczące teraźniejszości)

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Czwarta Strona.


Misja Wywiad z Anną Dąbrowską






Zapraszamy na Misję Wywiad z Anną Dąbrowską, autorką powieści "Nakarmię Cię miłością". Na końcu wywiadu dowiecie się kto zadał najciekawsze pytanie i wygrał książkę. Zwycięzcę prosimy o kontakt na naszym fp, w ciągu trzech dni. :)

Iza Wyszomirska
  1. Czytając kilka recenzji "Nakarmię cię miłością" zauważyłam, że zadbała Pani o stronę psychologiczną bohaterów, zarówno tych pierwszo jak i drugoplanowych. Cechuje ich wiarygodność i spójność. Czy sprawiło Pani jakąś trudność w tym, aby wejść, że tak powiem, do głów bohaterów i opisać to, co czują, widzą, słyszą?

A.D: Bardzo lubię opisywać odczucia bohaterów, wchodzić do ich umysłu – kraść myśli i zamieniać je na słowa. Nie mam z tym problemów, jest to najłatwiejsza część tworzenia książki.

  1. Można powiedzieć, że debiutuje Pani po raz drugi, bowiem poprzednią swoją książkę napisała Pani pod pseudonimem. Czy może już Pani stwierdzić, w którym z tych przypadków jest to przyjemniejsze, a w którym wywołuje więcej emocji, niepewności? :)

A.D: To prawda, że debiutuję po raz drugi , chociaż w moim odczuciu właśnie teraz debiutuję tak prawdziwie . Bardziej stresujący jest zdecydowanie debiut pod imieniem i nazwiskiem. Pseudonim stanowi coś w rodzaju ochronnego pancerzyka, który w razie niepowodzenia literackiego zawsze można ściągnąć i porzucić. Mogę zdradzić, że znacznie lepiej czuję się pisząc jako Anna Dąbrowska. Nie ma większej satysfakcji widząc swoje prawdziwe dane na książce.

Hanna Smarzewska
1. Gdyby mogła Pani w tym momencie wyjechać do dowolnego miejsca na świecie, gdzie by się Pani znalazła i dlaczego?

A.D: Właśnie myślami znalazłam się w Hiszpanii. Dlaczego akurat ten kraj? Od wielu lat marzy mi się podróż do Hiszpanii. Chciałabym zamieszkać w małym domku niedaleko piaszczystej plaży, móc delektować się zachodem słońca siedząc na piasku i spróbować wdać się w konwersację po hiszpańsku (oczywiście dziecinnie prostą). Odpocząć od codzienności, chociaż przez kilka dni.

2. Gdyby został Pani jeden dzień życia jakby Pani spędziła ten czas?

A.D: Trudne pytanie  Zapewne chciałabym zrobić tyle rzeczy naraz, że wywołałbym tylko niepotrzebny chaos. Z pewnością spędziłabym go bardzo rodzinnie.

Ewelina Poc
1. "– Jeanno, kobiety potrafią kochać o wiele mądrzej niż my! One nie kochają mężczyzny dla jego wyglądu. Nawet jeśli on się im bardzo podoba. – Joaquin westchnął błogo. – Kobiety kochają cię przez wzgląd na twój charakter. Twoją siłę. Twoją mądrość. Albo dlatego, że potrafisz zaopiekować się dzieckiem. Bo jesteś dobrym człowiekiem, masz honor i godność. One kochają cię inaczej niż mężczyzna kobietę. Nie z powodu kształtnych łydek ani nie dlatego, że w swoim garniturze budzisz zazdrość u jej koleżanek z pracy. Owszem, istnieją też takie kobiety, ale są tylko jak zły przykład dla innych" (Nina George "Lawendowy pokój"). Co sądzi Pani o tym cytacie? Czy uważa Pani, że kobiety i mężczyźni inaczej kochają? Co dla kobiet jest ważne w miłości, w wyborze Tego Jedynego?

A.D: Każda miłość jest inna. My, kobiety jesteśmy zupełnie inne mentalnie niż mężczyźni, dlatego odbieramy miłość z zupełnie z innej perspektywy. Dla nas miłość to magia, dla mężczyzn miłość to w głównej mierze fizyczność. My, kobiety kochamy rozumem, mężczyzna kocha oczami.
Nie mogę wypowiadać się jako jeden zgodny głos kobiecy, co jest ważne dla kobiet w miłości, ponieważ dla Kaśki ważna jest lojalność, a dla Baśki poczucie humoru.

2. Jaka była mała Anna? Czy marzyła już o pisaniu?

A.D : Mała Ania była książkowym molem. Pochłaniała książki szybciej niż śniadanie . Od dzieciństwa pisałam, jeśli nie wiersze to opowiadania. Mając dziesięć lat zamarzyłam o własnej książce i jak widać marzenia się spełniają.

Teresa Kaczała
1. Wspominając dzieciństwo nasuwa mi się obraz moich dziadków, którzy siedzą przed kominkiem, dziadek pali fajkę, w całym domu unosi się zapach wanilii, a babcia robi na drutach ciepły sweter dla kolejnego wnuka. W kominku pali się ogień, w domu jest ciepło i przyjemnie, a dziadek zaczyna gawędzić o czasach wojennych (mój dziadek przeżył I i II wojną światową). Czasem babcia coś dopowie i tak za każdym razem moja wiedza o tych czasach się pogłębia. Na lekcjach historii w szkole bardzo często wykorzystywałam te wiadomości, co bardzo podobało się moim nauczycielom. Oczywiście również dużo czytam książek o tematyce historycznej, wojennej. Czy i Pani czerpała też wiadomości od dziadków, a potem wykorzystała w swoich powieściach? Czy może dzięki rozmowom z dziadkami czy też innymi członkami rodziny naszły Panią konkretne pomysły do wykorzystania w książce? Jak bardzo Pani życie czy też życie kogoś z rodziny wpisuje się na karty Pani książek? Czy wydarzenia jakie Panią dotąd spotkały stają się inspiracją dla losów bohaterów? A jeśli tak, to jakie?

A.D: Zgadzam się z Panią, że dziadkowie to prawdziwa skarbnica wiedzy. Nurt New Adult (przynajmniej w moim wydaniu) nie zawiera elementów historycznych, a wszelkie pomysły, które umieszczam w książkach to podszepty mojej wyobraźni.
Właśnie znowu mi coś szepce do ucha 

2. W Polsce rynek wydawniczy jest bardzo pokaźny. Mamy to szczęście, że jest dużo wydawnictw, ale jak tworzyć w Polsce i nie zwariować, a przy tym jeszcze zarobić na życie, czynsz i opłaty? Czy jest szansa wydać książkę, zwłaszcza debiut, bez protekcji, sponsoringu i tzw. „pleców”? Jakich rad udzieliłaby Pani początkującym pisarzom, zwłaszcza tym, którzy się boją, że zostaną odrzuceni przez Wydawcę?

A.D: Moja książka „Stalowe serce” również została odrzucona przez niektóre Wydawnictwa, dlatego zdecydowałam się wydać ją za metodą współfinansowania. Początkujący autorzy nie mają łatwo, to prawda. Mimo to uważam, że Rynek Wydawniczy stał się w ostatnim czasie bardzo otwarty na debiutantów. Wydawcy łakną interesujących opowieści. Dają szansę początkującym autorom. A jeśli ktoś się boi odrzucenia to znaczy, że nie jest gotowy na pisarstwo. Niestety rad nie potrafię udzielić początkującym autorom, gdyż sama zaczynam przygodę z pisaniem. Dwie książki, to maleńki dorobek literacki…

Natalia Kapela
1. Gdybyś mogła na jeden dzień wcielić się w rolę któregoś bohatera swojej książki, kto to by był i dlaczego?

A.D: Nie wiem czy powinnam przelać moją pierwszą myśl na papier  Dobrze, zaryzykuję.
Mogłabym wcielić się w postać Tobiasza Karskiego z „Nakarmię cię miłością”, ale to tylko dlatego, żeby zobaczyć jak to jest być mężczyzną . Chciałabym także potrafić grać na gitarze i śpiewać ochrypniętym głosem.

2. Jakimi 5 przymiotnikami opisałabyś to jaka jest Twoja najnowsza książka? :)

A.D: Emocjonalna
Seksowna
Uzależniająca
Smakowita
Zaskakująca


Monika Kozłowska
1. Czy poza imieniem, nazwiskiem i pięknym uśmiechem jest Pani pod jakimś względem podobna do znanej wokalistki i kompozytorki?

A.D: Dziękuję za komplement  Tak jestem podobna. Ania Dąbrowska pisze słowa piosenek, a Anna Dąbrowska pisze książki. Obie piszemy i zapewne mamy romantyczne dusze. Może łączą nas jeszcze inne wspólne cechy, kto wie?

2. Moje pierwsze skojarzenie z tytułem książki to nowożeńcy karmiący się nawzajem weselnym tortem. Ale uczucia chyba nie da się odmierzyć łyżeczkami... Dlaczego powieść ma właśnie taki tytuł i kto jest bardziej "głodny" miłości - Laura czy Tobiasz?

A.D: Cudowne skojarzenie tytułu, Pani Moniko! „Nakarmię cię miłością” jest tytułem piosenki, którą śpiewa Tobiasz Karski, główny bohater powieści.
Laura i Tobiasz są głodni i miłości i siebie nawzajem. Idealnie się uzupełniają, tworząc nawet zgraną parę.


Agnieszka Kosińska
1. Jakie uczucia towarzyszyły Pani, jako Autorce, w momencie przejścia z pseudonimu na prawdziwe imię i nazwisko?

A.D: Obawa. Obawiałam się, że Czytelnicy źle zaakceptują moje imię i nazwisko, ale ich reakcja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Powiem otwarcie, że nie tęsknie za Laven Rose…


2. Śledzę Pani FP i wiem, że bardzo liczy się Pani ze swoimi czytelnikami. Czy w momencie pisarskich kryzysów to właśnie myśl o nich (czekających ;)) dodaje Pani siły i energii?

A.D: Dziękuję Pani Agnieszko za szczerość. Fajne uczucie, kiedy wiem, że ktoś obserwuje moją stronę, bo dzięki temu wiem, że to co robię ma sens. Wsparcie Czytelników jest bardzo ważne, bo gdyby nie czytelnicy nie byłoby autora. Jeśli autor szanuje czytelników, to mocno wierzę, że i oni odwzajemniają mu szacunek. Karma zawsze wraca. A ja mam najwspanialszych CZYTELNIKÓW!

Izunia Raszka
1. Jaka jest piosenka, którą najbardziej lubi Pani grać na gitarze? (Jeśli oczywiście Pani gra) :)

A.D: Droga Pani Izo, nie umiem grać na gitarze. Ubolewam nad tym, bardzo. Jedynym instrumentem na którym potrafię grać są nerwy mojego męża  (mam nadzieję, że tego nie przeczyta).

2. Jaki jest Pani ulubiony cytat z książek?

A.D: Kocham „Portret Doriana Greya” właśnie za wielką ilość cytatów, które skrupulatnie zaznaczałam podczas czytania. Jednym z ważniejszych jest: „Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego”.

Barbara Pawlik
1. Czy trudno pogodzić pisanie takiej książki z życiem osobistym? Czy są nieprzespane noce ?

A.D: Pisanie książek jest procesem pracochłonnym, wielogodzinnym i w większości przypadków wielomiesięcznym. Ja piszę tylko nocą. Czasami kładę się spać o czwartej nad ranem, ale nie będę narzekać na niewyspanie, bo radość z trzymanej własnej książki w dłoni rekompensuje wszelkie braki snu.

2. Jak pomysł zrodził się do napisania akurat takiej książki?

A.D: Moja głowa buzuje od wielu pomysłów książkowych. Akurat ta książka była wyrazem mojej irytacji po przeczytaniu pewnej zagranicznej powieści. Pomyślałam wtedy: „Ja zrobiłabym to zupełnie inaczej”. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Karolina Kiraga
1. Czy pisząc "Nakarmię Cię miłością " od razu miała Pani w głowie pomysł na całość książki ?

A.D: Pisząc książkę, nigdy nie wiem co się w niej wydarzy. To wychodzi samo z siebie, tak naturalnie. Pisząc „Nakarmię cię miłością” miałam wizję głównego bohatera – miał być chamski i wulgarny. Tylko tyle wiedziałam.

2. Woli Pani pisać elektronicznie czy na papierze ? :)

A.D: Piszę tylko na komputerze, a notatki robię na papierze. Zdecydowanie wolę elektronikę 

Magdalena Siemińska
1. Jaki jest Pani ulubiony gatunek książkowy?

A.D : Na chwilę obecną zaczytuję się w gatunku New Adult, ale bardzo pociągają mnie thrillery psychologiczne.

2. Najpiękniejsze miejsce na ziemi to...?

A.D: Dom pełen miłości.

Hanna Artychowska
1. Każdy twórca miewa tzw. deadline. Jaki jest Pani sposób na twórczy dołek?

A.D: Mnie owe granice czasowe nie dotyczą. Może kiedyś, kto wie?
A twórczy dołek poprawiam odpowiednią dawką muzyki rockowej.

2. Jakie wydarzenie było inspiracją do fabuły książki? Koleżanki na imprezie, życie, wyobraźnia, a może marzenia? ;)

A.D : Inspiracją była irytacją nad pewną zagraniczną książką oraz wyobraźnia. To ona podsuwa mi różne scenariusze.

Edyta Chmura
1. Nawiązując do tytułu powieści - gdyby miała Pani przygotować potrawę, która będzie odzwierciedleniem wielkiej miłości, wdzięczności, zaufania i radości towarzyszącej chwilom, gdy pragnie się powiedzieć "dziękuję, że jesteś!", to co zobaczylibyśmy na talerzu? :)

A.D: Na białym, porcelanowym talerzu, narysowałabym ketchupowe serce. Ten symbol wyjaśnia wszystko.

2. Czy po pierwszym debiucie (jaki trafny tautologizm mi wyszedł ;)) nabrała Pani pewności, że bez pisania nie potrafi Pani żyć czy ten moment nastąpił wcześniej? Czy w ogóle jest sobie Pani w stanie wyobrazić dzień bez myślenia o fabule, spisywania ulotnych pomysłów czy wytrwałego klikania w klawiaturę?

A.D: Pewność nadeszła po drugim debiucie. Nie potrafię żyć bez pisania, bo czuję wtedy jakiś brak. Gotując obiad myślę o fabule książki, albo o konkretnej scenie. Bawiąc się z dziećmi myślę o pisaniu… Pisanie to nałóg 

Ewelina Anna Chojnacka
1. Jak brzmi melodia Twojego serca?

A.D: Melodia mojego serca wciąż wygrywa: pisz, pisz, pisz.

2. Czy twoje życie jest bardziej white czy black?

A.D: Jest black and white, czyli czarno-białe. Jednego dnia czuję się szczęśliwa, innego smutna. Każdy z nas zapewne posiada mieszankę nastrojów black and white.

Iza Miś
1. Jakie są Pani recepty na rozładowanie stresów? Czy pisanie to taki lek na wszelkie zło?

A.D: Muzyka koi nerwy, wycisza. Muzyka jest lekiem na wszelkie zło, a pisanie to uzależnienie, jak już wspomniałam wcześniej.

2. Jacy znani pisarze Panią inspirują?

A.D: Ostatnio wzdycham do twórczości Lisy De Jong. Uwielbiam jej styl pisania.


Daria Przychodzeń
1. Jakie książki Pani najczęściej czyta?

A.D: Od jakiegoś czasu gustuję w gatunku New Adult, bądź thrillerach psychologicznych.

2. O czym jest powieść "Nakarmię cię miłością"?

A.D: To powieść o zagubionej kobiecie i jeszcze bardziej zagubionym mężczyźnie, który pod arogancką maską skrywa wrażliwe serce, łaknące miłości. Nie mogę nic więcej powiedzieć na ten temat by nie zdradzać szczegółów. Zresztą, wiele recenzji zawiera spojlery – także zapraszam to przeczytania kilku z nich.

Jagoda Gindera
1. Co czuje Pani kończąc pisanie książki? Czy jest to na przykład smutek wywołany rozstaniem z ulubionymi postaciami?

A.D: W moim ciele buzuje adrenalina. Nie chce mi się spać, nie chce jeść, wciąż myślę tylko o tym, że muszę przeczytać całość stworzonej historii. Tęsknota za postaciami przychodzi nieco później…

2. Pisarz tworzy przede wszystkim dla Czytelników. To oni są odbiorcą jego historii. To Czytelnicy oceniają daną powieść. Czasem w morzu pozytywnych opinii znajdzie się również negatywna ocena. I tutaj pytanie: jak radzi sobie Pani z krytyką? Czy uważa Pani, że krytyka motywuje do dalszego działania czy też podcina pisarskie skrzydła? :)

A.D: Krytyka była, jest i będzie. Każdy człowiek posiada odrębny gust i jest to zupełnie naturalne. Ja podchodzę do krytyki w sposób umiarkowany – nie załamuję się, i nie ciskam laptopem przez okno zarzekając się, że przestaję pisać. Nie obrażam się także na cały świat. Przyjmuję konstruktywną krytykę z pokorą. Staram się ją przeanalizować . Mądra krytyka uczy autora…

Lidia Derdzińska
1. Gdy brakuje słowa to jak je Pani znajduje, poszukuje czy zmienia całe zdanie. Jak dokonuje Pani wyboru jeśli w głowie jest więcej niż jeden wątek?

A.D: Jeśli mam być szczera, to ni posiadałam jeszcze takiej sytuacji, w której brakowało mi słowa. A z wielu wątków, staram się wybrać ten najciekawszy.


Marta Wolszczak
1. Na ile procent wczuwa się Pani w główne postacie kobiece? Oczywiście w swoich książkach.

A.D: 50% role kobiece, 70% role męskie. Wolę pisać role męskie, przychodzi mi to zdecydowanie łatwiej.

2. Co inspiruje Panią, Pani Aniu do pisania? Czy chciałaby Pani przełożyć swoją książkę na duży ekran?

A.D: Czasami inspiruje mnie przeczytane zdanie, czasami fragment jakiegoś programu, a czasami źródła inspiracji nie są mi znane. Pojawiają się tak nagle…
Bardzo chciałabym zobaczyć swoją książkę na szklanym ekranie  Chyba każdy autor o tym marzy. Pewnie dużo kobiet pragnęłoby ujrzeć takiego Tobiasza z gitarą w dłoniach, śpiewającego zachrypniętym głosem, prawda?

Marta Bębnowicz
  1. Nakarmię Cię miłością... no właśnie- czyli czym? Czym jest dla Pani miłość? I czy Pani miłość miała wpływ na książkę?

A.D: Nakarmię cię miłością, czyli dużą dawką nieodpartego uroku pewnego wokalisty. Miłość, jest wszechobecna. Jest tematem, który nie traci daty ważności. Miłość zawsze pozostaje aktualna. Czy moja miłość miała wpływ na książkę? Hmm… niekoniecznie. Tu główną rolą obarczyłabym wyobraźnie, która nieustannie coś tworzy.

Gosia Pawlaczyk
1. 1. Kocham czytać bajki. Obawiam się, że nigdy nie wyrosnę z tego. Zawsze dziadek mi czytał, potem czytałam sama i teraz nie wyobrażam sobie, żebym moim dzieciom nie czytała. Moje dzieci i ja kochamy bajki braci Grimm. Czy lubi Pani czytać bajki? Jakie by nam Pani poleciła?

A.D: Z etapu bajek się nie wyrasta. Najpierw czytamy je samodzielnie jako dzieci, następnie naszym dzieciom, a później wnukom. Bajki posiadają w sobie wiele mądrości, np. Kubuś Puchatek. Krzewią wartość przyjaźni i pomocy. Swojego czasu uwielbiałam baśnie Christiana Andersena, a moją ulubioną była „Dziewczyna z zapałkami”.

2. Czym jest dla Pani przyjaźń? Z którym bohaterem Pani książek najbardziej chciałaby Pani się zaprzyjaźnić i dlaczego akurat z tym? Czym takim wyróżniałby się ten przyjaciel?

A.D: Przyjaźń musi być szczerą nicią sympatii. Jeżeli miałabym wybierać ulubionego bohatera książkowego, wybrałabym Polyanne. To z nią potrafiłabym się zaprzyjaźnić, dlatego, że uwielbiałam jej gadatliwość i permanentnie dobry nastrój. Niewiele jest osób w obecnych czasach, które cieszą się z tego, że nie posiadają jakiegoś „dobra” w życiu. A Polyanna tak właśnie robiła. Cieszyła się, że nie posiadała lustra w swoim pokoju, bo nie widziała swoich piegów. Jej sławna „gra” powinna być wprowadzona w szkole podstawowej jako przedmiot obowiązkowy.
Każda osoba, którą obdarzamy mianem przyjaciela jest naznaczona jakimś wyróżnieniem. Wyjątkowością.

Bodziu Bogdan
1. Uwielbiam czytać, ale gdy porównuję siebie z moją żoną, to wychodzi na to, że moja żona czyta i więcej, i szybciej ;) Co Pani na to, aby wprowadzono w Polsce Dzień Kobiet Czytających?

A.D: Jestem jak najbardziej za wprowadzeniem tego pomysłu w życie, ale zmodyfikowałabym nazwę na „ Dzień Osób Czytających Książki”.

2. Uwielbiam piec, oczywiście głównie dla Mojej Żony :) Ostatnio specjalizuję się w ciastkach owsianych z różnymi dodatkami, np. rodzynki, orzechy, suszona żurawina. Wspólnie z Żoną kochamy serniki. A jakimi ciastkami/ciasteczkami Pani najchętniej się delektuje? Sama Pani piecze?

A.D: Ja także kocham sernik. Jestem łasuchem… niestety. Kiedyś piekłam dużo, teraz brak czasu mi na to nie pozwala.

Ania Lebioda
  1. Co i kogo, kocha Anna Dąbrowska ? :)
A.D: Jeśli miałabym odpowiedzieć „co kocha” to odparłabym, że pisanie i muzykę , jeśli „kogo” – to moją rodzinę i zwierzęta.


1. Pani książka drogowskaz?

A.D: Wciąż jestem w trakcie poszukiwania tego jedynego drogowskazu książkowego.



Aga Gadajska
1. Czy lubi Pani gotować :)

A.D: Są dni, kiedy uwielbiam (gustuję w kuchni chińskiej), a są też dni, kiedy łyżka parzy mają dłoń. Bardzo lubię oglądać programy kulinarne, zwłaszcza z Jamiem Oliverem i Nigellą Lawson .

2. Jakie jest, Pani ulubione danie? :)

A.D: Bezapelacyjnie Chow Main 


Dziękuję Wszystkim za interesujące pytania, a Dziewczynom z Literatura Kobieca – Co Czytać za chęć zorganizowania tego wywiadu.
Uważam, że najciekawsze pytanie z kawałkiem tortu zadała Pani Monika Kozłowska.


poniedziałek, 17 października 2016

Niepamięć - Jolanta Kosowska (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Z twórczością Jolanty Kosowskiej spotkałam się już jakiś czas temu. Miałam przyjemność recenzować "Deja vu" oraz "Niemoralną grę", książki, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dziś zapraszam na recenzję "Niepamięci", debiutu autorki, który doczekał się wznowienia, a nasz blog objął go patronatem medialnym.

              


                 

              „Niepamięć... To dar czy przekleństwo?”

Katarzyna, Michał i Roman to trójka przyjaciół, którzy z nadzieją patrzą w przyszłość. Mężczyźni niespodziewanie zakochują się w Katarzynie i postanawiają, że to ona powinna dokonać wyboru, który z mężczyzn jest bliższy jej sercu. To do niej ma należeć ta trudna decyzja. I w tym momencie wszystko powinno się wyklarować... Katarzyna wybiera jednego z nich... żyją długo oraz szczęśliwie... Czy na pewno?

Michał i Roman spotykają się po latach w dość trudnych okolicznościach. Spotkanie okazuje się wyścigiem o życie jednego z nich. Pod wpływem emocji nawiązuje się między nimi szczera rozmowa, która uświadamia im, jak każdy z nich pomylił się w przeszłości. Oboje nie mogą uwierzyć w to, co się stało, a najgorsze jest to, że nikt nie zna odpowiedzi na jedno najważniejsze pytanie... Co się stało z Katarzyną?

Jolanta Kosowska urodziła się na Opolszczyźnie. To absolwentka wrocławskiej Akademii Medycznej i studiów podyplomowych Akademii Wychowania Fizycznego. Z zawodu lekarka, która obecnie mieszka w Dreźnie i tam przyjmuje pacjentów w poradni przyjaznej cudzoziemcom. Swój czas dzieli pomiędzy pracę zawodową, podróże oraz pisanie powieści.

"Niepamięć' to powieść, której nie powstydziłoby się napisać prawdziwe życie. Na pozór zwykła, prosta historia, ze strony na stronę staje się wyjątkowa, hipnotyzująca i niesamowicie wciągająca. Książka ta już od samego początku wciąga w głąb fabuły, a czytelnik staje się niemym obserwatorem życiowych wzlotów oraz upadków bohaterów.

Książka podzielona jest na dwie części, co według mnie było trafnym posunięciem przez autorkę. Dzięki temu wszystko staje się bardziej przejrzyste oraz wyraziste. W części pierwszej poznajemy losy Michała oraz Romana, dwóch świetnych lekarzy, którzy pokochali tą samą kobietę. Oboje kochali ją całym sercem, ale jeden z nich gotów był się poświęcić, by Katarzyna była szczęśliwa. W części drugiej przenosimy się do przepięknej i słonecznej Chorwacji, gdzie poznajemy przeżycia Katarzyny, która w niefortunny sposób straciła pamięć. Tam również poznajemy Alena – dziennikarza, który jej pomaga, a cała historia o bezimiennej dziewczynie ma zostać opisana w miejscowej gazecie.
Czy Katarzyna przypomni sobie wcześniejsze życie oraz mężczyzn, którzy ją kochali? A może nowe życie okaże lepsze?

Kreacja bohaterów wyszła Jolancie Kosowskiej znakomicie. Są oni przedstawieni bardzo wyraziście oraz charakterystycznie, ze strony fizycznej jak i psychologicznej. Nie mamy problemu by ich sobie wyobrazić i ukształtować w naszej wyobraźni. Wszelkie ich emocje stają się dla nas namacalne, odczuwamy je wraz z bohaterami, a uwierzcie mi na słowo, że w "Niepamięci" znajdziecie całą paletę emocji – radość, strach, złość, nadzieję, bezradność, a nawet przerażenie.

Bardzo polubiłam bohaterów tej niezwykłej opowieści, każdy z nich jest sympatyczną i wyjątkową indywidualnością. Bardzo często im współczułam, ale także przeżywałam z nimi ich małe i duże radości. Po lekturze tej powieści, wiem na pewno, że nigdy nie chciałabym znaleźć się w sytuacji, w jakiej znalazła się Katarzyna. Nie pamiętać przeszłości to najgorsze co może się człowiekowi przydarzyć.

W swojej powieści Jolanta Kosowska pokazuje nam jak niedopowiedzenia, osoby trzecie oraz duma mogą zmienić bieg naszego życia. Wszystko co wydawało się proste i oczywiste, nagle staje się nieosiągalne. Marzenia pękają jak bańki mydlane, a przyszłość maluje się w czarnych kolorach. Wtedy trzeba znaleźć siły, by żyć dalej, bo nigdy nie wiadomo czym przyszłość może nas jeszcze zaskoczyć.

Niepamięć to książka obok, której nie można przejść obojętnie. To piękna historia o prawdziwej miłości, która nie boi się poświęceń. To opowieść o nierozerwalnej sile przyjaźni, o trudnych wyborach, ale przede wszystkim to książka o życiu, takim prawdziwym życiu, które nie zawsze układa się po naszej myśli.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.











Misja Wywiad z Magdaleną Trubowicz

Dziś zapraszamy Was na Misję Wywiad z Magdaleną Trubowicz autorką "Drugiego życia Matyldy". Zwycięskie pytanie tym razem zadał mężczyzna Marcin Kannenberg. Prosimy o kontakt z naszym fan page w ciągu trzech dni. Gratulujemy!







Iza Wyszomirska 

"Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, co jest w stanie zrobić kobieta, by walczyć o rodzinę, podpowiem wam – kobieta jest w stanie zrobić wszystko." Matylda zawalczy o tę rodzinę, ale sposób jaki wybierze będzie katastrofalny. Tyle wiem z recenzji. Ciekawi mnie natomiast czy Pani podobnie jak Matylda potrafiłaby zrobić dosłownie wszystko, aby ratować swoją rodzinę, małżeństwo? Czy są w tym wszystkim jakieś granice? 

Zawsze kieruję się zasadą „znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono”.. Moja rodzina (w sensie mąż + dzieci) istnieje już niemal dekadę.. (no, najpierw był tylko mąż).. Nie jest to może długi staż, ale akurat tak się zdarzyło, że po brzegi wypełniony różnymi sprawami, nie zawsze oczekiwanymi i nie zawsze pozytywnymi. Wiele razy zostaliśmy wystawieni na poważną próbę, czy ją zdaliśmy? Pewnie czas jeszcze pokaże.. Już dziś wiem jednak, że jestem sporo w stanie zrobić, by o tę rodzinę walczyć.. I to nie dlatego, bo tak trzeba.. po prostu bez nich nie ma mnie.  Nie wiem jak zachowałabym się gdyby w grę miały wejść jakieś sprawy nielegalne, żeby nie powiedzieć „kryminalne”. Myślę, że broniłabym się rękami i nogami, by jednak znaleźć inne rozwiązanie. Dodam jeszcze, że w stosunku do „rodziny” w rozumieniu rodziców i rodzeństwa mam podobne odczucia – wszyscy są dla mnie niezwykle ważni. 

 W "Drugim życiu Matyldy" pokazuje Pani, że to przeznaczenie rządzi naszym życiem, że nic nie zdarza się przez przypadek. Czy osobiście wierzy Pani w moc przeznaczenia, a może jest Pani osobą twardo stąpająca po ziemi? :)

Odpowiem jeszcze inaczej – wierzę w Boga. Wierzę, że wszystko co nam się przydarza jest jego wolą i przyjmuję to. Czasami jak każdy denerwuję się, płaczę, żalę, tupię nogą.. daleko mi do ideału.. Staram się myśleć o tym, że we wszystkim czego doświadczam jest jakiś cel.

Izunia Raszka 

Jakie jest Pani ulubione danie? Jeśli już przy tym jesteśmy, załóżmy, ze proces napisania i wydania książki to potrawa, jakie powinna mieć składniki? 

Myślę, że porównanie książki do potrawy, a pisania do gotowania jest czymś fenomenalnym. Podoba mi się to również dlatego, że gotowanie jest moją drugą, obok pisania, wielką pasją. Książka nie jest potrawą.. Książka jest jak cały, uroczysty obiad. Najpierw przystawka, takie rozbudzenie apetytu na ciąg dalszy.. Potem syty, dobrze przyprawiony obiad, a na koniec wisienka na torcie – deser. Potrawy, które przygotowuje i książki, które piszę muszą być wyraziste. Potrawy trochę pieprzne, ostre.. trochę słodkie, a chwilami cierpkie. Książka zaś ma bawić, wzruszać, ciekawić, zapadać w pamięć.

 Jaka była mała Madzia? Lubiła Pani zdrobnienia swojego imienia? Jakie nawyki zostały Pani do dziś?

To ciekawe pytanie, chociaż myślę, że lepiej byłoby zapytać o to moich rodziców i siostry. Na pewno bardzo uparta i ogromna gaduła, w dodatku często wypowiadająca się trochę za głośno (Mój tata ma problemy ze słuchem i jak zaczęłam do niego mówić głośniej, to mi w krew weszło na stałe. Zawsze podkreślam, by mnie upominać kiedy już przesadzam). Moim „nawykiem” od zawsze jest wybujała fantazja, jeśli chodzi o marzenia. To nigdy nie są sprawy przyziemne, tylko takie totalnie abstrakcyjne. Nigdy nie wyrosłam z tego, by wyobrażać sobie, że np. lecę na Księżyc ;) Co do imienia.. Miałam być Tomasz Wojciech.. jestem Magdalena. Nie przepadam, gdy ktoś zwraca się do mnie pełnym imieniem, inne wersje „Magdy” są okej.

Agnieszka Kosińska

Gdyby miała Pani szansę na drugie życie, skorzystałaby Pani z niej? Co by Pani wtedy chciała zmienić?

Ja w ogóle czasami sobie myślę, że jestem kotem, który ma dziewięć żyć. Chociaż nie ukrywam, że za kotami akurat nie przepadam. Było w moim życiu kilka sytuacji, które stanowiły takie poważne punkty zwrotne, takie znaki „STOP” i powodowały wielkie zmiany – dla mnie były to zdecydowanie rewolucje w stylu „zaczynam nowe życie”.  Gdybym jednak miała dziś uczynić rachunek sumienia i podjąć decyzję, czy cofam się, coś zmieniam, czegoś żałuję, idę inną drogą.. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Jestem pewna, że nawet gdybym poszła inna drogą, wcześniej czy później doświadczyłabym spraw, które dla mnie przewidziano. Jeśli mi faktycznie doskwiera coś z przeszłości, staram się rehabilitować teraz.

Matylda aby zyskać, musi stracić - czy jest coś czego nie potrafiłaby Pani poświęcić dla spełnienia swoich marzeń?

Na pewno nie poświęciłabym rodziny i przyjaciół. Nie umiałabym się cieszyć z osiągniętego celu w samotności, a poza tym moja rodzina i przyjaciele, relacje z nimi – to też w pewnym sensie jakieś marzenie, które cały czas spełniam. Są rzeczy, które sprawiają mi radość, dają przyjemność, satysfakcję.. ale są też i priorytety. Dla spełnienia swoich marzeń nie umiałabym też wyrzec się wartości, którymi kieruję się w życiu. Gdyby ktoś zaproponował mi sposób nie do końca „legalny” lub opierający się na zasadach, których nie pochwalam, nie zdecydowałabym się. Nie dążę po trupach do celu.

Barbara Pawlik 

Jak długo powstawała książka „Drugie życie Matyldy” i skąd pomysł na taka książkę ?

„Drugie życie Matyldy” powstawało przez pół roku. Pewnie nie będę oryginalna kiedy przyznam się, że inspiracją do napisania tej książki było samo życie. Czytelnicy pewnie złapią się za głowę po lekturze i zapytają „jak to możliwe?” Od razu dementuję nie jest to niczyja biografia, ani tym bardziej autobiografia, natomiast prawdą jest, że kilka wątków nie jest w stu procentach zmyślonych. Ze mną jest tak, że najpierw odczuwam emocje jakie chciałabym przekazać, a potem ubieram je w konkretne zdarzenia. Dlatego też być może kilka pomysłów siedzi jeszcze w szufladzie..

Grażyna Gutowska 

Gdyby na podstawie książki powstał film to która z polskich aktorek mogłaby zagrać rolę Matyldy ? Jaką muzykę wybrałaby Pani jako podkład?

Takie pytania mocno oddziałują na moją wyobraźnię J Co do aktorki bezapelacyjnie byłaby to Agnieszka Grochowska, którą po prostu uwielbiam. Muzyka na pewno polska, bardzo nastrojowa, mimo że prywatnie preferuję mocniejsze, cięższe granie. Wiadomo trendy, moda, gusty się zmieniają, muzycy serwują nam wciąż to nowe hity. Kilka dni temu usłyszałam w radiu najnowszą piosenkę Janka Borysewicza „Na drugi raz” i doznałam olśnienia, że to byłaby idealna nuta przewodnia dla „Drugiego życia Matyldy”. A może moja zaprzyjaźniona legnicka kapela Miasto Gniewu zgodziłaby się napisać jakiś podkład. Chłopaki są fantastyczni w tym co robią.

Lidia Derdzińska

Co musi się zdarzyć by Pani poczuła potrzebę przelania na papier danej historii, czy są to zasłyszane rozmowy ,czy własne przeżycia.

To są sprawy, których nie potrafię do końca zdefiniować. Prawdą jest, że największy zryw pisarki mam wtedy, kiedy siedzą we mnie jakieś emocje. Po powrocie z urlopu rozpiera mnie energia, radość, wolność, swoboda i wtedy piszę coś lekkiego, wesołego, pokrzepiającego.. Potem przychodzi jesień, nostalgia i klimat w głowie się zmienia. Czasem długo nie piszę, bo blokują mnie jakieś sprawy prywatne, a potem te emocje nawarstwiają się i muszą znaleźć swoje ujście. Czy jeśli główny bohater jest sfrustrowany to znaczy, że autor był sfrustrowany? Nie, ale na pewno pokazuje to, że w jego życiu coś się działo, miał jakieś dylematy, zawahania, lęki.. Ja nie umiałabym chyba pisać smutnej powiastki, w chwili gdy w sercu maj i radość.. Pisanie to jest taka trochę autobiografia duszy..

Daria Przychodzeń 

Jakich Pani uczyła się języków obcych?

W podstawówce, przez siedem lat uczyłam się języka francuskiego. W liceum był niemiecki i angielski, z angielskiego zdawałam pisemną maturę. Na studiach był angielski, a do pracy przyjeżdżał lektor niemieckiego. 

Gdzie Pani studiowała i na jakim kierunku?

Ukończyłam Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Legnicy na kierunku Zarządzanie Inżynierskie, specjalność logistyka. Tam zdobyłam tytuł inżyniera. Później kontynuowałam edukację na Politechnice Wrocławskiej na kierunku Zarządzanie i Marketing, specjalność zarządzanie logistyką. Tym sposobem uzupełniłam tytuł inżyniera przedrostkiem mgr.

Marcin Kannenberg

 Poproszę o wskazanie jednej jedynej rzeczy, bez której nie wyobraża sobie Pani dnia codziennego. Pytanie dotyczy czegoś w czym odnajduje Pani moc sprawczą swojego działania i pracy twórczej. Nie może to być jednostka ludzka. :) 

Jakkolwiek to zabrzmi i zostanie zinterpretowane powiem – modlitwa. Nie jestem żadnym wzorem cnót, do ideału chrześcijanina też mi raczej daleko, ale modlitwa jest faktycznie takim elementem stałym dnia codziennego, a wiara umacnia mnie  i prowadzi przez życie.

 Czy zastanawiała się Pani kiedyś nad tym jak znaczący wpływ Pani twórczość wywiera na jej odbiorców. Czyli inaczej mówiąc, czy zdarzyło się Pani że książka Pani autorstwa stała się motorem do działania dla drugiego człowieka? Być może ktoś za sprawą lektury którejś z książek Pani autorstwa postanowił przewartościować swoje życie? 

Do tej pory nie spotkałam się z taką sytuacją, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Doświadczyłam za to czegoś innego. Spotkałam na swojej drodze kilka osób, które również mają swoje jakieś pasje artystyczne i które po spotkaniu ze mną i przekonaniu się, jak same twierdzą, że jestem takim samym zwykłym człowiekiem jak oni.. zdecydowali się te swoje pasje pokazać światu. Odważyli się zawalczyć o swoje marzenia.

Jeżeli zaś chodzi o oddziaływanie książki na życie ludzkie jestem w trakcie realizacji charytatywnego projektu o nazwie NIE BÓJ SIĘ POMAGAĆ – dzieje się obok nas. Jest to książka będąca zbiorem wywiadów z osobami działającymi społecznie w różnych organizacjach pomocowych na terenie mojego miasta, miast sąsiadujących i okolic. Zgodnie z zamierzeniami ma ona zostać bezpłatnie dostarczona do placówek oświatowych, bibliotek, domów kultury, ognisk młodzieżowych i innych miejsc. Celem jest właśnie pobudzenie ludzi do zmian, do przewartościowania życia, do większej wrażliwości na drugiego człowieka.

Jagoda Gindera 

Czy ma Pani swojego ulubionego pisarza/pisarkę? Jakie książki królują na Pani regale? :) 

Musiałabym sięgnąć do początków mojej „kariery” czytelniczej. W młodości przeczytałam chyba wszystkie książki Lucy Maud Mongomery, Krystyny Siesickiej i Małgorzaty Musierowicz. Bardzo lubię też Joanne Chmielewską. Ostatnio zaczytuję się w Remigiuszu Mrozie i Katarzynie Bondzie. Ogólnie jestem bardzo otwarta na literaturę polską. Czytam około 3-4 książki w miesiącu. Lubię kryminały, obyczajówki, ale też literaturę faktu czy biografie. Jeśli chodzi o regał to ostatnimi czasy jest to głównie regał wirtualny. Sporo z moich książek w momencie przeprowadzki podarowałam bibliotece. Często też przeczytane książki przekazuję na różne licytacje charytatywne. W wersji papierowej na mojej półce zdecydowanie królują książki kucharskie,  wśród nich prym wiedzie „Kuchnia Polska” z 1988 roku, którą dostałam od mamy w posagu. Jedną z moich ulubionych książek jest też „Księga rekordów Guinessa”, którą dostałam w prezencie. Niezwykle mnie fascynuje.

Jakie cechy charakteru przydają się w pracy pisarza? :)

Gadatliwość, umiejętność nawiązywania kontaktów, otwartość, dociekliwość, rozbudowana wyobraźnia, spostrzegawczość, umiejętność myślenia abstrakcyjnego, ale też determinacja i anielska cierpliwość. Duże znaczenie ma też dystans, nie można dać się zwariować.

Edyta Chmura 

W książkach prawda miesza się z fikcją i to od autora zależy, co osiągnie przewagę. Nawet jeśli nie opisuje się własnych doświadczeń, wzorem bohatera nie jest ktoś nam znany, to i tak w pewnym stopniu przelewa się na papier swoje przemyślenia, poglądy, obserwacje. Jak dużo siebie przekazuje Pani czytelnikom w swoich powieściach?

Naprawdę bardzo dużo. Szczerze, czasami zastanawiam się czy to nie podchodzi pod jakiś duchowy ekshibicjonizm. Nie chciałabym żeby czytelnicy zaraz doszukiwali się analogii pomiędzy treścią książek, a moim życiem osobistym, bo tak jak autorka pytania słusznie zauważyła, i ja potwierdzam, nie są to żadne biografie czy autobiografie. Emocje są jednak jak najbardziej prawdziwe. Jeżeli coś mnie w życiu boli, uwiera to mój bohater w książce doświadczy takich sytuacji, które wywołają u niego właśnie takie emocje. Czytelnicy muszą jednak wziąć pod uwagę, że proces wydawniczy książki trwa pół roku, czasem dłużej.. dlatego w momencie ukazania się książki autor może być już w zupełnie innym nastroju duchowym.. Czasami zarzuca mi się, że „kreuję się” na wesołą optymistkę, a w książce piszę o ludzkich dramatach.. Prawda jest taka, że po wylaniu na papier odczuwa się po prostu ulgę.. To jest jak wygadanie się przyjaciółce przy kawie.

Pani motto życiowe brzmi: Piszę, więc jestem! Jak zatem wyobraża sobie Pani swój dzień bez myślenia o fabule, spisywania ulotnych pomysłów czy wytrwałego klikania w klawiaturę?


Dni, kiedy piszę lub nie piszę układają się mniej więcej proporcjonalnie. To jest naturalne, chociaż moje reakcje są różne w zależności czy stan taki jest zaplanowany, czy nie i czy jakaś historia uwiera mnie aktualnie w głowie i domaga się wylania na papier. Zdecydowanie gorzej jest z tym nie myśleniem o historii, o fabule, o bohaterach.. Bardzo często jest tak, że gotuję, sprzątam czy siedzę z dziećmi w kolejce do lekarza, a tak naprawdę jestem nieobecna. Dużo czasu spędzam a aucie, ponieważ mieszkam w miejscu, z którego niestety do większości miejsc trzeba po prostu dojechać. Podczas jazdy obowiązkowo przygrywa mi radio, a im bardziej nastrojowa muzyka, tym większą ochotę mam włączyć dyktafon w telefonie i nagrać chociaż parę zdań do książki. To absolutnie nie jest tak, że gdy spotykam się z koleżanką to przytakuje, kiedy ona mi coś opowiada, ale tak naprawdę wcale jej nie słucham. Nie jest też tak, że słucham jej uważnie, a w głowie mam niecny plan wykorzystania jej zwierzeń w książce.  Ja myślę, że w wielu zawodach jest tak, że nawet po wyjściu z pracy mamy gdzieś z tyłu głowy sprawy zawodowe. Zwłaszcza jeśli zawodowo robimy to, co naprawdę lubimy, co daje nam satysfakcję. I z pisaniem też tak jest.   Kiedy piszę, skupiam się na pisaniu, kiedy nie piszę – też zdarza mi się o tym myśleć. Analogicznie w trakcie pisania też zdarza mi się, że na chwilę się rozpraszam, bo nagle przypomni mi się np. „Ooo, syn jutro ma być w szkole na galowo. Muszę wyprasować koszulę”.. Zapisuję sobie przypomnienie i wracam do pisania. 

Dziękujemy za tyle ciekawych pytań, a Autorce za poświęcenie czasu, by odpowiedzieć na każde z nich.