wtorek, 6 czerwca 2017

Już nie uciekam - Anna Sakowicz


Nie będę pewnie zbyt oryginalna, kiedy powiem, że „Już nie uciekam” jest najlepszą częścią trylogii kociewskiej Anny Sakowicz i tym samym potwierdzę zasłyszane opinie.
Bardzo rzadko zdarza mi się płakać, czytając książki (ja raczej z tych, co płaczą słuchając Mazurka Dąbrowskiego podczas meczów piłki nożnej ;) ) jednak Ani Sakowicz udało się poruszyć jakąś czułą strunę i pięknie zagrać na moich emocjach. Chapeau bas! Nie każdemu się udaje ;)

„Joanna potrafi zaskakiwać zarówno siebie, jak i najbliższych. Jest narzeczoną Artura, iskrzy między nią a Jaromirem, w dodatku pojawia się kolejny zagadkowy mężczyzna. Pomimo wątpliwości, bohaterka zaczyna urzeczywistniać swoje marzenia. Przeprowadza się na Kociewie i podejmuje decyzję o uruchomieniu kawiarni w lokalu, z którym wiążą się pewne tajemnice. Nadal pracuje jako wolontariuszka w hospicjum dla dzieci. Pisze dla nich bajki. Wkrótce zgłasza się poważny wydawca, który chce je opublikować, ale stawia warunki... Nowa powieść Anny Sakowicz jest historią o dojrzałej, potarganej przez życie kobiecie, która pragnie stworzyć prawdziwy dom z właściwym partnerem. "Już nie uciekam" zamyka trylogię kociewską (Złodziejka marzeń, To się da!)."

Perypetie czterdziestolatki samotnie wychowującej nastoletnią córkę, można by pomyśleć: temat niezbyt nowy, "przerobiony" niejednokrotnie i na różne sposoby przez wielu autorów/autorek. Mogę sobie wyobrazić nawet, że pisząc takie książki, pewnie łatwo jest ulec utartym schematom. Anna Sakowicz udowodniła jednak, że można stworzyć historię niebywale prawdziwą, taką, do której scenariusz napisało najprawdopodobniej samo życie, która jest zarówno niebanalna, zaskakująca, jak i nieprzewidywalna. I to chyba sobie najbardziej cenię w jej twórczości, a z moich doświadczeń czytelniczych wiem, że to nie lada sztuka w taki sposób napisać książkę. Taka umiejętność to wypadkowa wielu czynników, przede wszystkim własnych przeżyć i nieograniczonej wyobraźni, którą Anna Sakowicz bez wątpienia posiada.

„Już nie uciekam" to finał i godne zwieńczenie losów bohaterki trylogii kociewskiej. Joanna przebyła długą drogę, aby w końcu znaleźć się w takim miejscu, jakie przewidziała dla niej autorka (co było sporym, ale sympatycznym zaskoczeniem). W drodze tej towarzyszyła jej cała plejada bohaterów drugoplanowych. Sympatycznych, niekiedy lekko postrzelonych, niektórych z lekkimi zakusami do roli czarnego charakteru, jednak aktorka nie pozwoliła, żebyśmy nie polubili, któregoś z nich. Każdy jest wyjątkowy, niepowtarzalny i ma swoje nienaruszalne miejsce w całej historii.
Moją faworytką bezsprzecznie pozostaje ciocia Zofia z jej życiową mądrością ukrytą pod płaszczykiem beztroski, poczucia humoru i pozornej naiwności. Również przyjaciółka cioci Zofii Jadzia wniosła wiele pozytywnej energii, a momentami przysporzyła przysłowiowego bólu szczęki od ciągłego szczerzenia się nad jej zabawnym sposobem bycia.

Jednym z ciekawszych, a zarazem najważniejszych wątków całej trylogii jest wolontariat Joanny w hospicjum dla dzieci. Autorka bez zbędnego upiększania przedstawiła wszystko, co związane z chorobą i ze śmiercią. Również pokazała, jak trudno jest być wolontariuszem i nie angażować się całym sercem w sytuację pacjentów, tym bardziej że są to dzieci. W „Już nie uciekam" jest pewna scena, która zrobiła na mnie przeogromne wrażenie, powaliła wręcz na kolana i nie dlatego, że wycisnęła ze mnie morze łez, ale za sposób, w jaki została napisana. Była po prostu tak prawdziwa, wręcz namacalna jakbym to ja sama w niej uczestniczyła albo przynajmniej ją z bliska obserwowała. Nie chcę odbierać Wam przyjemności czytania i zdradzać szczegółów, powiem tylko, że przy scenach tego typu nietrudno jest o patos, jednak Ania Sakowicz zrobiła to z ogromnym wyczuciem. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że scena jest genialna wręcz majstersztyk!!!

Mam takie nieodparte wrażenie, że ta część trylogii jest napisana w trochę inny sposób, jakby bardziej dojrzały i wyważony (nie ujmując oczywiście dwóm pozostałym częściom), czym autorka po raz kolejny bardzo mnie ujęła. 

I tym ostatnim spostrzeżeniem chciałam pożegnać się z Joanną, zrobić piękny ukłon w stronę Kociewiaków i zachęcić Was do odwiedzenia malowniczej krainy, jaką jest Kociewie oraz polecić Wam gorąco „Już nie uciekam" jak i całą trylogię.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce oraz wydawnictwu Szara Godzina

2 komentarze:

  1. Jeszcze nigdy nie czytałam żadnej książki autorki, ale dopiszę ją do mojej listy

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku, będzie nam bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.