piątek, 31 marca 2017

Zły Romeo - Leisa Rayven

Za każdym razem, gdy sięgam po kolejną powieść New Adult, jestem przekonana, że na ten temat zostało napisane już wszystko i autor nie jest w stanie niczym mnie zaskoczyć. Jednak nie zawsze mam rację, a historia, która na początku wydaje się jedną z wielu, zaskakuje mnie swoją treścią. Takim zaskoczeniem był dla mnie „Zły Romeo” Leisy Rayven. Autorka stworzyła piękną, trudną i bolesną historię o miłości, która od samego początku nie miała szans na szczęśliwe zakończenie. Ta powieść to New Adult z wiosennym powiewem świeżości, zaskakująca i chwytająca za serce. Zapraszam na recenzję.

„Nie da się odnaleźć miłości tam, gdzie jej nie ma, ani ukryć jej tam, gdzie naprawdę istnieje.”

Cassie to jedynaczka, ukochana córeczka swoich rodziców. Całe życie próbowała ich zadowolić i zawsze robiła to, czego od niej oczekiwano. Tylko raz postawiła na swoim – złożyła podanie do najbardziej prestiżowej szkoły aktorskiej w kraju, opuściła dom i postanowiła spełniać marzenia. Podczas egzaminów poznała Ethana, który już trzeci raz próbował dostać się do szkoły. Ethan to samotnik, chłopak z problemami, który przez wszystkich traktowany był jak typowy bad boy. Tę dwójkę momentalnie połączyła zadziwiająca chemia i przyciąganie. Ich instruktorka postanowiła to wykorzystać i oboje dostali główne role w sztuce teatralnej „Romeo i Julia”. W tym momencie ich życie zmieniło się diametralnie. Pomiędzy nimi zrodziło się uczucie, które niestety tak jak w Szekspirowskiej sztuce skończyło się źle. Po latach kolejny raz spotykają się na teatralnych deskach. Ethan z zamiarem odzyskania miłości swojego życia, a Cassie z obawami, że jej serce tego nie zniesie, bo choć nienawidzi Holta, to wie, że jej serce nigdy o nim nie zapomniało. Czy mają jeszcze szansę? Czy „Julia” potrafi wybaczyć wszystkie złe decyzje swojemu „Romeowi”? Przekonajcie się sami.

„Kiedy cię przy mnie nie było, czułem się jak duch. Byłem nim. A teraz chcę znów być żywym człowiekiem.”

Czasami spotykamy na swojej drodze książki, które nawet kilka dni po skończonej lekturze nie chcą opuścić myśli i cały czas się do nich wraca. Taką powieścią jest właśnie „Zły Romeo”, powieścią, która rozgościła się w mojej głowie i nawet czytanie innej książki nie pozwala mi się uwolnić od tej historii. Szczerze, chyba nawet tego nie chcę, bo takie książki zasługują na to, by zostawać w pamięci. Autorka stworzyła niebanalną historię o trudnej, ale pięknej miłości, dwójki młodych osób. I może powiecie, że takich książek jest już wiele, ale ja się z Wami nie zgodzę, bo ta opowieść jest inna i jak dla mnie zdecydowanie wyjątkowa. Leisa Rayven uświadamia czytelnikowi, jak ogromny wpływ ma na nasze życie ma przeszłość i jak nietrafione wybory potrafią zniszczyć życie. Widzimy jak później ciężko odzyskać zaufanie i zasłużyć na kolejną szansę.

Akcja książki toczy się dwutorowo, poznajemy przeszłość i teraźniejszość bohaterów i tej przeszłości jest zdecydowanie więcej. Przyznam szczerze, że nie zawsze lubię, gdy w książce pojawia się zbyt dużo retrospekcji, ale tutaj nie czułam przesytu, gdyż historia tej dwójki od momentu ich poznania jest fascynująca i chyba mogłabym czytać ją bez końca.

Na uwagę zasługują bohaterowie, przede wszystkim Ethan. Chłopak ze złą reputacją, trudny, złożony, problematyczny i obdarzony bagażem doświadczeń. Ethan otoczył się murem i nie dopuszczał do siebie nikogo, ale wszystko się zmieniło, gdy poznał Cassie, dziewczynę, która każdego dnia kruszyła mur otaczający jego serce. Cassie to dziewczyna, która chciała, żeby wszyscy ją lubili i wszystkim chciała się przypodobać. Ethan uświadomił jej, że jest wyjątkowa, wtedy gdy jest sobą. Autorka stworzyła niezwykle naturalnych i prawdziwych bohaterów, a sam Ethan skradł kawałek mojego serca, bo nawet wtedy, gdy zachowywał się jak dupek, nie potrafiłam mu się oprzeć. Po latach oboje się zmieniają. Czy na lepsze, czy na gorsze, tego już Wam nie zdradzę.

„Zły Romeo” to powieść pikantna, pobudzająca wyobraźnię, a nie ma w niej prawie w ogóle scen seksu (nie liczę scen markowanych, które pojawiają się w sztuce). Książka pełna humoru, który momentami rozbawia do łez. Pojawiają się także wulgaryzmy, ale w moim odczuciu nie zniesmaczają, a jedynie dodają czasami komizmu sytuacjom. Więc choć, jest to historia, która niewątpliwie chwyta za serce, to jest dużo momentów zabawnych, które potrafią rozładować ciężką atmosferę.

Powieść ta to spektakl dla duszy, ciała, serca oraz umysłu.

Gorąco polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję




niedziela, 26 marca 2017

Carpe diem - Diane Rose (NASZ PATRONAT MEDIALNY - PRZEDPREMIEROWO)

Zacznę nietypowo, bo od tego, że czekałam na wydanie tej książki naprawdę dobrych kilka(naście) miesięcy. Doskonale pamiętam dzień w którym Diana napisała do mnie i w tajemnicy zdradziła, że ma szansę wydać swoją pierwszą powieść. Kibicowałam jej w tym od samego początku, czytałam fragmenty, miałam zaszczyt doradzać w wyborze okładki i razem z Dianą przeżywałam cały proces wydawniczy. Może dlatego czuję się trochę jak matka chrzestna Carpe diem i nie pozostaje mi nic innego, jak serdecznie zaprosić Was na moją opinię na temat powieści, która od samego początku skradła moje serce. 

Rosalie Heart to młoda kobieta, której zostało jedynie 600 dni życia. Nasza bohaterka nie jest jednak typem osoby, który użala się nad sobą, a wręcz z sarkazmem i dystansem podchodzi do swojej choroby. Dziewczyna nie planuje dalekiej przyszłości, bo doskonale wie, że najpewniej jej nie doczeka. Jej chore serce jest przeszkodą, by mogła korzystać z życia tak jakby chciała, ale pewnego dnia na jej drodze pojawia się czarujący i przystojny lekarz o imieniu Daniel i... wszystko się zmienia. 

I żeby Was to nie zmyliło, bo Carpe Diem to nie jest przesłodzony romans z happy endem. Carpe diem to powieść z przesłaniem, pełna mądrych życiowych prawd oraz ukazująca, jak wielka i ważna jest siła miłości, braterstwa i przyjaźni. Autorka bardzo pięknie opisała nie tylko rodzące się między głównymi bohaterami uczucie, ale także relacją Rosalie z jej bratem Jamesem, który jest postacią bardzo pogodną, ma boskie poczucie humoru i cały czas wspierał naszą bohaterkę oraz motywował ją do działania. Ja przeżywałam wszystko co dzieło się w powieści, a pod koniec tak płakałam, że miałam ochotę zamordować Dianę za to co mi zrobiła. I dokładnie tak jej napisałam chwilę po tym, jak skończyłam czytać, a było to koło czwartej nad ranem, a ja z emocji nie mogłam zasnąć. To doskonały dowód na to, że ta historia żyła we mnie i nadal tak jest, bo w myślach układam sobie dalsze scenariusze i nawet pytałam Dianę czy planuje drugą część, ale napisała mi, że niestety nie. Takie jest jednak prawo autora i ja serdecznie gratuluję Dianie za to, że stworzyła tak niezwykłą i wciągającą powieść, która wywarła na mnie ogromnie wrażenie oraz wywołała we mnie cały wachlarz tych najlepszych emocji, jakie możemy przeżywać podczas czytania. 

Język i styl autorki jest naprawdę dobry, ale niczego innego się nie spodziewałam, bo czytam teksty Diany i wiem, że są one świetnie. Wyjaśnię, że Diana jest także (a może przede wszystkim) blogerką, a nasza znajomość zaczęła się właśnie w taki sposób. Ja ogromnie cenię sobie jej zdanie i fajnie było zamienić się miejscami, a to, że miałam przyjemność czytać książkę przedpremierowo i co więcej, napisać do niej rekomendację i objąć patronatem medialnym, to dla mnie największe wyróżnienie. 


Dodam jeszcze, że w Carpe diem najbardziej podobało mi się to, w jaki sposób Diana poruszyła problem walki z chorobą. Zrobiła to w sposób naprawdę budujący i pokazujący, że warto walczyć i wierzyć w to, że wszystko może się wydarzyć, zmienić, że może stać się cud, bo cuda naprawdę się zdarzają. I tego musimy się trzymać! 

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po debiutancką powieść Diane Rose, której premiera odbędzie się już 6 kwietnia.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Videograf. 

sobota, 25 marca 2017

Róża - Agnieszka Opolska

„Są dni kiedy czujesz, jak niebo spada ci na głowę, bo ktoś cię bardzo zranił. Pragniesz znaleźć się jak najdalej, odszukać sens, zacząć od nowa. Tylko jak zacząć od nowa?”

Życie Róży (Karoliny) od najmłodszych lat nie należało do udanych. Najpierw śmierć matki, później ojca, po której trafiła do rodziny zastępczej i z której później zabrał ją Filip, brat jej ojca, zapalony podróżnik. Róża zawsze czuła się samotna i porzucana przez najbliższe jej osoby, więc kiedy poznała Daniela, liczyła, że jej życie się odmieni, będzie miała cudownego męża i dzieci. Marzenie o małżeństwie się spełniło, jednak cały czas brakowało ukochanego dziecka, którego nie chciał Daniel, tłumacząc to tym, że o dziecko postarają się, kiedy staną finansowo na nogi. Jednak niespodziewanie Daniel zaczął odsuwać się od żony i może wszystko zostałoby tak jak, jest, gdyby Róża nie odkryła jego tajemnicy. Choroba wujka i tajemnica męża zmusiły Różę do podjęcia trudnej życiowej decyzji. Decyzji, która odmieniła życie wszystkich bohaterów. W głowie kobiety zrodził się plan, który bardzo szybko wprowadziła w życie. Nie oglądając się za siebie odeszła i wyjechała do Lille we Francji, gdzie zatrzymała się w schronisku dla bezdomnych, które prowadził przyjaciel jej wujka – Christopher. Czy to właśnie tam odszuka swoje szczęście? Czy małżeństwo uda się uratować? Czy Róża odnajdzie samą siebie? Przekonajcie się sami.

„[...] Trzeba puścić to, co się kocha i czekać, aż do ciebie wróci [...]”

„Agnieszka Opolska to socjolożka, malarka, pisarka. Urodziła się w 1982 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po studiach zamieszkała w Lille, gdzie pracowała w domu dla bezdomnych Magdala. Przez ponad 12 lat związana z Tarnowem i Krakowem. Studiowała grafikę na ASP w Krakowie. Obecnie wraz z rodziną przebywa w Wielkiej Brytanii. Prowadzi własne przedszkole. Jest autorką powieści Anna May, która zdobyła pierwsze miejsce w konkursie Literacki Debiut Roku 2015.”

Żałuję, że dopiero teraz spotkałam się twórczością Agnieszki Opolskiej, bo to autorka, której książki powinien przeczytać każdy, bez wyjątku. Na mojej półce od roku stoi jej debiut autorski, czyli „Anna May” i teraz wiem, że jak najszybciej muszę przeczytać tę książkę. Przyznam także całkiem szczerze, że „Róża” to jedna z lepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam.

„Róża” to wspaniała powieść obyczajowa. Powieść piękna, smutna, pełna bólu, ale także dająca nadzieję. Agnieszka Opolska w przepiękny i naturalny sposób obnaża ludzkie słabości, ujawnia skrywane tajemnice i odsłania dusze swoich bohaterów. Powieść wciąga już od pierwszej strony i z zapartym tchem śledzimy losy Róży i osób, które pojawiają się na jej drodze. Autorka stworzyła bardzo emocjonującą historię, od której nie sposób się oderwać. Sama spędziłam przy niej kilka fantastycznych godzin i w tym czasie nie liczyło się dla mnie nic ani nikt. Nie ma w niej grama przewidywalności i na każdej stronie jesteśmy zaskakiwani wydarzeniami i poczynaniami różnych bohaterów. Przy lekturze tej powieści nie będziecie się śmiać, za to gwarantuję Wam, że nieraz wzruszenie ściśnie Wasze gardła. Jest to powieść bardzo refleksyjna, zmuszająca do myślenia o własnym życiu, własnych wyborach i osobach, które nas otaczają. Książka bardzo prawdziwa i życiowa, bo choć to fikcja literacka, to wokół nas jest pełno takich osób jak Róża, Christopher, czy Theo, każdy z własnym bagażem doświadczeń, marzeniami i pragnieniami.

Autorka stworzyła plejadę prawdziwych bohaterów, bo choć książka przede wszystkim dotyczy Róży, to autorka poświęciła dużo czasu każdej z postaci. Każdy z nich ma swoją wyjątkową historię, która wzrusza i momentami chwyta za serce. Każdy z nich zasługuję na uwagę, ale nie będę ich wszystkich opisywać, bo zajęłoby mi to wiele czasu. Myślę, że lepiej będzie, jak sami ich wszystkich poznacie i wyrobicie sobie o nich własne zdanie. Niewątpliwie każdy z nich jest inny, ale łączy ich wiele, potrzeba miłości, akceptacji i każdy z nich pragnie uwagi drugiego człowieka.

Naprawdę widać, że Agnieszka Opolska włożyła wiele pracy i serca w swoją powieść. Wszystko w niej jest dopracowane, a nawet dopieszczone w najdrobniejszym szczególe Na uwagę zasługuje piękna, przykuwająca wzrok okładka, pomiędzy którą znajduję się cudownie napisana powieść, w której znajdziemy wiele szkiców, które zapewne są dziełem autorki. Agnieszko, należą ci się ogromne brawa, bo książka ta, to kawał dobrej roboty i możesz być pewna, że zdobyłaś nową fankę i przeczytam wszystko, co wyjdzie spod twego pióra.

„Róża” to niewątpliwie oryginalna i niebanalna powieść. Autorka porusza w niej wiele trudnych tematów tj. bezdomność, alkoholizm, śmierć, brak zaufania, czy zdrada i wszystko to zostało bardzo precyzyjnie opisane, wywołując w czytelniku smutek, żal a czasami nawet i łzy. Książka bardzo prawdziwa, zmuszająca do wielu refleksji i zawierająca niejeden wartościowy przekaz. Historia Róży nie jest wesołą opowiastką jakich wiele. Tylko, czy życie zawsze maluje się w różowych kolorach? To historia o samotności, pragnieniu bycia kochanym, o stracie bliskich osób, poświęceniu i nowym starcie, który nie zawsze jest łatwy i bezbolesny. To naprawdę taka prawdziwa historia, która mogłaby spotkać każdego z nas.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.

piątek, 24 marca 2017

Biała - Dominika Olbrych

„Biała” to debiut literacki Dominiki Olbrych. Przyznam szczerze, że z ogromną przyjemnością zabieram się za czytanie debiutów naszych rodaków, choć nie zawsze jestem z nich zadowolona. Jak było tym razem? Czy Dominika napisała kawał dobrego fantasty? Czy może to kolejna książka, o której szybko zapomnę? Zapraszam na recenzję.

Helias, to kraina mieszcząca się pomiędzy dwoma wymiarami, która na nieszczęście jej mieszkańców wpada w ręce Rejgasa. Rejgas i jego armie Złych terroryzują mieszkańców, sieją śmierć i spustoszenie. Wybawieniem dla ludności tego świata jest Wybraniec, który jako jedyny ma szansę, by pokonać armię Zła. Jednak nie jest on w stanie zrobić tego sam i by dać sobie czas, planuję intrygę, która zmienia życie Simi. Dziewczyna, która z tym wszystkim nie powinna mieć nic wspólnego, zostaje rzucona w sam środek wydarzeń i to od niej będzie zależało, czy plan Wybrańca będzie miał szansę na powodzenie.

„Dominika Olbrych – dwukrotnie wygrała ogólnopolski konkurs literacki Gai Kołodziej SCRIBO ERGO SUM, fascynuje ją muzyka klasyczna i filmowa oraz języki obce. „Biała” to pierwszy tom sagi o mieszkańcach Heliasu.”

„Biała” to młodzieżowa powieść fantasty, która może również zainteresować starszych czytelników, takich jak np. ja. ;) Dominika Olbrych w swojej książce stworzyła świat (Helias), który bardzo minimalistycznie został przez nią przedstawiony, dla mnie nie jest to problemem, gdyż wtedy moja wyobraźnia szaleje i to, co nie zostało napisane, rodzi się w mojej głowie. Jednak zdaję sobie sprawę, że niektórzy czytelnicy mogą mieć pod tym względem zastrzeżenia, za zbyt ogólne potraktowanie tematu. Autorka poprowadziła bardzo dobrze wątek wojny, która toczy się pomiędzy ludem Heliasu, a Rajgasem i jego armią Złych. Konflikt między nimi jest bardzo wiarygodny i na całe szczęście nic nie zostało na siłę naciągane, a sama autorka w odpowiednich momentach potrafiła wprowadzić napięcie i przyspieszyć akcję.

W powieści pojawia się także wątek miłosny, który w moim odczuciu został ciekawie poprowadzony i choć nie jest on na pierwszym planie, to na pewno jest bardzo ważny. Ros, przyjaciel Simi z dzieciństwa, który przed laty bronił ją przed ojcem, teraz jest strażnikiem i w tym trudnym czasie zostaje jej opiekunem. Oboje wiedzą, że uczucie, które połączyło ich jako dzieci, przetrwało lata. Jednak Simia nie może wybaczyć mu tego, że ją porzucił i boi się kolejnego odrzucenia, a poza tym Ros jako strażnik nie może się z nikim wiązać. Bardzo spodobała mi się postać Rosa i bardzo go polubiłam, gdyż to ciepły i cierpliwy młody mężczyzna. Natomiast Simia swoim zachowaniem momentami doprowadzała mnie na skraj irytacji. Mimo swoich dwudziestu lat bardzo często zachowywała się jak dziecko i nieraz miałam ochotę nią potrząsnąć. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach tej sagi, Simia stanie się bardziej dojrzała i zmieni się jej zachowanie. Na uwagę zasługuje także postać Wybrańca, czyli Fala, która chyba najbardziej mnie intrygował i jestem ciekawa, jak dalej autorka poprowadzi jego wątek.

Jednak mam też jedno zastrzeżenie. Moim zdaniem autorka na jednych wątkach skupiła się zbyt mocno, a inne zostały potraktowane pobieżnie i coś, co zaczynało mnie zaciekawiać, nie satysfakcjonowało mnie do końca, gdyż w pewnym momencie temat się urywał. Może to tylko moje odczucie, ale coś mi tu nie zagrało.

Mimo małych niedociągnięć książka mi się podobała, a zakończenie przyjemnie mnie zaskoczyło i teraz niecierpliwie będę wyczekiwała kolejnego tomu.

Jeżeli lubicie książki fantasty, to warto zapoznać się z tą historią, gdyż Dominika Olbrych naprawdę ma duży potencjał i szczerze wierzę, że w jej kolejnej książce już do niczego nie będę mogła się przyczepić.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

wtorek, 21 marca 2017

Magdalena Bieniek - Oddział dzienny

Zawsze, gdy słyszy się słowa "Oddział dzienny", pierwsze co przychodzi nam na myśl to Szpital Psychiatryczny. Gdybyśmy poszli dalej tym tokiem myślenia, zapewne dojdziemy w końcu  do choroby psychicznej. Dużo osób myśli, że do tego szpitala, trafiają tylko osoby chore psychicznie. A jak jest naprawdę? Jak naprawdę wygląda oddział dzienny w takich szpitalach?
Książka Magdaleny Bieniek, idealnie przybliża nam ten temat.

"... Niezręczne było mówienie o swej niepewności, ale jednocześnie pocieszające, że nie jest się w tej sytuacji samemu..."


"Oddział dzienny" to książka, w formie pamiętnika, opisująca 12 tygodni z życia i uczestnictwa na oddziale, która zawiera wiele zdjęć z różnych ćwiczeń plastycznych, oraz opisami i przemyśleniami Pani Magdaleny.
Książka jest napisana bardzo prostym językiem. Historia jest bardzo prawdziwa, zmuszająca do wielu refleksji nad  sobą i własnym życiem. Czytając, odnosi się wrażenie, jakby poznawało się od nowa prawdę o życiu..

W książce pojawia się wiele postaci, ale nie będę ich tutaj opisywać - pozostawię Wam poznawanie każdej dziewczyny z osobna. Dodam tylko, że każda osoba pojawiająca się w książce,  wzbudzała we mnie bardzo różne reakcje. Osobiście bardzo wczułam się w tę książkę, tak bardzo, że postanowiłam troszkę iść tokiem myślenia każdej z bohaterek.

Co mi się bardzo spodobało, to, to, że praktycznie każde opisywane ćwiczenie plastyczne, które odbywały się na zajęciach, były przedstawione na fotografiach. Wiem, to takie niby mało znaczące, a jednak cieszy. Był to miły przerywnik, pomiędzy większymi dawkami emocji.

Polecam, polecam, polecam. Książka dała mi zupełnie inny obraz oddziału dziennego w szpitalu psychiatrycznym i teraz zdaje sobie sprawę z tego, jak mylne miałam założenie o tym, co tam się dzieje. Mam nadzieje, że i Wam książka przypadnie do gustu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

poniedziałek, 20 marca 2017

Nakarm mnie - Julita Strzebecka (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Czasami zastanawiam się, jak daleko mogą posunąć się ludzie, by spełnić swoje fantazje, potrzeby i zachcianki. Na całym świecie znane są przeróżne fetysze i odchylenia od normy, a ja jakoś specjalnie się tym nie interesowałam, ale gdy dostałam propozycję zrecenzowania debiutanckiej powieści Julity Strzebeckiej pt. "Nakarm mnie" bardzo zaintrygował mnie sam tytuł, a opis książki podsycił mój "apetyt" na tę powieść. Sama całe życie jestem "na diecie" i jak każda kobieta mam kompleksy i narzekam, że coś chciałabym zmienić. I wiecie co? Debiut Pani Julity dał mi do myślenia, a ja długo nie zapomnę o "Nakarm mnie".

Nasza główna bohaterka Joanna jest grubaską. Po rozwodzie przestała zwracać uwagę na to co i ile je, a smutki i stresy zajada fast foodami i niezdrowym jedzeniem. Kobieta jest wysoko postawionym dyrektorem finansowym, więc materialnie radzi sobie świetnie, ale doskonale widzi, że tyje, a jej ciało zaczyna buntować się przed nadmiarem tłuszczów i cukrów, jednak nie potrafi się opanować. Objada się i traci nad tym kontrolę, a tym samym wpędza się w jeszcze większe kompleksy, nie akceptuje swojego "nowego" ciała. Pogarszający się stan zdrowia zmusza ją jednak do podjęcia walki i może się wydawać, że lekarz specjalista to dobry wybór, ale w tym przypadku spotkanie z Wiktorem, lekarzem bariatrą, okazuje się dla niej zgubne. Dlaczego? Bowiem Wiktor jest oszustem, który swoją specjalizację wykorzystuje do tego, by poznawać otyłe kobiety i... dalej je tuczyć. Takie osoby fachowo nazywa się feedersami, tuczycielami, dokarmiaczami. Joanna staje się jego ofiarą, czuje się bezpieczna i  zaczyna odzyskiwać wiarę w siebie, bo Wiktor upewnia ją w tym, że kocha jej ciało, każdą fałdę i rozstęp, że każdy dodatkowy kilogram to skarb. Brzmi szokująco? Uwierzcie mi, że takie właśnie jest! Jak ostatecznie skończyła się te historia? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale zachęcam do sięgnięcia po tę powieść, która porusza tak kontrowersyjny i trudny temat jakim jest relacja z człowiekiem, którego interesuje tylko otyłe ciało, który obdarza kogoś fałszywą miłością, by spełniać swoje chore fantazje i zachcianki. 

Ciekawość, złość, szok - to trzy słowa, które przychodzą mi do głowy, gdy myślę o tej książce. Pani Julita pokazała nam, jak trudna jest walka z nałogiem, a jednocześnie jak łatwo się w niego wpędzić. Szukanie pomocy u specjalisty wydaje się być dobrym rozwiązaniem, ale w tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Szczerze, to nie jestem w stanie pojąć rozumowania Wiktora. Dla mnie to chory i obrzydliwy człowiek. Z drugiej jednak strony trochę rozumiem Joannę, bo każdy chce być akceptowany i kochany. Uzależnienie od drugiej osoby, to też bardzo ciężki temat, a tutaj to nierozerwalne połączenie. Tucznik uzależnia od siebie swoją ofiarę, by zaspakajać swoje wypaczone potrzeby. 

Temat takich relacji, to temat rzeka i trudno mi zebrać myśli, bo nadal jestem ogromnie poruszona tą książką. Jestem też zła, że aż tak emocjonalnie zaangażowałam się w tę historię, bo teraz ciągle o niej myślę, a to "wina" autorki, która w naprawdę dobry sposób ukazuje nam tę relację i bez cenzury opisuje szczegóły, które dla mnie są naprawdę szokujące. Pokazuje jak ważna jest relacja z drugim człowiekiem, ale toksyczne związki i wykorzystywanie drugiej osoby, oraz manipulacja mogą mieć katastrofalne skutki. 

Jestem pełna podziwu dla Pani Julity, że odważyła się poruszyć tak kontrowersyjny temat. Dla osoby, która tak jak ja nie interesowała się tego typu fetyszami, to będzie naprawdę duży szok, ale polecam Wam tę powieść ku przestrodze. Mnie skłoniła ona do wielu refleksji, ponieważ nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jak wiele możemy stracić przez uzależnienie. I nie mam tu na myśli jedynie feedersów, a ogólnie problemów z uzależnieniem od "czegoś", "kogoś". Zdrowa relacja z drugim człowiekiem, to jedna z najważniejszych spraw w naszym życiu, ale osoby słabe psychiczne bardzo łatwo mogą paść ofiarą jakiegoś  zwyrodnialca, który poprzez uzależnienie, kłamstwa i manipulacje realizuje swój chory i obrzydliwy plan. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam ten kontrowersyjny, ale naprawdę doskonały debiut Pani Julity, który nasz blog objął patronatem medialnym. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Replika. 

sobota, 18 marca 2017

Ella i Micha. Na zawsze - Jessica Sorensen (PRZEDPREMIEROWO - NASZ PATRONAT MEDIALNY)

„Ella i Micha. Na zawsze” Jessiki Sorensen, to drugi tom cyklu The secret. Bardzo lubię książki tej autorki, więc z wielką przyjemnością podjęłam się napisania recenzji. Poza tym nasz blog objął ją patronatem medialnym, a na skrzydełku książki pojawiła się moja rekomendacja.

Ella wróciła do szkoły i cały czas próbuje skupić się na swoim skomplikowanym życiu i z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Niestety nie jest to takie łatwe, gdyż demony przeszłości cały czas do niej wracają. Chciałaby mieć u swojego boku ukochanego, ale nie chce, by jej problemy przeszkodziły w realizacji jego marzeń. Micha rzucił się wir trasy koncertowej i robi to, o czym od zawsze marzył, jednak cały czas brakuje mu Elli. Nie zdawał sobie sprawy, że rozstanie będzie aż tak trudne, ale wie, że nie może prosić dziewczyny, by rzuciła szkołę i wyruszyła w nim trasę. Setki kilometrów, które ich dzielą, robią swoje i Ella przytłoczona swoją przeszłością i obawiając się przyszłości, próbuje odepchnąć chłopaka od siebie. Nie chce być dla niego kłopotem, gdyż podejrzewa, że może skończyć tak jak jej matka. Czy bolesna przeszłość rozdzieli tę dwójkę młodych bohaterów? Czy może miłość zwycięży i da nadzieję na lepszą przyszłość? Przekonajcie się sami.

„Kocham cię bardziej niż życie, bardziej niż słońce i powietrze.
Jesteś moją duszą , Ello May."

„Ella i Micha. Na zawsze”, to bardzo dobra kontynuacja poprzedniego tomu tego cyklu, a Jessica Sorensen cały czas trzyma poziom i potrafi umiejętnie zaciekawić czytelnika. Ja przepadłam z kretesem, po prostu zatraciłam się w tej historii. Dwa tomy pochłonęłam w dwa dni, gdyż ani na chwilę nie mogłam oderwać się od czytania. To piękna historia miłosna dwójki młodych ludzi, którzy bardzo szybko musieli wkroczyć w dorosłość. Oboje mają bolesną przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć i utrudnia nowy życiowy start. Więc nie nastawiajcie się na cukierkową opowieść jakich wiele na naszym rynku wydawniczym, bo życie bohaterów ma niestety słodko – gorzki smak. Autorka porusza także wiele trudnych życiowych tematów: chorobę psychiczną, samobójstwo, problemy emocjonalne, czy alkoholizm. Wszystko to w połączeniu z miłością głównych bohaterów daje świetną i wciągającą całość.

Niezmienny pozostał styl autorki, który jest lekki i przyjemny w odbiorze, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę szybko. Akcja płynie swoim własnym tempem i cały czas coś się dzieje, a my z zapartym tchem przyglądamy się głównym bohaterom, którzy toczą nierówną walkę z przeszłością. Przyznam szczerze, że niekiedy emocje tak się we mnie gotowały, że miałam ochotę rzucić książkę w kąt z nadzieją, że coś się zmieni i nagle świat, w którym żyją bohaterowie, stanie się idealny i żadne przeciwności losu nie staną na drodze do ich szczęścia.

Narracja jest pierwszoosobowa i naprzemienna, więc raz poznajemy myśli i przemyślenia Elli, a innym razem Michy, co w dużej mierze ułatwia nam zrozumienie ich wyborów oraz postępowań. Myślę, że najbardziej sprawdziło się to w momentach, gdy byli daleko od siebie oraz wtedy gdy Ella dzięki terapii próbowała pogodzić się z przeszłością i zostawić ją za sobą. Razem z nimi można odczuwać targające nimi emocje, które nie zawsze były dobrym doradcą.

Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze, bowiem są oni niezwykle naturalni oraz prawdziwi i nie sposób ich nie polubić. Bardzo łatwo można się z nimi utożsamić, ale to nic dziwnego, przecież większość z nas ma za sobą jakieś bolesne doświadczenia, z którymi radzimy sobie raz lepiej, innym razem gorzej. Na wspomnienie zasługują również postacie drugoplanowe, czyli Lila przyjaciółka Elli oraz Ethan przyjaciel Michy, którzy uczestniczą cały czas w ich życiu. Nikt nie został potraktowany po macoszemu i zostanie w mojej pamięci na długo.

„Ella i Micha. Na zawsze”, to powieść New Adult w najlepszym wydaniu. Jessica Sorensen w magiczny sposób czaruje i wciąga czytelnika w głąb fabuły. To przepiękna historia o dwójce młodych ludzi, którzy bardzo szybko musieli dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Autorka nic nie ułatwia i nie upraszcza, rzucając kolejne kłody pod nogi bohaterów. To ciężka walka z przeszłością, której demony nieustępliwie depczą im po piętach. Przyjaźń, miłość oraz namiętność, są esencją tej cudownej opowieści, która fascynuje, intryguje, bawi, wzrusza i pochłania bez reszty. Ja przepadłam z kretesem, po prostu pochłonął mnie ten emocjonalny rollercoaster, który momentami odbierał mi dech, a serce przestawało bić w piersi. Cudowna, wciągająca i dająca do myślenia, taka właśnie jest ta powieść. Polecam ją z całego serca i jestem pewna, że nawet na chwilę się od niej nie oderwiecie.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Premiera: 20 marca


piątek, 17 marca 2017

Do trzech razy śmierć - Alek Rogoziński

„Do trzech razy śmierć” Alka Rogozińskiego, to pierwszy tom nowego cyklu Róża Krull na tropie. Uwielbiam wszystkie książki Alka, jednak „Do trzech razy śmierć” to mój numer jeden. Książka rozbawiła mnie do łez i cieszę się, że nie czytałam jej w żadnym miejscu publicznym, bo mogłabym zostać wzięta za osobę niespełna rozumu. Myślę, że w domu zostałam tak odebrana, bo dzieci oraz mąż dziwnie na mnie spoglądali, gdy śmiałam się jak wariatka, ale inaczej nie można, bo ta książka bawi na całego. Zapraszam na recenzję.

Róża Krull, autorka powieści kryminalnych, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, który ma się odbyć w dworku pod Krakowem. Róża niechętnie zgadza się na wyjazd i chyba byłoby lepiej, gdyby nie pojechała, bowiem już podczas kolacji zostaje otruta jej koleżanka po piórze i wszystko wskazuje na to, że morderca wciela w życie fabułę jednej z powieści pisarki. Oczywiście Róża postanawia się zabawić w prywatnego detektywa i prowadzi własne śledztwo, w którym pomagają jej: Paweł, który zajmuje się PR-em jej książek, zafascynowany Różą i jej kryminałami boy hotelowy oraz trzy szalone blogerki. Czy to amatorskie grono detektywów dojdzie do tego, kto stoi za morderstwami? Przekonajcie się sami.

„Do trzech razy śmierć” to kolejna świetna komedia kryminalna Alka Rogozińskiego. Uwielbiam wszystkie jego książki, ale chyba przy tej najbardziej się śmiałam (wręcz pokładałam się ze śmiechu) i miała problem z rozszyfrowaniem kryminalnej zagadki. Chociaż w sumie nie jest to takie dziwne, bo Alek zawsze tak namiesza w swoich książkach, że morderca, którego wytypuję na samym początku książki, nigdy nim nie jest. Właśnie to jest najlepsze, bo ciągle jesteśmy zaskakiwani i nigdy nie wiemy, jak dalej potoczy się fabuła. A uwierzcie mi na słowo, że będzie się działo, bo Alek Rogoziński w pięknym stylu potrafi namieszać, namącić i zbijać z tropu.

Dużym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się Betty, którą pewnie większość z Was będzie kojarzyła z dwóch wcześniejszych powieści autora: „Ukochany z piekła rodem” i „Morderstwo na Korfu”. Myślę, że w tej serii Betty zostanie na dłużej.

Muszę także wspomnieć o tym, że jeden bardzo krótki rozdział strasznie mnie wzruszył. Nie wiem Alku, co Ty wymyśliłeś, no ale jak... po prostu w to nie wierzę i mam ochotę Cię zamordować! Może zaczerpnę kilka pomysłów od Kasi z „Jak Cię zabić, kochanie? ;) Tylko w takim wypadku muszę z Tobą zamieszkać. ;)

Niewątpliwie w powieść tą zostało włożone całe serce autora i widać to na każdej stronie, w świetnej fabule, nietuzinkowych bohaterach, we wspaniałym poczuciu humoru i lekkości pióra. W prześmiewczy, lecz nieobraźliwy sposób został nam pokazany literacki światek, który dla niego nie jest niczym obcym i podejrzewam, że czuje się w nim jak ryba w wodzie. I choć pewne sytuacje są lekko przekoloryzowane, to bezsprzecznie jest w nich wiele prawdy. Niektórzy bohaterowie także znajdują odzwierciedlenie w realnym świecie, a ja mam wśród autorów prywatną Kike Lunę ;)

„Do trzech razy śmierć” to powieść, którą tylko i wyłącznie mogę Wam polecić. Alek Rogoziński ma świetne poczucie humoru i jak widać głowę pełną pomysłów, które we wspaniały sposób przelewa na papier. Niecierpliwie czekam na kolejne książki, które mam nadzieję, zostaną wydane jak najszybciej.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi.

środa, 15 marca 2017

Pryncypium - Melissa Darwood

„Jak masz na imię? - słyszymy setki razy w życiu.
Imię towarzyszy nam od narodzin aż po kres naszych dni. Czy jednak mamy świadomość, że imię może nas definiować, wpływać na to, jacy jesteśmy? Czy kierują nami impulsy ciała (Lokum), odruch psychiki (Impus), czy też może tajemnicze, odwieczne Nomen – imię?

Zoltan to bogaty właściciel firmy zajmującej się sprzedażą nieruchomości. Mogłoby się wydawać, że to zwyczajny mężczyzna, jednak tak nie jest. Zoltan jest członkiem starożytnej tajnej organizacji, która stoi na straży praw Pryncypium i strzeże wiedzę o Nominach. Aniela jest młodą, lecz doświadczoną przez los kobietą, która po śmierci ojca wyjechała do miasta, by uratować rodzinne gospodarstwo. Niespodziewanie pewnego dnia na jej drodze stanął Zoltan. W mężczyźnie, który od lat nic nie czuł, Aniela obudziła uczucia, które niestety mogą doprowadzić do tragedii. Dzieli ich wszystko, osobowość, status społeczny, wyznawane wartości i tajemnice, jakie skrywa Zoltan. Jednak łączy ich wspólna historia, która ma już tysiące lat...

„Melissa Darwood to autorka powieści, romantyczka, rozmiłowana w przyrodzie, zwierzętach i książkach. Pochodzi z urokliwego, zalesionego miasteczka w środkowej Polsce. W swojej twórczości posługuje się pseudonimem, aby zatrzeć granicę między fikcją literacką a rzeczywistością. Pisze dla czytelniczek młodych duchem, które poszukują w książkach romantycznych uczuć, intensywnych emocji, bohaterów, którzy na długo pozostają w pamięci i tajemnic ze świata fantastyki."

Na samym początku chciałam podziękować autorce, za to, że napisała do mnie maila i poprosiła mnie o zrecenzowanie swojej powieści. Przyznam szczerze, że wcześniej nie znałam jej twórczości, ale teraz już wiem, że „Pryncypium” to już druga powieść autorki, a niebawem wyjdzie kolejna. Opis książki zaintrygowała mnie już na samym początku, a intuicja podpowiadała mi, że będzie to książka, która na pewno mnie zaskoczy. Nie wiedziałam tylko, czy pozytywnie, czy może negatywnie. Po przeczytaniu kilku stron wiedziałam, że jest to książka, na jaką długi czas czekałam, choć nie ukrywam, że na samym początku było mi trudno połapać się w nowym nazewnictwie i niektóre pojęcia były dla mnie „czarną magią”. Jednak na końcu książki jest słowniczek, w którym autorka bardzo dokładnie opisuje wszystkie nazwy, a ja do niego bardzo często zaglądałam. Nie jest to oczywiście żadnym minusem, bo osobiście lubię książki, które zmuszają mnie do myślenia i do intensywnego zagłębienia się w treści.

„Pryncypium” to powieść łącząca w sobie romans oraz fantasty i o ile wątek romantyczny został napisany według utartych schematów, to wątek fantastyczny jest czymś nowym, świeżym i zaskakującym. Zostałam po prostu miło zaskoczona, a nie jest to łatwe, bo w swoim życiu przeczytałam już setki książek i byłam przekonana, że już wszystko zostało napisane. Czapki z głów Melisso, bo ta powieść to naprawdę kawał dobrej roboty i zdecydowanie chce więcej.

Styl, jakim posługuje się autorka, jest bardzo dojrzały i aż trudno uwierzyć, że to dopiero druga powieść, która wyszła spod jej pióra. Książka ta może nie należy do najłatwiejszych i trzeba troszkę wysiłku, żeby we wszystkim się połapać, jednak jest bardzo wciągają i ja odłożyłam ją na półkę dopiero po dotarciu do ostatniej strony. To po prostu świetna historia, która jest bardzo dobrze napisana.

Spodobała mi się również kreacja bohaterów, którzy zostali bardzo dokładnie przedstawieni. Aniela to dziewczyna, która w swoim krótkim życiu wiele przeszła, jednak nie jest żadną szarą myszką. To kobieta dumna, waleczna, dla której najważniejsze jest szczęście jej najbliższych. Za to Zoltan to mężczyzna, który został pozbawiony wszelkich uczuć, a jego serce jest zimne jak lód. Jednak wszystko się zmienia, gdy poznaje Aniele, która porusza w nim to, co nie ma racji bytu. To człowiek bezduszny, bezlitosny i okrutny, ale mimo to obdarzyłam go sympatią i z zapartym tchem przyglądałam się jego minimalnym zmianom.

Myślę, że każdy fan fantasty powinien zapoznać się z tą książką. Ja jestem ogromnie usatysfakcjonowana i na pewno przeczytam wszystko, co wyjdzie spod pióra Melissy Darwood, bo podejrzewam, że to autorka, która jeszcze nieraz mnie zaskoczy. Z chęcią przeczytałabym dalsze losy Anieli i Zoltana i może kiedyś tak się zdarzy, gdyż w zakończeniu autorka zostawiła sobie furkę na niezłą kontynuację.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i Wydawnictwu Genius Creations.

wtorek, 14 marca 2017

Tajemnica Leili - Kooshyar Karimi


"Napisałem tę książkę z nadzieją, że pewnego dnia tolerancja zastąpi prześladowania i z wiarą, że jeśli nauczymy się wybaczać, nadejdzie wolność."



Przeczytałam już mnóstwo książek o tej tematyce i za każdym razem jestem przekonana, że już nic nie zdoła mnie zszokować. Jakże się myliłam, Kooshyarowi Karimi udało się to ponownie. W bolesny sposób uświadomił mi, jakie to szczęście, urodzić się w kraju, w którym bycie kobietą równa się byciu wolnym człowiekiem. Może to zbyt patetyczne i górnolotne, ale w obliczu tego, w jakim kierunku zmierza dziś świat, nietrudno o takie stwierdzenia.

"Prawdziwa historia kobiet, którym grozi egzekucja za zajście w ciążę lub utratę dziewictwa poza związkiem małżeńskim.

W fundamentalistycznym Iranie ciąża jest często wyrokiem śmierci.

Urodzony w slumsach z ojca muzułmanina i matki żydówki, Kooshyar Karimi zdobył wykształcenie i został odnoszącym sukcesy lekarzem, nagradzanym pisarzem oraz uwielbiającym swoją córkę ojcem. Mógł prowadzić wygodne życie, ale nie pozwoliło mu na to sumienie – nie potrafił odmawiać niezamężnym kobietom, błagającym go, by uratował ich życie, dokonując zabiegu przerwania ciąży, w przeciwnym wypadku kobiety te czekała śmierć przez ukamienowanie.

Jedną z nich jest dwudziestodwuletnia Leila. Piękna, inteligentna, pełna życia, pragnie studiować na uniwersytecie, ale jej surowo przestrzegająca nakazów wiary rodzina nie wyraża na to zgody. Wracając pewnego dnia z biblioteki – każde wyjście z domu wymaga specjalnego pozwolenia – Leila zakochuje się w przystojnym właścicielu butiku…
Kooshyar uratował niezliczoną ilość kobiet, Leila jednak szuka jego pomocy z innego powodu, takiego, który będzie go dręczył przez lata i zainspiruje do podjęcia niemożliwej misji, kiedy uda mu się uciec z Iranu i po wielkich trudach osiąść w odległej Australii."

Życiorys Kooshyara Karimi jest jak gotowy scenariusz na film. Po ucieczce z Iranu trafił do Turcji, gdzie w warunkach urągających ludzkiej godności, spędził trzynaście miesięcy jako zbieg, starając się o azyl. W końcu osiadł w Australii w ramach planu ustalonego dla ludzi uciekających przed prześladowaniami politycznymi. Dzisiaj znowu pracuje jako lekarz i wydaje książki. Jest bestsellerowym autorem, jednak to o czym pisze, rzadko znajduje poklask u jego rodaków.

Sytuacja kobiet w świecie muzułmańskim od zawsze budzi wiele kontrowersji. W kulturze, w której dominującą rolę odgrywają mężczyźni, kobiety nie mają zbyt wielu praw. Brak edukacji, niski poziom rozwoju społecznego, ubóstwo, ale również tradycja i fundamentalizm religijny, doprowadzają wręcz do skrajnego uprzedmiotowienia kobiet. Oczywiście dziś sytuacja ta jest odmienna w różnych częściach świata Islamu.
Od czasów rewolucji islamskiej w Iranie pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy do władzy dochodzą muzułmańscy radykałowie, sytuacja kobiet dramatycznie ulega pogorszeniu. Obwarowane surowymi normami obyczajowymi, inwigilowane przez policję obyczajową, stają się więźniami własnych mężów, synów, ojców i braci. Wszelkie kontakty i związki pozamałżeńskie są surowo karane. Ciąża u niezamężnej kobiety równa się karze śmierci nawet, wtedy kiedy jest ona wynikiem gwałtu.


"Tajemnica Leili" to historia młodej niezamężnej irańskiej dziewczyny, która podobnie jak wiele innych kobiet na całym świecie, ma plany i marzenia. Niestety nieszczęściem Leili jest to, że, urodziła się w "świecie", gdzie nie ma najmniejszych szans na szczęśliwe i spełnione życie. Leila zachodzi w ciążę co w jej kraju i w jej sytuacji oznacza jedno: wyrok śmierci. Jednak trafia na lekarza, który nie zgadza się z ludźmi, którzy rządzą jego krajem, buntuje się przeciwko prawu szariatu, które zezwala na złe traktowanie kobiet. Człowieka, pełnego empatii i zrozumienia, który niejednokrotnie wbrew własnemu sumieniu, narażając własne życie, usuwa ciążę kobietom, które znalazły się w podobnej sytuacji jak Leila i dla których aborcja jest jedyną szansą na ratowanie własnego życia.

Książka napisana jest z dwóch perspektyw. Jedną jest opowieść Leili, drugą są wspomnienia autora związane z jego pracą lekarza. To właśnie do niego trafia Leila, jak i wiele innych kobiet, którym usuwając ciążę lub odtwarzając błonę dziewiczą, Karimi, niejednokrotnie ratuje życie. Autor opisuje dramatyczne historie kilku kobiet, którym miał sposobność pomóc i tym samym uratować przed karą ukamienowania.

"Tajemnica Leili" to pięknie napisana i bardzo emocjonalna opowieść o sile, nadziei, o bezwarunkowej miłości, jaką matka potrafi obdarzyć swoje dziecko. Jest to również opowieść o konflikcie etycznym lekarza, rozdartego między chęcią niesienia pomocy a byciem mężem i ojcem, który tym, co robi, naraża siebie i swoją rodzinę na śmierć.

Historia Leili i dr. Karimi to książka, którą warto przeczytać. To historia, którą świat powinien usłyszeć. Już sam fakt, że tacy odważni ludzie jak Kooshyar Karimi istnieją, daje nadzieje na zmiany. Polecam Wam tę wzruszającą historię, ale również zachęcam do zgłębienia tej jakże odmiennej od naszej kultury.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka

Fragment "Szept wiatru" Sylwii Trojanowskiej (Prolog)

                                                                         
                               Prolog


Miałam wówczas niespełna osiem lat, ale pamiętam ten wieczór bardzo wyraźnie. Babcia Zuza przyszła do mojego pokoju, z kubkiem herbaty pachnącej goździkami i imbirem, którym raczyła mnie każdego mroźnego wieczoru, wierząc w zdrowotne właściwości tej mikstury. Spokojnym krokiem zbliżyła się i przysiadła na brzegu łóżka, po czym subtelnie uśmiechnęła się.
— Kiedy go poznałam, od razu wiedziałam, że to nie jest zwykły mężczyzna — zaczęła enigmatycznie, nie patrząc w moją stronę.
Nie rozumiałam, do czego zmierzała, ale z zaciekawieniem wsłuchiwałam się w jej słowa. Tak właśnie wyglądały nasze wieczory. Ja słuchałam, a ona opowiadała przeróżne historie ze swojego życia. Czasami zabawne, czasami smutne, tajemnicze. Lubiłam te chwile, bo dawały mi poczucie bezpieczeństwa i miłości, której bardzo potrzebowałam, a zdecydowanie za rzadko doświadczałam.
— Mocne spojrzenie, które onieśmielało, sprężyste ruchy, które magnetyzowały, i tembr głosu, którym po prostu oczarowywał, sprawiły, że zakochałam się w nim bez opamiętania. Mój Olgierd… Gdyby żył, obchodzilibyśmy dzisiaj jego sześćdziesiąte piąte urodziny. — Babcia pogładziła mnie po głowie i ucałowała w czoło. — Kasiu, moje ty złotko najdroższe, kiedyś też spotkasz takiego mężczyznę i pokochasz miłością… — Ściągnęła brwi, jakby z garści określeń wybierała to najwłaściwsze. — …miłością niewyobrażalną, taką, która nie pozwoli ci spać, nawet jeśli będziesz zmęczona, i taką, która nie pozwoli ci jeść, nawet jeśli będziesz głodna. Zawsze walcz o taką miłość, bo nawet jeśli ma trwać tak krótko, jak moja, warto. Dla takiej miłości wszystko warto.
Kiedy wspominałam babcię Zuzę, zadziwiająco często powracałam myślami do przepełnionego nostalgią monologu, którego wysłuchałam w tamten styczniowy wieczór, wierząc, że rzeczywiście przyjdzie mi kiedyś przekonać się o prawdziwości jej słów. Nie pomyliłam się. Ten czas nadszedł.


Kolejny fragment znajdziecie jutro na  http://cowartoczytac.blogspot.com/

poniedziałek, 13 marca 2017

Intuicja - Amy A. Bartol

Uwielbiam książki, które zawierają watek paranormalny i na całe szczęście ostatnio czytam ich coraz więcej. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo wyczekiwałam kolejnej części cudownej serii Przeczucia Amy A. Bartol. Po skończeniu pierwszej części nie mogłam się doczekać kolejnego tomu, by poznać dalsze losy Evie, Reeda, Russella i reszty przyjaciół. Ta seria jest jak narkotyk i teraz gdy już drugi tom mam za sobą czuję głód i nie wiem, jak wytrzymam do premiery kolejnej części. Zapraszam na recenzję „Intuicji”.

„Kontynuacja zapierająca dech w piersi historii o ludziach i aniołach, miłości i nienawiści.”

Evie Claremont cały czas próbuje się pozbierać po wydarzeniach, które miały miejsce w poprzedniej części. I choć cały czas pomagają jej przyjaciele i ukochany Reed, to niestety nie jest to łatwe. Na domiar złego wrogów pojawia się coraz więcej i nie tylko anioły próbują ją dopaść. Dziewczyna cały czas zastanawia się, kim tak naprawdę jest i dlaczego każdy próbuje ją zabić. Czy się tego dowie? Ja Wam tego nie zdradzę, musicie przekonać się sami.

Po przeczytaniu tej części tylko jedno słowo ciśnie mi się na usta - GENIALNA taka właśnie jest ta powieść. Byłam zachwycona częścią pierwszą, ale dopiero teraz Amy Bartol pokazała na co, tak naprawdę ją stać i jak ciekawie i dynamicznie potrafi pisać. Kolejny raz przepadłam z kretesem, gdyż ta książka jest zachwycająca, magiczna i wyjątkowa, to po prostu przepiękna historia o miłości nie z tej ziemi.

Jednym z atutów tej powieści jest wartka akcja, która pędzi w zaskakującym tempie, nie zwalniając ani na chwilę. Cały czas coś się dzieje i naprawdę nie ma ani jednej chwili by zawiało nudą. W połączeniu z niezwykłym lekkim i prostym stylem autorki sprawia to, że 500 stron śmiga nam w zawrotnym tempie i nie zdajemy sobie sprawy, że nieuchronnie zbliżamy się ku końcowi. Osobiście cały czas mało mi Evie oraz Reeda i czekam niecierpliwie na kolejny tom.

Kolejnym atutem są bohaterowie, niezwykle charakterystyczni, wyraziści i niewątpliwie niepowtarzalni. Moim ulubieńcem niezmiennie jest Reed, przystojny, szarmancki i waleczny Anioł Mocy, który dla Evie gotowy jest zrobić wszystko. Reed skradł moje serce i całą sobą odczuwałam jego smutek, rozpacz, czy żal. Evie w tej części bardzo się zmienia, pod pewnym względem jest to zasługa jej anielskiej ewolucji, ale nie tylko. Myślę, że bardziej pogodziła się z losem, dojrzała i stała się pewniejsza siebie. Nie zmienia to faktu, że nadal momentami mnie irytowała, szczególnie podczas relacji z Russellem, jej bratnią duszą, który tak jak Reed kocha ją najbardziej na świecie. Gdyby nie Reed, to Russell byłby moim ulubionym bohaterem, niestety zawsze tak mam, że tylko jednemu potrafię kibicować. W nim także zachodzi kolosalna zmiana i przemienia się w prawdziwego wojownika, który w obronie najbliższych gotowy jest poświęcić własne życie. Pojawi się także nowy, ważny bohater – Brennus przywódca Gankanagów. Nic więcej nie będę o nim pisać, ale jestem przekonana, że w kolejnej części ta postać, znów nieźle namiesza w życiu głównych bohaterów.

Trzeci atut to emocje, które dla mnie były bardzo namacalne, a to dlatego, że naprawdę polubiłam większą część bohaterów tej powieści. Evie, Reed, Russell, Zefir, Buns oraz Brownie są jak rodzina i naprawdę stali się mi bardzo bliscy, więc nie ma co się dziwić, że wszystkie emocje odczuwałam razem z nimi, a momentami nawet pojawiały się łzy. Smutek, żal, rozpacz, gniew, radość, czy złość, tego na pewno Wam nie zabraknie podczas czytania tej wspaniałej książki, którą gorąco polecam.

„Intuicja” to piękna powieść o ludziach i aniołach, o miłości i nienawiści, ale przede wszystkim o przyjaźni, która łączy na wieki.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akurat.


czwartek, 9 marca 2017

Za zamkniętymi drzwiami - B.A. Paris

Czytając za "Zamkniętymi drzwiami", nie miałam pojęcia, że to debiut literacki B.A. Paris. Debiut, który w moim odczuciu wyszedł autorce prawie idealnie. Więc wcale się nie dziwię, że książka ta znalazła się w finale plebiscytu Goodreads Choice Awards i to aż w dwóch kategoriach (najlepsza powieść sensacyjna i najlepszy debiut) . Takie thrillery psychologiczne mogę czytać cały czas, bo autorka naprawdę odwaliła kawał dobrej roboty i na samym pisarskim starcie postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Zapraszam na recenzję.

"Perfekcyjna para?
Doskonałe małżeństwo?
Czy idealne kłamstwo?"

Jack i Grace to na pozór idealne małżeństwo. On przystojny i bogaty adwokat, ona elegancka i perfekcyjna pani domu. Ciągle nierozłączni i wpatrzeni w siebie niczym w obraz. Na pierwszy rzut oka, to po prostu wielka i prawdziwa miłość. Tylko dlaczego Grace nigdy nie wychodzi sama z domu? Dlaczego zawsze u jej boku jest Jack? I dlaczego jedno okno w domu ma wstawioną kratę? Dziwne? I to bardzo! A prawda jest przerażająca.

„B.A. Paris to angielska autorka od wielu lat mieszkająca we Francji. Pracowała w finansach, obecnie zajmuje się pisaniem, prowadzeniem szkoły językowej i wychowywaniem pięciu córek. „Za zamkniętymi drzwiami" to jej debiut literacki, który przez wiele tygodni utrzymywał się na liście bestsellerów New York Timesa.”

Od czasu do czasu lubię przeczytać dobry thriller psychologiczny i ta książka jest właśnie taka. Już od pierwszej strony zostałam wciągnięta w wir przerażającej historii, która mogłaby być pięknym love story. Mogłaby, ale nie była. To naprawdę świetny thriller, który trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. To właśnie napięcie jest tym elementem, który przesądza, czy dany thriller jest dobry lub słaby. Tutaj go nie zabraknie, możecie mi wierzyć na słowo. Ta powieść przeraża, momentami mrozi krew w żyłach, a przerażenie, które ciągle towarzyszy głównej bohaterce jest wręcz namacalne i niejednokrotnie dosięga czytelnika.

Narracja jest pierwszoosobowa, czyli taka, jaką lubię najbardziej, a poza tym tutaj bardzo pasowała. Dzięki właśnie takiej narracji bardziej odczuwałam emocje, które towarzyszyły Grace. Oczywiście nie było to nic miłego, gdyż w jej sytuacji takie być nie mogło. Lęk, strach, obawa, przerażenie, niepewność są esencją tej historii i ja je czułam wraz z główną bohaterką. 

Akcja książki toczy się dwutorowo, poznajemy teraźniejszość oraz przeszłość, która doprowadziła do sytuacji, w jakiej znalazła się Grace. Bardzo mi to odpowiadało, gdyż dzięki temu wszystko było dla mnie jasne i zrozumiałe. Bohaterów w książce jest niewielu, bo oprócz głównej pary pojawia się tylko kilkoro przyjaciół, no i oczywiście Millie, siostra Grace, która jest bardzo ważną postacią. Poza tym wszystko toczy się wokół Jack'a, Grace i jej przerażającej historii.

Niestety, choć książka niebywale mi się podobała, to muszę napisać o kilku rzeczach, która były troszkę mniej przez autorkę dopracowane. W moim odczuciu historia ta była miejscami przerysowana i mało wiarygodna. Zabrakło mi również dokładnego rysu psychologicznego postaci, najbardziej Jack'a. Chciałam poznać go od podszewki, zagłębić się w jego psychopatycznym umyśle i poznać jego chore myśli. Uważam, że kilka rozdziałów z jego perspektywy załatwiłoby sprawę.
Niemniej jednak książka mi się podobała, trzymała w napięciu, tak jak powinna i jestem naprawdę nią zachwycona. Skończyłam ją czytać wczoraj, a cały czas o niej myślę, zastanawiając się, ilu takich psychopatów chodzi po naszym świecie. Może jest ich wielu, a skrywają się tak dobrze, jak Jack? Za taflą pozorów kryje się ich prawdziwe JA, które pokazują w domowych pieleszach, gdzie nikt inny prócz ofiary nie może ich zobaczyć? Pewnie jeszcze długo będę się nad tym zastanawiać, ale to dobrze, bo książka spełniła swoje zadanie i została w mojej głowie.

Jeżeli lubicie książki z dreszczykiem, które miejscami przerażają, to jest to powieść właśnie dla Was. Historia „idealnego” małżeństwa Grace i Jack'a nieraz wywoła strach, a włoski na waszym ciele staną dęba. To naprawdę dobra książka, która trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.






Klątwa przeznaczenia - Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka (nasz patronat medialny)

Czasami wpadają w nasze ręce takie książki, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi, ale zrządzeniem losu mamy okazje je przeczytać. Często nasze nastawienie do takich historii jest nieco negatywne, zważywszy na to, że trafiamy na powieść debiutantów, ale ile razy miło zaskoczyliście się podczas lektury takiego nieopierzonego autora? 

Moja przygoda z Klątwą przeznaczenia zaczęła się w momencie, gdy jedna z autorek, Monika, napisała do mnie z propozycją recenzji. Szczerze? W pierwszej chwili chciałam odmówić, bo fantasy, to nie jest gatunek, który kocham, ale ostatnio znowu powrócił w moje łaski i postanowiłam dać dziewczynom i ich debiutanckiej powieści szansę. Co wynikło z tego przypadkowego spotkania? Uwierzcie mi, to było jedno z lepszych zrządzeń losu w moim czytelniczym życiu! :)

Zacznę od tego, że to książka od kobiet dla kobiet, ale i panowie lubiący fantasy oraz romanse znajdą tam coś dla siebie. Objętość może przerazić, bo to ponad 800 stron, ale jak już zaczniecie czytać, to będziecie dziękować autorkom, że napisały tak opasłe tomisko. I choć początek nieco się dłuży, to potem wpadamy jak przysłowiowa śliwka w kompot i chłoniemy każdą kolejną stronę tej niezwykłej, magicznej i tajemniczej powieści.

Główną bohaterką jest młodziutka Arienne - czarodziejka, która skrywa w sobie ogromną moc. Na pozór bardzo krucha i bezbronna, ma w sobie dużo wewnętrznej siły, by poradzić sobie w brutalnym świecie opanowanym przez mężczyzn, w którym nie ma miejsca dla kobiet. Najpotężniejszym i najgroźniejszym z nich jest ON, Mistrz Walk. Severo to bohater, którego się kocha i jednocześnie nienawidzi. Jest piękny, potężny, dziki i nieokiełznany, ale to właśnie za to go pokochałam i jestem przekonana, że skradnie on serca wielu z Was. 

Klątwa przeznaczenia to historia pełna magi, mistycznej energii, która wciąga czytelnika w głąb fabuły i nie chce wypuścić. To romans, GORĄCY ROMANS, ale napisany z ogromnym wyczuciem, a styl i język autorek jest naprawdę dobry. Naprzemienna narracja może na początku wprowadzić nieco chaosu, ale ja odnalazłam się w tym doskonale i teraz pragnę więcej. Tempo akcji jest doskonałe, nie pozwala nam się oderwać i być obojętnym. Ja przeżywałam wszystko co działo się w Klątwie, a uwierzcie mi, dzieje się tam naprawdę sporo! Jest mrok, niebezpieczeństwo, jest uczucie, które nie powinno mieć miejsca. Pomyślicie, że to oklepane? Nic bardziej mylnego. Te cechy sprawiają, że Klątwa przeznaczenia moim zdaniem będzie HITEM nadchodzącej wiosny. 

Autorki Monika Magoska-Suchar i Sylwia Dubielecka włożyły wiele serca w tę historię, a ja kupuję to bez zastanowienia. Dziewczyny zasłużył na to, by odnieść sukces, a poszerzające się grono ich czytelników i fanów pragnie więcej ich twórczości. Ja zaliczam się do tego grona i serdecznie zachęcam Was do sięgnięcia po ten niezwykły i wyjątkowo udany debiut.

Nasz blog objął patronatem medialnym tę powieść, a moja rekomendacja znalazła się za okładce:

"Debiut tych dwóch autorek powalił mnie na kolana. „Klątwa Przeznaczenia” to powieść, w której nie brakuje emocji, akcji i tajemniczej otoczki, która intryguje i wciąga bez reszty. Mistyczna energia tej książki totalnie mną zawładnęła. Serdecznie polecam!"

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorkom i Wydawnictwu Novae Res. 

środa, 8 marca 2017

Ryszard Ćwirlej - Tylko umarli wiedzą

"Tylko umarli wiedzą" Ryszarda Ćwirleja, to książka, która od samego początku urzekła mnie akcją, rozgrywającą się w dwudziestoleciu międzywojennym. 

Warsztat autora poznałam podczas czytania opowiadań zbiorowych "Rewers". Mocny i charakterystyczny styl  zdecydował, że musiałam sięgnąć po inne powieści autora. Zaczęłam od tej (mimo tego, że pierwszej nie przeczytałam). Zapraszam Was na recenzję krwistego kryminału, obok którego nie przejdziecie obojętnie. 

Opis:

 "Ekscytująca powieść mistrza kryminału z burzliwą historią z pierwszej połowy XX wieku w tle.
Lipiec 1932 roku. Europa pogrążona jest w głębokim kryzysie ekonomicznym. Z każdym dniem przybliżającym termin wyborów do Reichstagu społeczeństwo niemieckie coraz bardziej się radykalizuje.

Tymczasem urzędujący w Schneidemühl (dzisiejsza Piła) kapitan Carl Aschmutat, dawny znajomy Antoniego Fischera, wpada w poważne kłopoty. W mieście dochodzi do morderstwa, którego ofiarą jest znany działacz komunistyczny. Aschmutat musi jak najszybciej odkryć, kto stoi za atakiem, by zdążyć przed wizytą w mieście kandydata do urzędu kanclerza – Adolfa Hitlera.

Tylko umarli wiedzą to druga część serii o przygodach Antoniego Fischera. Tym razem poznański policjant pomaga swojemu dawnemu przyjacielowi rozwiązać zagadkę zbrodni, która tylko na pierwszy rzut oka wydaje się prosta. Równocześnie Fischer ma do wykonania najtrudniejsze zadanie, z jakim przyszło mu kiedykolwiek się zmierzyć. Major Jażdżewski, oficer polskiego wywiadu powierza mu niezwykle delikatną i wymagającą misję. Misję, której przyjęcia Fischer nie mógł odmówić, gdyż zależy od niej dobro Rzeczypospolitej"


Ryszard Ćwirlej ma bardzo ciekawy i charakterystyczny styl, którym  bardzo fajnie wpasował się w bardzo ciężkie lata 20 i 30 ubiegłego wieku. Łączy mistrzowsko wątek kryminalny z thrillerem, przez co książkę czytało się szybko i bardzo płynnie. Musze nadmienić, że autor  zgrabnie lawirował pomiędzy morderstwami oraz tajemnicami, które krążyły wokół nich. Był to nakreślony plan godny mistrza, co bardzo pozytywnie wpłynęło na mój odbiór tej powieści. Fabuła oparta na wydarzeniach i postaciach historycznych, też zrobiła swoje. Wplecenie przyjazdu Adolfa Hitlera w 1932 roku do Piły wcześniej znanej jako Schneidemühl, było bardzo ciekawym pomysłem. 

Podobało mi się bardzo pokazanie konfliktu od dwóch stron, działaczy NSDAP i zwolenników komunizmu. Dzięki czemu książka miała dużo wątków politycznych. Ten konflikt mogę uznać za najlepiej opisany wątek, który mogłabym czytać bez końca, gdyż towarzyszyło mu wielkie napięcie. 

Co do bohaterów, to pojawia się tutaj naprawdę dużo postaci, przez co na samym końcu lekko się pogubiłam, co, kto, jak i dlaczego. Mimo wszystko ich opisy i charakterystyka trzymały się kupy, dzięki czemu nie mam tutaj nic do zarzucenia. W połączeniu z dobrze opisaną fabułą, te postacie dopełniły całości i stworzyły jak dotąd najlepszy kryminał "retro" jaki czytałam. 

Kończąc mój wywód. Już wiem dlaczego tak dużo osób uważa Ryszarda Ćwirleja za Mistrza kryminału. Teraz i ja mogę się podpiąć pod tę opinię. Polecam Wam, fanom thrillerów i kryminałów, "Tylko umarli wiedzą", bo to kawał naprawdę dobrze opisanego, krwawego, związanego z historią kryminału. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Dziękuję za przeczytanie Wydawnictwu Czwarta Strona.


wtorek, 7 marca 2017

Banda. Ryder i Eileen - Karolina Sudoł (Nasz Patronat Medialny)

Każdy kto, choć troszkę mnie zna, ten wie, że uwielbiam debiuty naszych rodaków. Czasami odkrywam wspaniałe literackie perełki, innym razem klnę, na czym stoi, za to, że ktoś postanowił wydać książkę, która nijak nie nadaje się do czytania. Tym razem w moje ręce wpadł debiut Karoliny Sudoł „Banda – część 1 Ryder i Eileen”, książka fantasty, a takie ubóstwiam, lecz niestety w ostatnim czasie bardzo rzadko mam okazję je czytać. Czy Karolina Sudoł zaciekawiła mnie swoją historią? Zapraszam na recenzję.

Ryder i jego przyjaciele należą do Bandy, która zajmuje się ochroną ludzi oraz istot nadnaturalnych: dżinów, wilkołaków, wampirów itp. W ostatnim czasie zaginęło kilku z nich, niestety mężczyźni od dłuższego czasu nie mogą trafić na odpowiedni trop. Cały czas coś im umyka, a mordercy bawią się z nimi w kotka i myszkę. Gdy pewnego dnia „na drodze” Rydera pojawia się piękna i ponętna syrenka Eileen, mężczyzna wie, że to ktoś na kogo czekał całe swoje życie. Jednak, czy uda mu się ją uratować, gdy mordercy dowiedzą się o jej istnieniu? Czy Eileen odwzajemni uczucia, jakimi obdarzył ją Ryder? Przekonajcie się sami.

Karolina Sudoł urodziła się w 1991 roku w Kwidzynie. Od zawsze zakochana bez pamięci w romansach paranormalnych, muzyce i ludziach, którzy są dla niej ciągłą inspiracją. Pisze z przyjemnością i dla przyjemności, głęboko wierząc, że bohaterowie i ich historie, znajdą odbiorców, którzy je zrozumieją i pokochają tak jak ona.

Ryder i Eileen to pierwszy tom cyklu pt. Banda. Pewnikiem było to, że wezmę tę książkę do recenzji, gdyż uwielbiam książki, w których pojawiają się istoty nadnaturalne, a jeżeli dodać do tego wątek miłosny, to jestem w siódmym niebie. Gdy dostałam tę powieść do recenzji, zdziwiłam się troszkę, że jest tak cienka i podejrzewałam, że książka, która ma zaledwie 200 stron będzie, miała poważne braki, a akcja będzie pędzić na łeb na szyję, wywołując w mojej głowie chaos. Jednak moje obawy były na wyrost, bo autorka udowodniła, że nie liczy się ilość stron, ale ich jakość.

Karolina Sudoł stworzyła naprawdę ciekawą historię, w której grupa mężczyzn walczy o sprawiedliwość. Karzą i ludzi i osoby nadnaturalne, którzy krzywdzą się nawzajem. Oni chcą tylko spokoju w otaczającym ich świecie. Jednak w ostatnim czasie robi się dość niebezpiecznie i giną kolejni nadnaturalni. Wszyscy oskarżają się nawzajem, nawet chłopacy stają się podejrzanymi, więc czym prędzej próbują dojść prawdy.

Bardzo spodobał mi się także wątek miłosny pomiędzy Ryderem i Eileen. Autorka zrobiła dość nietypowe połączenie: człowiek zakochuje się w syrenie. Niesamowicie przypadło mi to do gustu i zapartym tchem śledziłam ich miłosne perypetie.

„Smakowała jak niebo. Jak najsłodszy ze wszystkich smakołyków na świecie. Jak łyk lodowatej, cudownie orzeźwiającej wody w przesadnie upalny dzień. Była wszystkim i była moja.”

Pojawia się także nutka erotyzmu, która jest niezwykle wyważona i opisana z niesamowitym smakiem.

Kreacja bohaterów wyszła autorce dobrze. Ryder to typowy samiec alfa, ze spluwą pod płaszczem, trzydniowym zarostem i niechlujną fryzurą. Po prostu sam seks. Kiedy potrzeba jest twardy i mroczny, ale potrafi być także bardzo romantyczny, o czym nieraz przekona się Eileen. Eileen, to syrenka z pięknymi ognistymi włosami, która Ryderowi skojarzy się z bajkową Arielką. Jednak do bajki będzie im zdecydowanie daleko. Nawet syrenka pokaże, że ma kły i będzie umiała zawalczyć o życie swoje i ukochanego.

Powieść ta bardzo mi się podobała i mam nadzieję, że ukażą się kolejne tomy, w których zapewne poznamy bardziej pozostałych chłopaków. Niecierpliwie czekam na ich miłosne perypetie, gdyż już teraz obdarzyłam ich wielką sympatią. Każdy z nich jest inny oraz bardzo charakterystyczny, a łączy ich jeden wspólny cel, czyli pokój między ludźmi i istotami nadnaturalnymi.

Książka idealna dla fanów powieści paranormalnych. Przyjaźń, miłość, niebezpieczeństwo oraz tajemnice, a wszystko okraszone humorem. Polecam.

Daję małego minusa za czcionkę, która w moim odczuciu powinna być troszkę większa i wtedy nie męczyłaby mi aż tak oczu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.