niedziela, 30 kwietnia 2017

Zranieni - H.M. Ward

„Zgadza się. Życie to nie bajka. W życiu nie ma opcji „cofnij”.”

Sidney i Peter spotykają się zupełnie przypadkowo w restauracji, dziewczyna myli stolik i swojego towarzysza, z którym jest umówiona na randkę w ciemno. Niespodziewanie dla niej samej mężczyzna wydaje się jej bratnią duszą i czuje się przy nim bardzo bezpiecznie. Niestety zabawna komedia pomyłek ma swój niezbyt miły finał, bo Sidney dostaje kosza. Na jej nieszczęście okazuje się, że ten budzący w niej pożądanie mężczyzna jest wykładowcą akademickim, a ona jego asystentką i studentką, więc nie tak łatwo uda się jej o nim zapomnieć. Czy w akademickim świecie pełnym zasad i reguł, pojawi się, choć nikła nadzieja na szczęśliwy happy end? Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby oboje nie zmagali się  z bolesną przeszłością, która każdego dnia nie daje o sobie zapomnieć. Czy mimo przeciwności losu odnajdą drogę do własnych serc?

„Zranieni” H.M. Ward to typowy romans, napisany podług utartych schematów, on to jej szef i wykładowca, a ona to jego asystentka i studentka, a między nimi zakazane uczucie, więc to to, co znamy z wielu innych książek  tego gatunku. Niemniej jednak zostałam także kilka razy miło zaskoczona, a historia tej dwójki bohaterów przypadła mi do gustu, więc na pewno przeczytam kolejną część, mimo tego, że do książki mam kilka małych zastrzeżeń.

Autorka porusza w swojej powieści naprawdę trudne tematy, które dotknęły w przeszłości bohaterów, i które powinny mnie wzruszyć, a nawet momentami doprowadzić do łez. Niestety nic takiego się nie stało i teraz nie wiem, czy to tylko moje odczucie, czy coś poszło nie tak. Miałam wrażenie, że właśnie te wątki zostały jakoś mało przez autorkę rozwinięte i nie mogłam się w nie wczuć. Ten brak emocji doskwierał mi najbardziej, bo naprawdę chciałam poczuć ten ból, obawy i lęki bohaterów. Może to wina tego, że książka ma zaledwie 203 strony? Nie wiem, ale czuję, że autorka ma duży potencjał i pokaże go w kolejnej części i wtedy nie doczepię się już do niczego.

Muszę wspomnieć także trochę o bohaterach. Sidney to dziewczyna, która ucieka przed przeszłością, przed rodziną, chłopakiem i bolesnymi wspomnieniami. To dziewczyna zagubiona, przestraszona, ale także stawiająca czoła problemom. Jej relacje z mężczyznami nie wyglądają najlepiej i często są przyczyną jej kłopotów. Dopiero poznanie Petera zmienia wszystko i Sidney czuje, że to mężczyzna, który może być tym jedynym, przy nim czuje się bezpieczna i wie, że on ją zrozumie, gdyż sam przeszedł wiele. W swoim już dość długim życiu spotkałam wiele irytujących bohaterek, ale Sidney wszystkie bije na głowę. Jej zachowanie w moim odczuciu wielokrotnie było przesadzone i nawet nienaturalnie. Niezdecydowana do granic możliwości, niby czegoś chce, ale jednak nie chce, niby kocha Petera, ale nie może z nim być. Wiem, że w życiu spotkało ją coś strasznego, ale czy to tłumaczy takie zachowanie? Pozostawiam to Waszej ocenie. Jeżeli zaś chodzi o Petera to, jest to mężczyzna, którego polubiłam. Ujęło mnie jego zachowanie, maniery i to jak potrafił trzymać emocje na wodzy, mimo tego, że rozum cały czas walczył z sercem. Spodobało mi się też to, że podjął męską decyzję za nich oboje, która oczywiście Sidney nie przypadła do gustu. Czy ta dwójka stworzy szczęśliwy związek? Tego oczywiście Wam nie zdradzę.

To, co bardzo spodobało mi się w książce, to taniec. Przy tym wątku moja wyobraźnia zaszalała i wcale bym się nie obraziła, gdyby było go w książce więcej. Nasi bohaterowie tańczą swinga, więc wyobraźcie sobie te spocone ciała i iskrzące się między nimi pożądanie, które zauważają wszyscy wkoło, a nie sami zainteresowani. Uważam, że ten wątek wyszedł autorce świetnie i mam nadzieję, że w kolejnej części też, choć na chwilę się pojawi.

W książce jedna rzecz mnie zaskoczyła. Przeważnie w romansach pojawiają się gorące sceny łóżkowe, które oczywiście bardzo lubię. ;) Jednak pani Ward pokazała mi zupełnie inny rodzaj pożądania i namiętności, która pojawia się między bohaterami. To wszystko cały czas jest między nimi, momentami aż się iskrzy i czuć magnetyzujące przyciąganie tej dwójki, jednak nie ma finału, nie ma eksplozji to wszystko zostało zostawione na później. Dodało to książce niesamowitego smaku i rozbudziło mój apetyt na więcej.

Podsumowując, oceniam tę książkę w miarę dobrze, na pewno spędziłam przy niej kilka miłych godzin, mimo tych niedociągnięć, które wymieniałam wyżej. Zdecydowanie sięgnę po kolejny tom, bo historia mnie zaciekawiła i jestem ciekawa, jak dalej rozwinie się ta znajomość i jak wypadnie zderzenie Sidney z przeszłością.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red.

środa, 26 kwietnia 2017

Wyścig śmierci - Maggie Stiefvater

„Jedni ścigają się, by wygrać, inni, by przeżyć...”

Co roku, na początku listopada na wyspie Thisby odbywa się wyścig Skorpiona. Zawodnicy dosiadają dzikie wodne konie i próbują na nich dojechać do mety. Niektórym się to udaje, inni niestety giną. Niezwyciężonym zawodnikiem jest Sean Kendrick, który zna się na tych koniach jak nikt inny. Sean to nieustraszony i nie okazujący lęku młody chłopak, z którym życie nigdy nie obchodziło się lekko. Puck Connolly jest zupełnie inna, nigdy nie interesowały jej wyścigi i nigdy nie miała zamiaru w nich uczestniczyć. Jednak los nie pozostawił jej wielkiego wyboru i postanawiła zaryzykować i wygrać wyścig. Puck to pierwsza dziewczyna, która bierze udział w tym niebezpiecznym wyścigu. Kto wygra wyścig? Co połączy tę dwójkę bohaterów? Przekonajcie się sami.

„Maggie Stiefvater to amerykańska pisarka i artystka, absolwentka historii. Zadebiutowała w 2008 roku powieścią Lament. Intryga królowej elfów, rok później wydała jej kontynuację Ballada. Taniec mrocznych elfów. Ogromną popularność przyniosły jej cykle Wilkołaki z Mercy Falls oraz Król kruków.”

Na samym początku przyznam się Wam szczerze, że bałam się zabrać za lekturę tejże powieści, niedawno czytała książkę o podobnej tematyce i obawiałam się, że dostanę powtórkę z rozrywki. Na całe szczęście moje obawy się w ogóle nie potwierdziły, a „Śmiertelny wyścig” to świetna, wciągająca powieść, która pochłonęła mnie i wciągnęła w głąb fabuły. Nie będę się rozpisywać o czym dokładnie jest ta powieść, bo pisałabym bez końca, ale zapewniam Was, że to książka, którą każdy fan fantasty powinien przeczytać, bo ja jestem nią zachwycona i na pewno przeczytam inne książki autorki.

Na pewno jest to powieść, która mimo swojej prostoty zmusza czytelnika do refleksji nad własnym życiem i nad tym, czy jest w naszym życiu coś takiego, co skłoniłoby nas do poświęcenia własnego życia, ja znalazłam taki powód i każdy z bohaterów go ma. Dla Puck to jej być albo nie być, a dla Seana to walka o najważniejszą istotę w jego życiu. Zapewniam Was, że wyścig Skorpiona to nie zabawa, to walka na życie i śmierć, z której mało kto wychodzi cało.

Głównym atutem tej powieści są bohaterowie, tak inni od wszystkich, których spotkałam w dotychczasowych przeczytanych książkach. Pełnokrwiści, bardzo złożeni, wręcz fascynujący, którzy nie powielają znanych mi schematów. Polubiłam ich już na samym początku i z zapartym tchem obserwowałam jak rozwinie się ich znajomość.

„Wyścig śmierci” to naprawdę świetna powieść, która pochłania już od pierwszej strony. Jest to powieść pełna krwi, pełna śmierci, ale także pełna miłości, poświęcenia i oddania.

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Ya.


Anka Mrówczyńska - Borderline. Autoterapia, czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii

Dzisiaj mam dla Wam bardzo ciekawą książkę psychologiczną.
Mianowicie, najnowszą powieść Anki Mrówczyńskiej "Borderline. Autoterapia, czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii". Jeśli czytacie naszego bloga od dawna, to wiecie, że spod pióra autorki wyszła jeszcze jedna książka "Młody bóg z pętlą na szyi", którą miałam zaszczyt recenzować. Zatem gdy tylko dostałam ebooka w swoje "dłonie" zabrałam się do czytania :)
Zapraszam serdecznie do recenzji!

"Po sukcesie debiutanckiej powieści, Mrówczyńska wraca z kolejną autobiograficzną książką. Tym razem podzieliła swój dialog i życie wewnętrzne na role - przydzielone trzem głównym bohaterkom, które uczestniczą w czternastu sesjach autoterapeutycznych.
Pani Psycholog – zdrowa część osobowości Anki, mająca świadomość istoty pogranicznego zaburzenia osobowości. Prowadzi autoterapię, by pokazać Mrówczyńskiej-pacjentce, jak wiele ma problemów i jak ważne jest podjęcie przez nią leczenia.
Mrówczyńska-pacjentka – chora część osobowości Anki, kwintesencja jej zaburzeń.
Autorka – zdrowa część osobowości Anki, wyrażająca jej złość na samą siebie poprzez ironiczne komentarze i prowokacyjne odzywki do Mrówczyńskiej-pacjentki."



"Mrówczyńska, jakbyś siebie określiła trzema słowami?
– Jestem słowem. Jestem wolnością. Jestem ciszą. "

Na początku, myślałam, że autorka znów zaserwuje mi emocjonalny rollercoaster i ciężko mi się będzie pozbierać, tak jak to było podczas czytania "Młody bóg z pętlą na szyi", ale już po słowach "Przychodzi Mrówczyńska do psychologa..." wiedziałam, że to będzie coś zupełnie innego. Książka zawiera mniejszy bagaż emocjonalny i posiada sporą dawkę humoru, który oczyszcza czasem ciężką atmosferę "sesji". Bardzo przypadł mi do gustu zabieg, jakim posłużyła się autorka, czyli opisanie całej sesji autoterapii oraz podzielenie jej na 3 postacie, które tak naprawdę są jedną realną osobą.

Mamy tutaj Mrówczyńską "Panią psycholog", która była głosem rozsądku, Mrówczyńską "Pacjenta", który próbuje zrozumieć swoje problemy i postać Mrówczyńskiej "Autorki", która wplata często kąśliwe uwagi podczas sesji. Nie będę się tutaj rozwodzić o postaciach autobiograficznych, pozostawie to Wam, abyście sami się przekonali i wyrobili sobie o tym "rozdzieleniu" osobowości własną opinię. Ja dodam tyle, że był to bardzo ciekawy zabieg, z którym spotkałam się pierwszy raz  w czytanych przeze mnie książkach.

"No to, to będą jaja. Mrówczyńska ma opowiadać o emocjach? Nauczyć się je rozpoznawać i nazywać? Przecież jedyna emocja, którą ona odróżnia, to smutek. Cokolwiek by się nie działo, zawsze jest jedna odpowiedź „Smutno mi”.  "

Polecam Wam tę książkę. Jest to zdecydowanie jedna z lepszych książek psychologicznych, które miałam okazję czytać. Nabawilam się kaca książkowego i zarwałam noc, a to chyba mówi samo za siebie :)

Zalecam przeczytać najpierw książkę "Młody bóg z pętlą na szyi" aby poznać i rozeznać się w całej historii :)

Serdecznie dziękuję autorce za przeczytanie. Mam nadzieje, że niedługo znów zobaczę Pani kolejną książkę w zapowiedziach!

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Słodka obsesja - J. Daniels

Pamiętacie Brooke młodszą siostrę Juls, która pojawiła się we wcześniejszych tomach cyklu Słodkie opętanie? Jeżeli tak to wiecie, że to młoda kobieta, która uwielbia słodycze i seks. Nie interesują jej trwałe związki, dla niej liczy się tylko dobra zabawa, przyjemność i spełnienie, więc przygody na jedną noc są najlepszym rozwiązaniem. Gdy na jej drodze pojawia się seksowny instruktor jogi, Brooke oczywiście postanawia go uwieść i zaliczyć. Jednak Mason odrzuca jej zaloty, bo chce od Brooke zdecydowanie czegoś więcej niż tylko jedna noc przyjemności. Czy Brooke nauczy się kochać? Czy Mason będzie właśnie tym mężczyzną, który poruszy serce kobiety. Przekonajcie się sami.

„Słodka obsesja” to trzeci tom gorącego cyklu Słodkie opętanie i kolejny raz dostajemy gorący i zmysłowy erotyk, który miejscami rozpala do czerwoności. Jednak w tej części seks nie gra pierwszych skrzypiec, autorka bardziej skupiła się na relacji między bohaterami i ich znajomość zaczyna się zupełnie inaczej niż związek Dylan i Reesa. Dlatego odnoszę wrażenie, że tak część jest po prostu lepsza, ciekawsza i bardziej dojrzała. Muszę Wam się także przyznać do tego, że bardzo byłam ciekawa tej części, gdyż Brooke to bohaterka, której nie lubiłam od samego początku, irytowało mnie jej zachowanie i luźne podejście do seksu. Zmieniłam o niej zdanie dopiero pod koniec drugiego tomu, więc całkiem niedawno. W tej części na samym początku też  mnie troszkę irytowała, lecz im dalej czytałam, tym było lepiej, bo tak naprawdę to wspaniała i szalona kobieta.

Bardzo przypadła mi do gustu ta historia, bo Brooke i Mason to osoby, które całkowicie różnią się od siebie. Ona to kobieta uciekająca przed uczuciami, stawiająca zawsze i wyłącznie na seks bez zobowiązań, a Mason to mężczyzna, który tych uczuć właśnie szuka, nie jest typem kogoś, kogo zadowoli jedna noc przyjemności, tym bardziej, jeżeli chodzi o Brooke, kobietę, która samym swoim widokiem rozpala go do czerwoności. Co z tego wszystkiego wyniknie? Musicie przekonać się sami, ale zapewniam Was, że będzie gorąco i niesamowicie zabawnie, gdyż J. Daniels ma niesamowite poczucie humoru, które umiejętnie przelewa na papier.

Styl, jakim operuje J. Daniels, jest bardzo prosty, lekki i przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się bardzo szybko, ale nie ma co się temu dziwić, gdyż ta historia jest naprawdę bardzo ciekawa. Może troszkę mało realna, no ale nie oszukujmy się... erotyki i romanse to takie bajki dla dorosłych, które uruchamiają wyobraźnię, doprowadzają krew do wrzenia i przy nich możemy pomarzyć.

„Słodka obsesja" to zabawna powieść erotyczna opowiadająca o pięknym rodzącym się uczuciu i prawdziwej sile miłości.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.

piątek, 21 kwietnia 2017

Nie pytaj dlaczego - Magdalena Trubowicz (NASZ PATRONAT MEDIALNY)

Magdalena Trubowicz to autorka, której książki mogę brać w ciemno, bo wiem, że za każdym razem dostanę historię, która doprowadzi mnie do łez, raz od humoru zawartego w książce, a innym razem od emocji, które chwytają za serce. Jestem wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze Magdalenę, która świetnie pisze i jest wspaniałym człowiekiem. Zapraszam na recenzję „Nie pytaj dlaczego”, czyli kontynuację losów Matyldy Nowickiej, którą niektórzy z Was zapewne już znają.

Każdy, kto czytał „Drugie życie Matyldy”, ten wie, że książka skończyła się dość mocnym akcentem, czyli porwaniem jej syna przez ojca. Po tym niespodziewanym rozstaniu Matylda podejmuje walkę o jego odzyskanie, ale jak to zrobić, gdy nie ma żadnych tropów, a anonimowe informacje okazują się fałszywe? We wszystkim wspiera kobietę ukochany Rafał, rodzeństwo, przyjaciele oraz detektyw Dawid Jarosz, który jest mroczną osobą z jej przeszłości. Niestety nic w tej sprawie nie jest łatwe ani proste, a na światło dzienne wychodzą nowe fakty, które dokładają ciężarów na barki kobiety. Czy Matylda się podda? Czy odnajdzie syna? Przekonajcie się sami.

„Nie pytaj dlaczego” to powieść, która mnie zachwyciła, gdyż autorka w piękny i naturalny sposób opisała prawdziwe życie, ludzkie dramaty i troski, które często nas przytłaczają. Ta powieść to obraz heroicznej walki Matyldy o odzyskanie ukochanego syna. Magdalena Trubowicz pokazuje czytelnikowi, jak podstępny jest los, która raz po raz rzuca kłody pod nogi, w ogóle nie ułatwiając życia. Uświadamia czytelnikowi jak czasami trudno się podnieść po kolejnych ciosach, jak łatwo popaść w depresję, jak ciężko zaufać nawet najbliższym oraz jak trudno myśleć racjonalnie w trudnych chwilach. To obraz kobiety, która zawsze miała pod górkę, ale cały czas ukrywała swoje troski, nie dzieląc się nimi z nikim. To prawdzie życie, które mogłoby spotkać niejedną z nas (oczywiście nikomu tego nie życzę). W tej powieści znajdziemy całą paletę emocji, żal, smutek, ogromną rozpacz, wzruszenie, ale także pojawiają się maleńkie przebłyski radości.

Uwierzcie mi na słowo, że tę powieść czytałam ze łzami w oczach i z bólem serca obserwowałam losy Matyldy, która nie mogąc pogodzić się ze stratą syna, popadała w coraz większą depresję i nieuchronnie staczała się na dno. Osobą, która cały podtrzymywała ją na powierzchni był Rafał, który niestety dorobił się własnych osobistych zmartwień. W tej powieści nic nie jest przewidywalne, zostajemy zaskakiwani na każdym kroku, przewracanie stron było dla mnie ogromnym wyzwaniem, po prostu bałam się, co dalej się wydarzy. Do samego końca nie wiedziałam, czy ta opowieść będzie miała happy end i myślę, że samo to jest ogromnym atutem tej powieści. Autorka potrafi niesamowicie budować napięcie, cały czas coś się dzieje, nie ma miejsca nawet na odrobinę nudy. Tej książki się nie czyta, ją się pochłania w całości, bo historia wciąga już od pierwszej strony, a my chcemy jak najszybciej dowiedzieć się, jaki będzie jej finał.

Muszę także troszkę wspomnieć o bohaterach, którzy okazali się bardzo prawdziwi i wyraziści, autorka ukazała ich ze wszystkimi wadami i zaletami i myślę, że niejedna osoba mogłaby się z nimi utożsamić. Oczywiście najważniejszą postacią jest Matylda, która niestety na samym początku pokazała się z dość nieciekawej strony, ale czy można się temu dziwić? Nie zdajemy sobie sprawy, jaka rozpacz dopada matkę, która nie wie, gdzie znajduje się jej ukochane dziecko. Niestety zdarzały się też małe momenty, gdzie Matylda troszkę mnie irytowała, ale na całe szczęście było to chwilowe i z czystym sumieniem mogę przymknąć na to oko. Moim ulubieńcem okazał się Rafał, mężczyzna dobry, czuły, kochany, troskliwy, opiekuńczy, a przede wszystkim skory do poświęceń. Czasami zazdrościłam Matyldzie takiego mężczyzny u swojego boku, bo po prostu był to złoty chłopak. W tej części pojawiły się także osoby z przeszłości Matyldy i Rafała, czyli Dawid i Gabriela, była dziewczyna Rafała, która znów namieszała w życiu bohaterów. W ogóle uważam, że każda postać zasługuje na naszą uwagę, gdyż wnoszą wiele do całej fabuły książki.

Przyznam Wam się szczerze, że cholernie bałam się zakończenia tej książki, Magdalena jest naprawdę nieprzewidywalna i naprawdę mogła zrobić ze swoimi bohaterami wszystko, co tylko chciała. Oczywiście nie zdradzę Wam, czy moje obawy były słuszne, po prostu sami musicie się o tym przekonać.

Magdalena Trubowicz kolejny raz udowodniła mi, jak w przepiękny i naturalny sposób potrafi opisywać prawdziwe życie, ludzkie dramaty oraz troski. „Nie pytaj dlaczego” to obraz heroicznej walki Matyldy o odzyskanie ukochanego syna. To powieść, którą koniecznie musicie przeczytać, bo ta historia mogłaby wydarzyć się w rzeczywistości. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf.


Zatrzymaj mnie - Abbi Glines





Chyba wiecie jakie to uczucie, gdy odkładacie książkę na półkę z szerokim uśmiechem na ustach, bo zakończenie było satysfakcjonujące i w Waszej wyobraźni bohaterowie żyli długo i szczęśliwie? Ja uwielbiam ten moment, jednak czasami autorki potrafią zaskakiwać i w najmniej oczekiwanym momencie wydają książkę, która niszczy moje wyobrażenia o cudownym życiu bohaterów. Jedną z takich autorek jest Abbi Glines, która bardzo często miesza w życiu bohaterów, zaskakując mnie tym totalnie. Więc chyba nie powinnam być zdziwiona, gdy w moje ręce wpadała kontynuacja losów Cage'a oraz Evy, czyli powieść „Zatrzymaj mnie”, która już jest piątym tomem świetnej serii Sea Breeze. Co tym razem zgotowała autorka naszym bohaterom? Zapraszam na recenzję.

„Seksowny chłopak po przejściach i skromna córka farmera. Ich miłość miała trwać wiecznie!”

Cage i Eva są szczęśliwi w związku i planują wspólną przyszłość. Szykuje im się przeprowadzka, gdyż Cage dostał sportowe stypendium, które daje mu możliwość wyjazdu do Tennessee, gdzie razem z Evą chce rozpocząć nowy rozdział ich wspólnego życia. Niestety ich wspólne plany krzyżuje choroba ojca dziewczyny. Cage nie wyobraża sobie, by mógł na tak długo rozstać się z ukochaną, jednak Eva przekonuje go do wyjazdu, gdyż wie, że to jego marzenie. Na początku chce, by chłopak ją odwiedzał, a później ona pojedzie do niego. Czy na pewno? Jej względny spokój burzą dziwne sms-y, a gwoździem do trumny jest filmik, który otrzymuje z nieznanego numeru. Filmik, który rujnuje jej świat. Czy ich miłość przezwycięży kolejne przeciwności losu? Czy przetrwa rozłąkę i pomysły zawistnych ludzi? Przekonajcie się sami.

„Zatrzymaj mnie” to w moim odczuciu najlepszy tom tej serii, wszystko zostało idealnie wyważone i dopracowane. To także najsmutniejsza część, nasi bohaterowie kolejny raz muszą stawić czoła życiu, które nie zawsze ma słodki smak. Strata, ból, zranienie, odrzucenie, zwątpienie to wszystko ich spotka i wcale niełatwo będzie cokolwiek naprawić. W ich życie zaingerują osoby trzecie, które nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzą Evie i Cage'owi. Tylko, czy bajka musi trwać wiecznie? Czy każda książka zasługuje na szczęśliwe zakończenie? Może nie każda, ale historia tej dwójki bohaterów jest wyjątkowa i cały czas trzymałam za nich kciuki, by im się udało, by był happy end.

Uwielbiam książki, które wychodzą spod pióra Abbi Glines, potrafi mnie ona niesamowicie zaciekawić i każdą jej historię chłonę całą sobą. To powieść, którą pochłania się w kilka godzin, bo nie sposób odłożyć jej na półkę przed poznaniem zakończenia. Każdy, kto zna twórczość Abbi ten wie, że uwielbia ona komplikować życie swoich bohaterów i oczywiście tak samo było w przypadku „Zatrzymaj mnie”. We mnie ta książka wywołała ogrom emocji, złościłam się, wkurzałam, nie dowierzałam, a nawet pojawiły się łzy. Uważam, że każdy fan twórczości Abbi powinien poznać tę historię do końca, bo według mnie Cage i Eva to bardzo ciekawi bohaterowie.

Styl, jakim operuje autorka, jest lekki, przyjemny i niesamowicie wciągający, uwielbiam każdą jej książkę i przeczytam wszystko co zostanie u nas wydane. Historie jej bohaterów nigdy mi się nie znudzą, tego jestem w stu procentach pewna.

Kreacja bohaterów jak zawsze wyszła autorce bardzo dobrze. Są to postacie bardzo pozytywne, sympatyczne i nie sposób ich nie polubić. Cage strasznie wydoroślał w tej części, stał się prawdziwym mężczyzną, który wie co jest w życiu najważniejsze. Odpowiedzialny, lojalny, niestety cały czas tkwi w nim mały zagubiony i odrzucony chłopiec. Jeżeli chodzi o Evę, to życie kolejny raz sobie z nią w bolesny sposób zgrało i nie oszczędziło jej. I choć jest twardą dziewczyną z Alabamy, to nie ze wszystkim będzie sobie w stanie poradzić. W jej życiu pojawi się wiele smutku, ale i także odnajdzie ją wielkie szczęście. Naprawdę bardzo ich polubiłam i mogłabym o nich czytać bez końca.

Abbi Glines cały czas udowadnia, że w jej głowie jest wiele pomysłów, więc możemy być spokojni, że książek do czytania na pewno nam nie zabraknie. Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem i jestem pewna, że się nie zawiedziecie. To słodko- gorzka historia pięknej miłości, którą ktoś będzie chciał zniszczyć. Czy mu się to uda? 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Pascal.


środa, 19 kwietnia 2017

Widmo grzechu - Anna Szafrańska

Jak wiecie, uwielbiam debiuty, bo choć czasami zdarzają się pośród nich książki, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego, to częściej trafiają się istne perełki. Jedną z nich jest „Widmo grzechu” Anny Szafrańskiej, jest to bowiem powieść, która już od pierwszej strony wciągnęła mnie w głąb fabuły i wcale nie miałam ochoty się z nią rozstać. Więc teraz oczywiście czekam na kolejny tom, który mam nadzieję, znów mnie pochłonie bez reszty. Zapraszam na recenzję.

Nela Augustyniak to miła, sympatyczna i spokojna nastolatka, dla której całym światem jest rodzina i przyjaciele. Dziewczyna jest bardzo lubiana w szkole, nigdy się nie sprzeciwia rodzicom, można by rzec... anioł w ludzkiej skórze. Jej życie jest bardzo spokojne, ale wszystko się zmienia, gdy w szkole pojawia się nowy uczeń, niejaki Kraszewski. Już podczas pierwszego spotkania Nela wie, że nowy chłopak to same kłopoty, jej zupełne przeciwieństwo, jednak czuje do niego dziwne przyciąganie. Początkowa wrogość bardzo szybko zamienia się w głębokie uczucie, jednak niedane im się sobą nacieszyć, gdyż rodzice dziewczyny każą się jej trzymać z dala od Kraszewskiego. Pojawia się wiele tajemnic, których niestety nikt nie chce Neli wyjaśnić. Czy dwójka tych młodych ludzi ma szansę na udany związek? Czy może tajemnice i sekrety zniszczą to piękne uczucie, jakim jest miłość? O tym wszystkim musicie przekonać się sami.

„To dziwne... Wiem, że mam duszę romantyczki; nie raz mi to mówiła mama czy Olga. I owszem wierzę w przeznaczenie. W to, że dwie nieznane sobie osoby spotykają się w najmniej oczekiwanym momencie swojego życia i uświadamiają sobie, że są zaginionymi kochankami, połówkami jednego jabłka, bratnimi duszami... W to wierzę. Jednak w swoim przypadku nie potrafiłam pojąć albo po prostu nie chciałam zrozumieć sensu słów „miłość od pierwszego wejrzenia”. Kraszewski to moje całkowite przeciwieństwo.”

„Widmo grzechu” Anny Szafrańskiej to świetny debiut, to świetna powieść z gatunku new adult oraz to piękna historia miłosna, która pochłania czytelnika już od pierwszej strony. Bardzo dziękuję autorce za tę książkę, gdyż dzięki niej kolejny raz przeniosłam się w szkolne mury i poznałam cudownych bohaterów, jakimi są Nela, Olga, czy Kraszewski. Muszę przyznać, że dzięki tej historii zatęskniłam za szkołą, za pierwszą miłością oraz za szkolnymi przyjaźniami i za takim niegrzecznym chłopcem jak Kraszewski. Tym bardziej że, to opowieść, która w prawdziwy sposób ukazuje obecne życie nastolatków, ich problemy, pragnienia oraz troski. Nic nie jest przekoloryzowane, wyidealizowane, a tym bardziej przewidywalne. To nie jest cukierkowa historia miłosna dwójki młodych ludzi, którzy dopiero wkraczają w dorosłość, to historia do bólu prawdziwa i myślę, że właśnie to jest jej największym atutem.

Kreacja bohaterów wyszła autorce genialnie, są oni bardzo naturalni oraz prawdziwi, to po prostu osoby z krwi i kości. Widać, że Anna Szafrańska poświęciła im wiele uwagi i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu. Oczywiście pierwsze skrzypce grają Nela i Kraszewski i to im poświęcono najwięcej uwagi, ale to oczywiste, bo przecież to główni bohaterowie. Nela to dziewczyna bardzo spokojna, rodzinna, przyjacielska, trzymająca się zasad i która nigdy nie chciała zawieść swoich rodziców. Jednak nie zawsze wszystko układa się tak, jak chcemy... Za to Kraszewski to młody mężczyzna osierocony przez rodziców, którego „wychowywali” dziadkowie. Prawie całe życie spędził w Nowym Jorku i korzystał z życia na maksa. Nie interesują go zasady, czy ograniczenia, zawsze robił to, co chciał. To taki typowy bad boy, ale im lepiej go poznajemy, to zauważamy, że wcale nie jest taki twardy, za jakiego uchodzi, a jego zachowanie to gra. Uwielbiam takich bohaterów niby złych, a tak naprawdę o złotym sercu. Polubiłam ich oboje, ale to pan Kraszewski został moim ulubieńcem i cały czas trzymałam za niego kciuki. Po prostu podbił moje serce mimo wielu swoich wad. Oboje tak różni, tak inni, a jednak połączyło ich uczucie, ale przecież miłość nie wybiera i nie ma na nią lekarstwa...

„Miłość rządzi się swoimi prawami. Nieważne jak bardzo staramy się zdusić ją w zalążku, uciszyć, nie dopuścić do głosu, i tak znajdzie siłę, by pokazać, że maleńkie ziarenko jest w stanie wypuścić mocne pędy. Bałam się, co się stanie, gdy te kwiaty zakwitną.”

Styl Anny Szafrańskiej jest prosty, lekki i co najważniejsze przyjemny w odbiorze. Dialogi bardzo naturalne i przede wszystkim udało się autorce odwzorować język, jakim posługują się nastolatkowie, dzięki czemu książka jeszcze bardziej stała się wiarygodna. Jedyny minus całej tej historii to to, że za szybko się ją czyta, bo gdy raz się do niej zasiądzie, to nie ma mocnych, żeby odłożyć ją na półkę wcześniej niż po przeczytaniu ostatniej strony.

„Widmo grzechu” to powieść niezwykle ekscytująca i porywająca, mówiąca o trudnych wyborach pomiędzy lojalnością względem rodziny a pierwszą prawdziwą miłością. Ja Wam tę powieść serdecznie polecam, bo tam, gdzie pojawiają się tak intensywne emocje, nie ma miejsca na nudę, a tym bardziej na przewidywalność. 

Teraz czekam do czerwca, by poznać ciąg dalszy tej historii.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Lucky.



wtorek, 18 kwietnia 2017

Walka - Vi Keeland

Z twórczością Vi Keeland spotkałam się jakiś czas temu, podczas lektury Gracza, powieści, która bardzo mi się spodobała. Więc to oczywiste, że niecierpliwie wyczekiwałam kolejnej książki autorki, by poznać następnego seksownego bohatera, który wkradnie się do mojego serca. „Walka” to pierwszy tom serii MMA Fighter i już teraz mogę Was poinformować, że warto było czekać, bo Vi Keeland stanęła na wysokości zadania i znów mnie usatysfakcjonowała. Zapraszam na recenzję.

„Elektryzująca powieść, która wywoła rozkoszny dreszczyk emocji i rozbudzi chęć na nutkę szaleństwa.”

Elle prowadzi spokojne życie. Ma dobrą pracę i od dłuższego czasu spotyka się z Williamem, jednak w ich związku czegoś brakuje, a przewidywalność mężczyzny zaczyna ją denerwować. Jednak Elle nie lubi zmian, bo tak czuje się bezpieczniej, zbyt wiele emocji mogłoby obudzić uśpione demony przeszłości, a tego kobieta się boi. Kiedy na jej drodze staje męski, umięśniony, wytatuowany i seksowny Nico, zawodnik MMA, Elle nie jest w stanie dłużej utrzymać emocji na wodzy i pozwala sobie na utratę kontroli. Oboje nie zdają sobie sprawy, że połączy ich nie tylko pożądanie, ale i przeszłość, z którą każdy z nich się boryka. Co z tego wszystkiego wyniknie? Przekonajcie się sami.

„Walka” to bardzo fajny gorący erotyk i choć wielu z Was może powiedzieć, że takich książek jest już wiele, to ja się z tym nie zgodzę, bo mnie ta historia zachwyciła i na pewno przeczytam kolejną powieść Vi Keeland, która zostanie u nas wydana. Autorka w swoich książkach nie skupia się tylko na seksie i pożądaniu, choć niewątpliwie jest to ważnym elementem całej fabuły i niesamowicie pobudza wyobraźnie. Jednak w jej powieściach znajdziemy o wiele więcej i tak właśnie jest w Walce, gdzie poznajemy dwójkę bohaterów, którzy na pierwszy rzut oka wydają się osobami jak wielu z nas, ale to tylko pozory, gdyż ze strony na stronę poznajemy ich przeszłość, która niejednego człowieka by złamała i pokonała. Jednak oni walczą, próbują zapomnieć i zacząć żyć na nowo. Czy im się to uda? Czy dwójka osób z tak bolesną przeszłością może stworzyć trwały i szczęśliwy związek? Ja Wam tego oczywiście nie zdradzę.

To, co w moim odczuciu jest atutem tej powieści to krótkie, treściwe rozdziały, w których nie ma zbędnych opisów. Po prostu znajduje się w nich tylko to, co najważniejsze, to co może zaciekawić czytelnika, a nie zapchać na siłę książkę. Krótko, zwięźle i na temat, czyli tak jak najbardziej lubię.

Muszę się Wam przyznać, że Nico to bohater, którego wygląd w ogóle nie powinien mi odpowiadać, gdyż nigdy nie przepadałam za takim typem mężczyzn, wielkich napakowanych mięśniaków, no nie, to nie dla mnie. Jednak Nico został tak przez autorkę przedstawiony, że zauroczył mnie w momencie, w którym pojawił się w książce i cholerka... wkradł się do mojego serca, a tam naprawdę nie ma już prawie w ogóle miejsca. Vi Keeland obojgu bohaterom poświęciła wiele uwagi i w bardzo naturalny i prawdziwy sposób przedstawiła ich wady, zalety i pokazała bolesną przeszłość, przeszłość, która kolejny raz da o sobie znać.

„Walka” to powieść, która napisana jest bardzo lekkim stylem i nie potrzeba wiele czasu, by ją przeczytać. Dla mnie był to jeden wieczór i bardzo żałowałam, że tak szybko musiałam rozstać się z tymi wspaniałymi bohaterami. Autorka pisze bardzo emocjonująco i z wyczuciem przedstawia losy bohaterów. Ja jestem tą książką zachwycona i czekam na więcej, bo wiem, że warto.

Powieść tę polecam fanom romansów, erotyków i emocjonujących historii. Uważam, że każdy z nich znajdzie w tej książce coś dla siebie. Mnie nie pozostało nic więcej, jak czekać na kolejną część, która ukaże się już niebawem.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



  

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Dwoje do pary - Andy Jones

„Zakochać się jest łatwo; ważne co stanie się potem...”

„Fisher i Ivy są parą od dziewiętnastu (!) dni i wprost czują , że są dla siebie stworzeni. Poza tym wiedzą o sobie niewiele, ale któż by się przejmował błahostkami? Szczególnie, ze za kilka miesięcy ich życie ma się diametralnie zmienić... W tym czasie Fisher i Ivy odkrywają, że zakochać się to jedno, a wytrwać w uczuciu to zupełnie coś innego.”

Przyznam szczerze, że wcześniej nie znałam twórczości Andy Jones, więc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej powieści. Na całe szczęście zostałam miło zaskoczona, bo „Dwoje do pary” to powieść, która zaskakuje w swojej prostocie, lekkim stylu i bardzo prawdziwych bohaterach. To nie jest żadne cukierkowe love story, to opowieść z życia wzięta , niesamowicie prawdziwa, która momentami bawi, a niekiedy wzrusza i chwyta za serce.

Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że książka  napisana jest z perspektywy mężczyzny i to właśnie Fisher jest jedynym narratorem. Osobiście uwielbiam poznawać męski punk widzenia, szczególnie, gdy mowa jest o miłości, oddaniu, poświęceniu, czy stracie. Dla mnie jest to dużym plusem, gdyż dzięki temu, że to Fisher opowiedział tę historię, zapamiętam ją na długo.

Autorka w bardzo naturalny i prawdziwy sposób uświadamia czytelnikowi, że zakochanie się to dopiero początek, początek wspólnej drogi, na której nieraz pojawia się wiele przeciwności i to od nas zależy, czy ze wszystkimi sobie poradzimy. O miłość trzeba dbać i ją pielęgnować codziennie, przez całe życie, wtedy jest nadzieja na happy end. Czy historia miłości Fishera i Ivy będzie miała szczęśliwe zakończenie? Tego musicie dowiedzieć się sami.



„Dwoje do pary” to powieść, która wywoływała we mnie wiele emocji, wzruszałam się razem z bohaterami, ale także z nimi się śmiałam. I choć książka napisana jest dość lekkim i prostym stylem, to porusza trudne tematy, które wzruszają, wywołują łzy i chwytają za serce. Na pewno, jest to lektura godna polecania, bo nie zawsze trzeba czytać książki lekkie i przyjemne.

Polecam!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

piątek, 14 kwietnia 2017

Małgorzata Rogala - Ważka

Oh, następny kryminał i do tego tak mocno przeze mnie wyczekiwany! Bo kto nie czekał na dalsze losy starszej aspirantki Agaty Górskiej i Sławka Tomczyka? No kto? No na pewno ja i mam nadzieje, że Wy także :)
Już wiecie o jaką książkę chodzi?
A więc pogadajmy chwilę o trzeciej, najnowszej książce Małgorzaty Rogali - Ważka, która jest kontynuacją recenzowanej przeze mnie powieści Dobra Matka.

 "Agata Górska rozpoczyna prywatne śledztwo w tajemnicy przed przełożonymi, gdy okazuje się, że śmierć jej koleżanki, Leny, nie była przypadkowa. Jedynym tropem jest tajemnicza broszka w kształcie ważki, o której Lena wspomniała podczas ich ostatniego spotkania.

Tymczasem partner Agaty, Sławek Tomczyk, prowadzi dochodzenie w sprawie zabójstwa wyrachowanego dziennikarza – jego zwłoki odnaleziono w redakcji gazety internetowej. Zamordowany nie wahał się sięgać po niemoralne środki w pogoni za sensacją i wywlekał na wierzch brudy mieszkańców Warszawy, więc krąg podejrzanych nieustannie się rozszerza.

Czy sprawa zabójstwa Woźnickiego oraz śmierci Leny są ze sobą powiązane? Jaki sekret skrywa broszka w kształcie ważki"



Małgorzata Rogala przy pierwszej części, kupiła mnie zdecydowanie swoim świetnym zgraniem kryminału z wątkiem obyczajowym. Bo w tej serii znajdziemy i dobry, krwisty kryminał, dużo zagadek do rozwiązania, kwestie miłosną, która co prawda jest drugoplanowym wątkiem, oraz miły i przyjemny przerywnik "komediowy". Bo kto nie polubił tutaj przytyków Górskiej jak i Tomczyka?

"Ważkę" tak jak i poprzednią część czytało mi się szybko i płynnie, po prostu nie chciałam nawet na chwile spuścić oka z książki, ciekawa jak dalej potoczy się akcja. Cieszę się, że wątek z poprzedniej części był kontynuowany, ponieważ to on był najbardziej  tajemniczy i gdy zobaczyłam, że w poprzedniej części ta zagadka się nie wyjaśni, to trzymałam kciuki, aby autorka wzięła się za ten wątek i dała nam tutaj dobrą "petardę". Czekałam i to czekanie się opłaciło! Mimo tego, że zagadkę śmierci Leny w tej książce bardzo szybko rozwiązałam, to jakoś nie przełożyło się to źle na czytanie, wszystko rekompensowali bohaterowie powieści.

Jak już doszliśmy do bohaterów, to trochę o nich. Małgorzata Rogala stworzyła bardzo fajne postacie, które były lepiej "wyrysowane" niż w Dobrej Matce (a już tam Ci bohaterzy wymiatali). Niektórzy byli bardzo ostrzy, inni za to bardzo delikatni, ale tylko z pozoru (bo najbardziej delikatna osoba, miała najwięcej do opowiedzenia). Jednym słowem, byli bardzo dobrze opisani, każdy był różny, nie było tutaj żadnych kalkowych bohaterskich schematów, jakie zdarzają się w innych książkach. 

Co mogę więcej powiedzieć? Polecam samemu wkroczyć do śledztwa Górskiej i Tomczyka jako pomocnik. A jeśli nawet nie przeczytałeś poprzednich części, drogi Czytelniku, to szoruj raz, raz, czytać, a na pewno nie pożałujesz! :)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Aced. Uwikłani - K. Bromberg (PREMIEROWO)





„Driven, Fueled, Crashed, Raced.
Rylee i Colton żyją długo i szczęśliwie... Stop.”

Sześć lat po ślubie Rylee i Colton cały czas są szczęśliwym małżeństwem. Ich miłość jest silna i trwała, pożądanie towarzyszy im na każdym kroku i wreszcie spodziewają się upragnionego i wyczekiwanego dziecka. Niestety wszystko, co dobre... Na światło dzienne wypływa wydarzenie z przeszłości, jedna chwila zapomnienia, która zatrzęsie światem Coltona i Rylee. Medialny szum, wstyd i upokorzenie przetoczy się niczym huragan przez życie naszych bohaterów. Czy będą dość silni, by stawić czoło wszystkim przeciwnościom losu? Czy ich uczucie będzie w stanie to przetrwać? Co się stanie, gdy mroczne macki przeszłości kolejny raz wyjdą poza otaczające je mury? Tego wszystkiego dowiecie się czytając ostatnią część losów cudownego Coltona i pięknej Rylee.

„-Pamiętaj synu, że małżeństwa nie ocenia się po tym, jak szaleńczo jesteście w sobie zakochani w dobrych chwilach, lecz jak bardzo jesteście sobie oddani w chwilach złych.”

Myślę, że jak napiszę, że nie mogłam doczekać się tej części, to nikogo nie zadziwię, bo chyba każdy fan serii Driven czekał na kolejne spotkanie z seksownym Coltonem ;) Więc ja czekałam jak na szpilkach, nawet pominęłam moją książkową listę i od razu zabrałam się za czytanie Aced. Uwikłani. Jestem bardzo wdzięczna autorce, że kolejny raz mogłam spotkać się z moimi ulubionymi bohaterami i uważam, że ta część jest najlepsza, najbardziej dojrzała i porusza trudne tematy, z którymi można spotkać się w realnym świecie. Ta część nie opiera się tylko na pożądaniu, które dominowało we wcześniejszych częściach, teraz to prawdziwe życie, prawdziwe małżeństwo i problemy, nad którymi niełatwo jest przeskoczyć. To opowieść o dojrzałej miłości, poświęceniu, o walce z demonami przeszłości i o zamykaniu trudnych rozdziałów wcześniejszego życia. To niesamowicie dojrzałe zwieńczenie historii Rylee i Coltona.

„Nikt nas nie zna. Nikt poza nami nie rozumie, dlaczego ten związek działa. Ja znam prawdziwą ciebie, Rylee Jade Thomas Donovan. Oni nie mają pojęcia o tym, jaka jesteś niesamowita. Tylko ja mam przywilej wiedzieć, że lubisz lody na śniadanie i naleśniki na kolację. Tylko ja wiem z doświadczenia, że gdy krzyczysz i pomstujesz, robi ci się na czole taka cholerna urocza malutka zmarszczka. Uwielbiam to, że kochasz swoich chłopców nad życie i nigdy nie pozwoliłabyś ich skrzywdzić. Wiem, że jesteś zdyscyplinowana i skromna i że nie lubisz przekraczać granić, ale że czasem się na to decydujesz dla mnie. Uwielbiam, gdy to robisz. A najważniejsze jest to, że wyścigowałaś mnie już wtedy, gdy ja nawet jeszcze nie wszedłem na tor.”

W tej części dominuje Colton i pojawia się więcej rozdziałów z jego perspektywy, Rylee została troszkę na uboczu, ale jest ku temu powód, którego oczywiście wam nie zdradzę. W Coltonie zachodzi ogromna zmiana, bo choć czasami dopada go przeszłość i widzimy w nim tego małego, zagubionego chłopca, to z tym walczy, zamyka przeszłość za drzwiami i wyrzuca do nich klucz. Jednak nie myślcie, że stanie się z niego uroczy i słodki mężczyzna, bo tak zdecydowanie nie będzie, to nadal ten sam twardy facet, który wtedy, kiedy potrzeba, jest troskliwy, romantyczny i jak lew walczy o Rylee, czyli o miłość swojego życia. W tej części zakochałam się w nim jeszcze raz, ale po prostu nie można inaczej, bo jego słowa i gesty potrafią rozczulić i doprowadzić do łez. Chyba każda kobieta chciałaby mieć przy swoim boku takiego mężczyznę jak Colton, który świata nie widzi poza swoją kobietą i będzie walczył z całym światem, tylko dlatego, by nie stała jej się krzywda.

„Pieprzona Rylee.
Powietrze dla moich płuc.
Moje życie.
Mój kryptonit.
A ja sprowadziłem na nią ten cały chaos.”

K. Bromberg w bardzo naturalny sposób ukazuje tą brzydszą stronę kobiety, która wielokrotnie pojawia się bez naszej winy i atakuje z zaskoczenia. To temat tabu, który w rzeczywistości bardzo często zamiatany jest pod dywan, a niestety nieraz może doprowadzić do tragedii. O takich sprawach warto rozmawiać, bo każdą z nas może spotkać coś takiego. Jak się domyślacie kolejny raz nie zdradzę Wam, o co chodzi, gdyż nie mogę psuć Waszej przyjemności z czytania.

Muszę także wspomnieć o postaciach drugoplanowych. O tacie Coltona, bardzo mądrym i wyrozumiałym człowieku, o Becksie, który zawsze stoi u boku swojego przyjaciela, o Haddie, która nigdy nie zostawi swojej przyjaciółki w potrzebie, no i oczywiście o chłopcach, teraz już nastolatkach, a w szczególności o Shane i Zanderze. Wszyscy oni są bardzo ważni w całej tej historii i zasługują na uwagę.


„Aced” to powieść, która wzrusza, ale także bawi. To wspaniałe dopełnienie historii Coltona i Rylee. To zamknięcie przeszłości i budowanie nowych wspomnień. To opowieść o prawdziwej dojrzałej miłości, która tak jak w prawdziwym życiu często ma pod górkę. To powieść, która do samego końca trzyma w napięciu i z którą ciężko się rozstać. 

Obok serii Driven nie można przejść obojętnie, ja jeszcze nie raz i nie dwa do niej powrócę, może wtedy i mi uda się wyścigować Coltona ;)

Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Editio Red i K. Bromberg Książki.

Misja Wywiad z Julitą Strzebecką

Dziś mamy dla Was  Misję Wywiad w której zadawaliście pytania autorce powieści pt. "Nakarm mnie" Julicie Strzebeckiej. Nagroda w postaci egzemplarza książki za najciekawsze według autorki pytanie trafia do Beaty Górniewicz. Serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt z naszym fan page w ciągu trzech dni, a wszystkich serdecznie zapraszamy do lektury wywiadu z Panią Julitą.



Dorota Gronkowska: 1. Czy w trakcie zbierania materiałów do książki udało się Pani dotrzeć do feedee lub feedersa ? Rozmawiała Pani z takimi osobami?

Kiedy zbierałam materiały do książki nie rozmawiałam z żadną osobą. Dotarłam do tak różnorodnych materiałów - wspomnień, artykułów, wywiadów, blogów, wypowiedzi na forach, dłuższych lub krótszych filmów, programów, że czułam się zupełnie jakbym z nimi rozmawiała. Poznałam zagadnienie z różnych stron i różne punkty widzenia.  

Dorota Gronkowska: 2. Czy jest Pani gotowa / liczy się z taką sytuacją / na negatywną reakcję opisanego środowiska ?

Środowisko feedersów jest środowiskiem bardzo hermetycznym i zupełnie nie mam pojęcia czego oczekiwać.
Fakt, że jeszcze nikt nie napisał książki na ten temat nie znaczy, iż ten problem nie istnieje. Istnieje zarówno w Polsce, jak i za granicą. W Polsce mówi się o tym mało. Mam nadzieję, że teraz zacznie się mówić więcej.

Monika Mi: Co było najtrudniejsze w procesie pisania książki?

Najtrudniejsze było opisywanie świata z punktu widzenia bohaterów o zupełnie innym systemie wartości. To potrafiło być sprawcą solidnego przygnębienia.

Małgorzata Wójcik 1. Jakie jest Pani największe uzależnienie? Czy starała się Pani z nim walczyć? A może nie ma takiej konieczności, gdyż niesie za sobą wyłącznie pozytywne skutki?

Niestety, podobnie jak dużo ludzi, pałam nadmierną miłością do słodyczy. Walczę z tym uzależnieniem przez cały czas. Staram się ich w ogóle nie kupować, ponieważ ograniczanie ich spożycia, kiedy są już w domu, jest dla mnie bardzo trudne. Czytanie i pisanie jest bardzo pozytywnym uzależnieniem - tutaj nie trzeba zachowywać żadnej kontroli.

2. Gdyby na jeden dzień mogła Pani wcielić się w bohatera/bohaterkę literacką, kogo by Pani wybrała? Dlaczego?

Trudno wybrać jednego bohatera, w którego chciałabym się wcielić. Jednak myślę, że najbardziej chciałabym zostać Janem Baptystą z "Pachnidła', bo bardzo chciałabym się przekonać, jak żyje się z tak doskonałym węchem, podczas gdy samemu nie wydziela się żadnego zapachu.

Beata Górniewicz 1. Czy zawsze marzyła Pani o pisaniu, czy jest to może wynik jakiegoś zbiegu życiowych okoliczności?

Tak - zawsze marzyłam, ale realizację marzenia odłożyłam na później. Pierwszy wiersz napisałam, kiedy miałam dziewięć lat. Potem długo nie było nic. W liceum próbowałam pisać krótsze formy prozatorskie i dramatyczne, ale z marnym skutkiem. Przed maturą zawiesiłam tego rodzaju działalność na czas bliżej nieokreślony. Marzenie powróciło kilka lat temu i mocno domagało się realizacji. Zaczęłam pisać, uczyć się warsztatu pisarskiego, ćwiczyć pisanie, aż wreszcie poczułam, że jestem w stanie napisać coś konkretnego. 

2. Jeśli spotkałaby Pani w tej chwili swoich bohaterów, co by im Pani powiedziała?

To wbrew pozorom wcale nie jest łatwe pytanie. Prawdę mówiąc wolałabym nie spotkać swoich bohaterów w realnym życiu, a jeżeli tak by się stało - panom feedersom powiedziałabym - "Nie", albo raczej od razu przed nimi zwiewała. Z obżerającymi się paniami również trudno byłoby mi się porozumieć. Joannie mogłabym pogratulować.

Sabina FK 1.Jaka straszna lub dziwna historyjka przydarzyła się Pani w związku z byciem pisarką? 

Na razie mam zbyt mało doświadczeń pisarskich, aby mieć w zanadrzu jakiekolwiek historię. Najwyraźniej na wszystko trzeba zasłużyć ;)

2.Czy wydarzenia i obserwacje szarego dnia codziennego,mają wpływ na tematykę pisanych przez Panią książek?

Każde wydarzenie zostawia w nas jakiś ślad i potem patrzymy na życie przez pryzmat doświadczeń. Zarówno one jak i codzienne obserwacje wzbogacają nas. To zawsze ma mniejszy lub większy wpływ na wybraną tematykę i gatunek.

Izabela Dembna 1. Skąd pomysł na tytuł książki ?

Tytuł na początku był zupełnie inny. Bardzo ważna dla mnie osoba zasugerowała mi jego zmianę na coś dwuznacznego, a jednocześnie mocno związanego z problemami zawartymi w książce.

2. Z którym autorem czy autorka chciałaby by Pani zjeść kolację i dlaczego?

Z Witoldem Gombrowiczem, ponieważ on potrafił wstrząsnąć człowiekiem i przestawić jego myślenie na inne tory.



Barbara Pawlik: Jak odkryła pani dar pisania ? 

Kiedy jako dziecko napisałam pierwszy wiersz.Natomiast gdy po wielu wielu latach życia bez pisania, to pragnienie nie dawało mi żyć, byłam pewna, że muszę próbować pisać.

Co panią najbardziej uszczęśliwia. I jakie są pani marzenia? 

Najszczęśliwsza jestem wtedy, kiedy świeci słońce, śpiewają ptaki a ja mogę siedzieć na zielonej trawie i pisać. Chciałabym żeby tak było zawsze. Żeby był pokój na świecie, a ludzie mogli realizować marzenia.

Paulina Korek 1. Skąd czerpała Pani inspiracje do napisania tej książki?

Bezpośrednią inspiracją do napisania książki było przeczytanie powieści Joli Czarkwiani ‘Nie waż się’, która dotyka problemu anoreksji. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby napisać o czymś, co jest z drugiej strony – kompulsywne jedzenie. Dodałam do tego feedersów, bo to jest ze sobą powiązane.

2. Jakie jest Pani największe marzenie? :)

Mam ich wiele. Jedno z marzeń związanych z pisaniem jest takie, żeby moje książki dostarczały Czytelnikom wiele różnorodnych emocji.

Iza Wyszomirska 1. W "Nakarm mnie" poruszyła Pani kontrowersyjny temat jakim jest grupa społeczna zwana freedersami (tzw. wypasacze, dokarmiacze, tuczyciele). Przyznam, że z takim tematem jeszcze nie spotkałam się w książkach. Ciekawi mnie, jak wyglądało Pani przygotowywanie się do rozpisania tego wątku? 

Musiałam zebrać mnóstwo materiałów i poznać różne punkty widzenia. Bez tego napisanie takiej książki nie byłoby możliwe. Bardziej wyczerpująco napisałam o tym powyżej.

2. Czy w fascynacji otyłością może być coś zdrowego? Czy freedersów można postrzegać inaczej niż jako dewiację i uzależnienie?

Kilka kilogramów za dużo, to nie jest tragędia, a zaokrąglone kształty mogą się podobać. Fascynacja skrajną otyłością nie jest zdrowa. Gorzej, że może być nie tylko dewiacją, ale też sposobem na życie i zarabianie. 

Feedersi nie postrzegają siebie jako dewiantów. Uważają się za normalnych ludzi o odmiennych preferencjach.

Jagoda Gindera
1. Co jest najprzyjemniejsze w pracy pisarza?

Wymyślanie fabuły i postaci.

Co jest dla Pani najtrudniejsze?  :) 

Zmuszanie się do systematycznej pracy, nawet kiedy jest się wykończonym oraz wielogodzinne siedzenie - wtedy 'co nieco' potrafi solidnie boleć. 

2.Czym jest dla Pani szczęście?

Szczęście to poczucie, że wszystko w życiu jest takie, jakie być powinno.

Ma Pani swoją uniwersalną receptę na szczęście? ;)

Nie mam i chyba nikt nie ma. Na pewno ważne jest, aby nie martwić się przesadnie i nie rozpamiętywać w nieskonczoność porażek.

Janusz Fo 1) Jak wiele jest Pani gotowa poświęcić dla pisarstwa?

Bardzo dużo. Żeby znależć czas na pisanie czasami wystarczy rezygnacja z rozrywek czy rzeczy mniej istotnych w codziennym życiu. Czasami nie da się wygospodarować czasu, więc rezygnuje się z części snu.

2) Jaką osobą na co dzień jest Julita? Skryta romantyczka, dusza towarzystwa z ogromnymi pokładami energii a może połączenie obu? ;)

Raczej skryta romantyczka. Żartuję sobie, że jestem towarzyska inaczej :) Ale przecież nie każdy musi lubić imprezy do białego rana czy latanie po dyskotekach.

Małgorzata Patrycja: Proszę wyobrazić sobie, że za 24 godziny nastąpi koniec świata, jak wykorzysta Pani ostatnie godziny swojego życia?

Podzielę na kilka części i przeznaczę na pisanie, spektakl teatralny, muzyczny albo operowy w miłym towarzystwie, rozmowę oraz pożegnanie z najbliższymi.

Agnieszka Szwenk.
1.Czemu "Nakarm mnie"?

Mówi się, że to nie człowiek wybiera temat, ale temat człowieka. Czułam, że taką książkę muszę napisać, więc napisałam. Najwidoczniej to wszystko czekało właśnie na mnie.

2.Czy miała Pani kiedyś problem z obiadaniem się i z nadwagą?

Zawsze ważyłam kilka kilo za dużo i przejawiałam nadmierne zainteresowanie słodyczami. Takie upodobania sprawiają, że człowiek sięga po diety odchudzające. 

Agnieszka Szwenk 1.Czy do napisania tej książki skłoniły Panią jakieś osobiste doświadczenia, lub doświadczenia kogoś kogo Pani zna?

Osobiste doświadczenia były zdecydowanie za małe żeby podjąć się takiego tematu. Musiałam czerpać z doświadczeń innych, zapoznając się z różnego rodzaju materiałami.

Monika Katarzyna Weronika Kosmalska 1.Skąd pomysł na książkę?

Pomysł wpadł mi do głowy nagle i nie mogłam od niego uciec, bo męczył mnie niemiłosiernie. Musiałam się podjąć rozwinięcia go i przelania na papier.

2.Ma Pani już pomysł na kolejną książkę?

Tak, mam. Zaczęłam pisać kontynuację - będzie dotyczyć niekoniecznie tych samych problemów.


Vera Eikon - Między prawami. Polowanie na wilka

Ostatnio zaczytuje się w coraz większej ilości kryminałów i mimo tego, że mam ich tak dużo już za sobą, to i tak nie mogę się od nich odgonić. Tak było też z książką "Między prawami. Polowanie na wilka". Od razu wiadomo, że tam gdzie występują porachunki gangsterskie, musi się dziać i dzieje się sporo.
Oczywiście nie przeczytałam opisu, tylko od razu wzięłam się do lektury, dzięki czemu, fabuła ksiązki zaskoczyła mnie jeszcze bardziej.
Zapraszam Was  na recenzję "Między prawami. Polowanie na wilka." - Very Eikon.

"Komisarz Berg (pseudonim „Proca”) jest oficerem Centralnego Biura Śledczego Policji. Każdego dnia styka się z brutalnym światem przestępczości narkotykowej. Dowodzi grupą operacyjną „Szakal” i jest jednym z najlepszych w wydziale. Jednak w jego karierze pojawiła się czarna plama – dochodzenie ciągnące się miesiącami, które komisarz traktuje w wyjątkowo drażliwy sposób. Dotyczy ono bowiem narkotykowego bossa – Wilka, człowieka niezwykle niebezpiecznego, który przyczynił się do śmierci brata policjanta przed wieloma laty. Przeszłość powraca, Berg pragnie zemsty. Zadanie staje się coraz trudniejsze, ponieważ na drodze policjanta pojawiają się osoby dbające o własne interesy. W kluczowym dla sprawy momencie okazuje się, że otaczający komisarza świat, przesiąknięty jest korupcją, kłamstwem i zdradą"


 "Los sprzyja zacnym i sumiennym. Chcesz zrobić coś wartościowego i wielkiego. Żyj dobrze, mądrze i pracowicie."
- kom. Alan Berg.


Cóż, nawet nie wiecie jakim zaskoczeniem było dla mnie to, że Vera Eikon to Polka. Dowiedziałam się o tym na samym końcu, gdy przeczytałam notkę o autorce. Styl Very Eikon był dość brutalny i naprawdę miałam wrażenie, że pisała to autorka innej narodowości. Ale wracając do stylu, bardzo spodobała mi się brutalność  i ta "krwawość". Wszystko było, można by rzec, takie bez cenzury i to dodawało  realizmu całej historii. Jeśli w grę wchodzi mafia, to właśnie tak sobie wyobrażam książki o takiej tematyce. Co do linii i zarysu fabuły, była ona opisana perfekcyjnie i do samego końca trzymała mocno w napięciu, niekiedy psując moje wszelkie wyobrażenia o tym, co może zdarzyć się potem. Zupełnie nieprzewidywalna, a do tego z bardzo dobrze napisanymi dialogami. Oczywiście między tą brutalnością, znalazły się też przemyślenia o aspekcie religijnym, które były bardzo ciekawe, a jednocześnie, bardzo pasujące do tej powieści ( było dla mnie lekkim zaskoczeniem, że temat wpasował się  tak idealnie w całość).

Bohaterzy byli dobrze opisani, nawet powiedziałabym bardzo dobrze. Każdy miał to coś, że chciało się śledzić jego losy. Interakcje między bohaterami, były zdecydowanie najlepiej ukazane w powieści, za co wielkie ukłony w stronę autorki, dzięki nim chciałam książkę czytać bez końca. 

Cała grupa operacyjna "Szakal", którą dowodził Alan Berg, była barwna, zgrana ze sobą, a jednocześnie tak od siebie różna. Przy wątkach z całą grupą, można było się pośmiać i rozluźnić w niektórych chwilach, odsuwając od siebie ściganie mafii. Sam Alan Berg był bardzo intrygującą postacią. To bohater, który przeżył bardzo wiele i można by pomyśleć, że przy takim bagażu "emocjonalnym" jaki Alan Berg nosił, człowiek długo nie wytrzyma. Natomiast on był  niezłomny i parł do przodu nawet gdy wszystko się waliło przy sprawie. Do tego wszystkiego doszedł nam Młody, który trochę ocieplił nam książkę i stała się ona bardziej "ludzka". 

Jako książka sensacyjna, "Między prawami. Polowanie na Wilka" wypada bardzo dobrze. Mamy w niej masę akcji w tym i pościgi, strzelaniny, niczym w amerykańskim filmie. Polecam.


Dziękuję za przeczytanie, autorce.




poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Całkiem obcy człowiek - Rebecca Stead

Moje ostatnie spotkanie z powieścią młodzieżową było bardzo bolesne, więc jak najszybciej chciałam zatrzeć złe wrażenia i zabrałam się za czytanie kolejnej książki, która jest przeznaczona dla nastolatków. I tak oto zapraszam Was na recenzję powieści Rebekki Stead pt. „Całkiem obcy człowiek”.

„Bridge, Tabitha, Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić opaskę z kocimi uszami i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna była przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to wystarczy, żeby ich przyjaźń przetrwała?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewnej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.
A, jeszcze Jamie, poważny starszy brat, dla którego głupi zakład z kumplem kończy się... no, prawie katastrofą.”

„Całkiem obcy człowiek” to powieść o nastolatkach i dla nastolatków, chociaż nic się nie stanie, gdy przeczyta ją starsza osoba, bo ja mimo swoich kilkudziesięciu lat spędziłam przy niej miło czas. Obawiałam się, że dostanę przesłodzoną historię o grupie nastolatków, jednak autorka mnie zaskoczyła i odstałam coś całkiem odwrotnego. To bardzo prawdziwa książka, dotycząca problemów, z jakimi codziennie mierzy się młodzież: pierwsza miłość, chęć uzyskania akceptacji rówieśników, zawiść, zdrada, czy nawet rozwód rodziców. Autorka wszystko to przedstawiła w naprawdę prawdziwy sposób, bez owijania w bawełnę i niepotrzebnego słodzenia. Bo przecież życie nie zawsze ma słodki smak i nawet młodym wieku można poczuć jego gorzki smak.

W książce pojawia się sporo bohaterów, jednak autorka każdemu z nich poświęciła dużo uwagi i nie ma obaw, że ktoś z kimś nam się pomyli. Każdy z nich został przedstawiony bardzo dokładnie i dostał takie cechy charakteru, które rozróżniają go od innych. Żadne z nich nie jest pozbawione wad i bardzo często popełniają błędy tak jak każdy z nas. Nie mam swojego ulubieńca, gdyż historie wszystkich bohaterów raz wzruszają, a innym razem wywołują uśmiech na twarzy.

Styl, jakim operuje autorka, jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze, książkę czyta się bardzo szybko, gdyż wciąga już od pierwszej strony.

„Całkiem obcy człowiek” to powieść o nastolatkach, o przyjaźni, o miłości, zaufaniu oraz zdradzie. To bardzo prawdziwa opowieść poruszająca trudne tematy, z jakimi mierzy się młodzież.

Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI.

środa, 5 kwietnia 2017

Siedem sióstr - Lucinda Riley

Mówi się... nie oceniaj książce po okładce. Zawsze trzymałam się tej zasady, jednak gdy zobaczyłam okładkę „Siedmiu sióstr” Lucindy Riley, wiedziałam, że to książka, którą koniecznie muszę przeczytać. Wzięłam ją do recenzji, intuicyjnie bez czytania opisu. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, ale ta okładka po prostu mnie zaczarowała i byłam pewna, że treść mnie nie zawiedzie. Nie znałam wcześniejszych dzieł autorki, poszłam na prawdziwy żywioł. I wiecie co? Nie żałuję ani jednej minuty, którą spędziłam z tą historią, bo to przepiękna, wciągająca i nastrojowa saga rodzinna. Zapraszam na recenzję.

Opis
„Każda z nich jest inna. Każda z nich urodziła się w innej części świata i ułożyła sobie życie z dala od pozostałych sióstr. Przybrany ojciec - tajemniczy Pa Salt – nadał im imiona mitycznych Plejad.

Kiedy sześć młodych kobiet dowiaduje się o jego śmierci, wszystkie, niczym ptaki do gniazda, sfruwają do rodzinnego domu – bajecznego zameczku nad jeziorem Genewskim – a tam czekają na nie zaszyfrowane wiadomości na temat ich pochodzenia.”

„Nigdy nie pozwól, aby twoim losem rządził strach”
Takie przesłanie zostawił umierający Pa Salta najstarszej ze swoich sześciu adoptowanych córek. Dołączył do tego list i wykute w rzeźbie na terenie zamku współrzędne geograficzne miejsca, w którym się urodziła. Każda z sześciu sióstr dostanie własne wskazówki, jednak w tej części autorka przedstawiła nam historię Mai, najstarszej z nich.
Maja idąc za wskazówkami Pa Salta wyruszy do Rio de Janerio, gdzie przystojny pisarz pokaże jej uroki miasta i pomoże jej odkryć zagmatwaną przeszłość przodków. I tym sposobem poznamy także historię jej prababki Izabeli. Czy historia prababki pozwoli Mai odnaleźć drogę do własnego szczęścia?

„Miłości nie ogranicza odległość ani żaden kontynent, oczyma sięga gwiazd.”

„Siedem sióstr” Lucindy Riley to genialnie napisana powieść, która wciąga już od pierwszej strony. Pełna zagadek, tajemnic, które bombardują czytelnika już od samego początku, a w głowie rodzi się ogrom pytań... kim był Pa Salt, dlaczego zmarł w tak tajemniczych okolicznościach, dlaczego samotny mężczyzna adoptował same córki, dlaczego sióstr jest tylko sześć, dlaczego każda z nich otrzymała imię z ulubionej gwiezdnej gromady Pa Salta i dlaczego nie udało odnaleźć się siódmej siostry, czyli Metrope? Pytań jest wiele, ale autorka skrzętnie dawkuje nam informacje i myślę, że taką bombą będzie siódmy tom tej serii, który odkryje wszystkie karty. Już teraz nie mogę się na niego doczekać, ale w oczekiwaniu pomogą mi wcześniejsze książki autorki, gdyż bezapelacyjnie muszę wszystko przeczytać.

Jestem wniebowzięta, gdy czytam tak dobrze napisane książki, które hipnotyzują i pochłaniają bez reszty. Czasami podczas czytania żałowałam, że nie mogę przenieść się w głąb książki, by z boku przyglądać się wszystkim wydarzeniom. Autorka w zgrabny sposób połączyła wątki romantyczne, obyczajowe oraz historyczne, wszystko jest dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Ja nie mogłam się od niej oderwać i czytałam w każdej wolnej chwili, by jak najszybciej poznać zakończenie. Zakończenie rozbudziło mój apatyt na więcej i niecierpliwie będę wyczekiwała kolejnego tomu.

„Siedem sióstr” to przepiękna powieść, trochę jakby magiczna, trochę jakby bajkowa, ale tak naprawdę bardzo realistyczna. Jestem przekonana, że kiedyś do niej jeszcze powrócę.


Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.


wtorek, 4 kwietnia 2017

Nic oprócz milczenia - Magdalena Knedler




Dziś macie okazje przeczytać recenzje książki, na którą czekałam jak na szpilkach i która została wydana na początku października 2016r. Wiem, że przeczytałam ją jedynym tchem, w każdej wolnej chwili siadałam z tą właśnie książką i nie mogłam się od niej oderwać.


Niestety nie wiem jak doszło do tego, że opinia o niej po prostu gdzieś mi zaginęła i to na dwóch komputerach! To, że starałam się ją ukryć jak najgłębiej się dało w komputerze w pracy, by nikt nie zorientował się, że na nocnych zmianach pisze recenzje, zamiast pracować, w sumie mnie nie dziwi, ale w domowym laptopie trzymam wszystko w jednym folderze i nie mam pojęcia jak to się stało, że jej tam po prostu nie widziałam. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że jestem blondynką i to do tego ciemną ;)

Jedyne co teraz mogę zrobić to szczerze przeprosić Magdalę Knedler oraz Was że musieliście tyle na nią czekać.

Gdy skończyłam czytać pierwszą część serii Komisarz Anna Lindholm byłam nią zachwycona i nie mogłam się doczekać, kiedy po raz kolejny przeniosę się do mroźnej Szwecji, gdzie razem z Anną i Ingvarem będę szukać kolejnego mordercy. Jednak niestety się nie udało…

Wszystko dlatego, że Magdalena Knedler przeniosła akcję powieści „Nic oprócz milczenia” do Włoch, a dokładniej do romantycznej Wenecji.

Anna, chcąc zapomnieć o ostatnich trudnych miesiącach jej życia postanawia nagle zniknąć z własnego domu. Zostawiając przy tym w święta wszystkie bliskie jej osoby. Wybrała Wenecję, piękne i romantyczne miejsce pewnie właśnie dlatego to tu w domu Sofii Siatessi kwitł romans jej męża ze słynną śpiewaczką operową. Po to, by zobaczyć ten właśnie dom, w podróż wybrała się komisarz Lindholm, wtedy nie wiedziała jak wyprawa zmieni jej życie…

Jak już wspomniałam Anna wybrała się do Wenecji dość niespodziewanie i bez żadnego planu, zrozumiałe jest, więc że nie planując podróży z wyprzedzeniem nie planowała również gdzie się zatrzyma.  Przed szukaniem noclegu na ostatnią chwilę uratowała ją właścicielka małego antykwariatu Lucrezia Doldano. Pozwoliła u siebie zamieszkać jak długo szwedzka polka będzie tego potrzebować, w zamian za pomoc w prowadzeniu biznesu który, nie był jej ukochanym zajęciem. Nie wiedziała wtedy jak duży błąd popełniła pozwalając komisarz Lindholm wejść do swojego życia.


W pierwszy dzień karnawału miało odbyć się huczne przyjęcie w domu jubilera Luigiego Maccaroniego. Całe miasto wiedziało, że gospodarz przygotował wielką atrakcję dla swoich gości. Teatralne spalenie kobiety-kukły symbolizujące koniec karnawału było niegdyś tradycją we Włoszech. Macaronii pragnął ją przywrócić. Nie pytajcie mnie, dlaczego chciał symbolizować koniec zabawy w dniu jej rozpoczęcia w dalszym ciągu nie wiem co sobie myślał. Jednak każdy miejscowy chciał uczestniczyć w tym wydarzeniu i zrozumiałe jest to również panna Doldano chciała to zobaczyć. Oczywiście razem z Anną, Lucrezia jako miejscowa zna miasto jak własną kieszeń, więc postanowiła dostać się tam jak najkrótszą drogą ciągnąc za sobą komisarz Lindholm. W jednej z Weneckich uliczek natknęły się na zwłoki tajemniczego gondoliera. Anna poczuła znajomy dreszcze emocji i nie mogąc się pohamować zaczęła działać:

„(…) Anna zgarnęła falbany i zastygła nad szkarłatną kałużą. Powoli wodziła wzrokiem po twarzy mężczyzny, jego regularnych rysach, wysokim czole, kształtnym nosie i ostro zarysowanej żuchwie. Komiczny strój Poliszynela z wypchanym brzuchem i garbem nie do końca zdeformował atletyczną sylwetkę. (…)”

Oczywiście postępowanie Anny nie spodobało się tutejszej policji, a w szczególności Commissario Antonio Valliemu, który słysząc nazwisko Lucrezii jako zgłaszającej przestępstwo wiedział, że kryje się za tym coś więcej, postanowił to sprawdzić, zająć się tą sprawą i tymi dwiema kobietami…

W tym samym czasie w domu Maccaroniego odbywało się już przyjęcie, kukła została podpalona. Jednak Livia Foscari  po chwili zorientowała się, że coś jest jednak nie tak, zapach, który towarzyszył niszczeniu lalki był inny niż ten, którego się spodziewała, a to dlatego, że jej mąż nie podpalił stosu z kukłą tylko martwą kobietą…

Valli zabrał Annę do pałacu, w którym doszło do tragicznego zdarzenia, postanowił wykorzystać jej umiejętności obserwacji oraz doświadczenie, które zdobyła pracując w szwedzkiej policji. Nie musiał prosić jej o pomoc, gdyż sama chciała dowiedzieć się jak to się stało, że jednego wieczoru w tym pięknym mieście popełniono aż dwie straszne zbrodnie.

Czy coś je łączyło? Kim są zabici i czy mieli ze sobą coś wspólnego?  W jakich okolicznościach zginęli i dlaczego? Co wiedzieli? Kto i z jakich powódek chciał ich uciszyć?

Anna i Antonio starają się znaleźć odpowiedzi te i inne pytania współpracując, dzieląc się swoimi doświadczeniami zawodowymi. Czas, który razem spędzają wpływa również na ich relacje która niepostrzeżenie zmienia się w coś niespodziewanego dla nich samych, jak również dla czytelników. Tak różne osobowości łączą siły, by rozwiązać te skomplikowane sprawy oraz skomplikować swoje życie osobiste jeszcze bardziej.

Muszę przyznać, że jest mi z tego powodu bardzo smutno, bo ja w dalszym ciągu jestem w #TeamIngvar. Czeka nas jeszcze jedna część tej serii i głęboko wierze, że wszystko wróci na właściwe tory.

Jest jednak jeden plus tego, iż zagubiłam tę recenzje. Dziś siadając do jej edycji znów sięgnęłam po książkę, przekartkowałam ją, historia na nowo dla mnie odżyła. I to na kilka dni przed premierą ostatniej części serii zatytułowanej „Nic oprócz Śmierci”. Teraz wiem, że początek kwietnia spędzę jak na szpilkach czekając na tą właśnie pozycje.

Liczę, że znajdę tam odpowiedź na kilka pytań, które kotłują się w mojej głowie od dnia, gdy skończyłam czytać „Nic oprócz strachu” a w „Nic oprócz milczenia” ich nie znalazłam.

Za możliwość przeczytania dziękuje Wydawnictwu Czwarta Strona.

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data premiery: 12.10.2016r.